Posts from the ‘Uncategorized’ Category

Tajemnicza czy frywolna? – opowieść o młodszej siostrze Daisy

Na zdjęciu przyszła Księżna Westminsteru (z prawej) Shelagh i przyszła Księżna Pszczyńska, Daisy jako małe dziewczynki

 

Shelagh, księżna Westminsteru i Daisy, księżna von Pless mimo różnic w wyglądzie i charakterze, były sobie bardzo bliskie. Odwiedzały się często, wiele razem podróżowały i miały wspólnych przyjaciół. Obydwie poślubiły niezwykle bogatych mężczyzn, stały się wiodącymi w towarzystwie gospodyniami i wydawały przyjęcia na królewską skalę – Shelagh w pałacu Grosvenor w Londynie i w rezydencji Eaton Hall w Cheshire, a Daisy w śląskich zamkach w Pszczynie i Książu. Oto ponad stuletnia opowieść o młodszej z panien Cornwallis-West.

Opr. Mateusz Mykytyszyn

Daisy i Shelagh jeszcze jako panny

Constance Edwina Cornwallis-West (1875-1970), młodsza siostra Daisy, księżnej von Pless, nazywana byłą przez rodzinę i przyjaciół Shelagh. W 1901 roku wyszła za mąż za sąsiada, który był jej pierwszą miłością – Hugh Richarda Artura Grosvenora, II Księcia Westminsteru (1879-1953), znanego jako Bend Or. Takie imię nosił kasztan jego dziadka, który wygrał słynne wyścigi konne w Derby. Ten angielski arystokrata był właścicielem wielkiej ilości nieruchomości i ziemi. Przeliczono, że po odziedziczeniu księstwa w 1899 roku, jego dzienny dochód stanowił równowartość blisko 47 000 dzisiejszych funtów. Wraz z Selagh mieli dwie córki i jednego syna.

Książę usidlony

Na zdjęciu powyżej  Hugh Richarda Artura Grosvenor, II Książę Westminsteru (1879-1953)

W doprowadzeniu do małżeństwa Shelagh z „najbardziej pożądanym kawalerem” (czytaj najbogatszym księciem) w Anglii, niebagatelną rolę odegrała przebojowa matka panien West. Podczas przyjęcia w pałacu Blenheim, Patsy Cornwallis-West przekonała księcia Walii (późniejszego króla Edwarda VII), by zabrał Bend Ora na stronę i zwrócił mu uwagę, że po tym jak zastano go z Shelagh sam na sam w ogrodzie, jedynym co może uczynić jako gentleman, jest poślubienie jej. Po latach, książę Westminsteru wspominał, iż tak naprawdę to Patsy posłała ich oboje na spacer do ogrodu z zamiarem oskarżenia go o skompromitowanie jej córki! Shelagh nie była odpowiednią kandydatką na żonę dla księcia takiej fortuny i zbyt wiele osób z ich otoczenia zdawało sobie sprawę z machinacji Patsy związanych z kojarzeniem własnych córek. Lady Randolph Churchill, obecna w Blenheim podczas zajścia, napisała do siostry, że Shelagh „z pewnością nie cieszyła się popularnością, ale będą się przed nią płaszczyć, gdy zostanie księżną”.

Shelagh na portrecie Ellisa Robertsa, który uwiecznił również Daisy 

Shelagh i Bend Or byli w sobie zakochani, kiedy więc w 1904 roku przyszedł na świat tak ważny dla ciągłości linii syn i spadkobierca, ich małżeństwo wydawało się trwale scementowane. Obydwoje mieli te same zainteresowania, czyli polowania i grę w polo. Pasjonowali się także wyścigami samochodowymi i żeglarstwem. Fascynacja księżnej Westminsteru nowym wynalazkiem jakim był wówczas samochód byłą powszechnie znana. Zdjęcie które ilustruje ten artykuł, w maju 1907 roku znalazło się na stronie tytułowej magazynu „The Car”. Miesiąc po ukazaniu się zdjęcia, Shelagh musiała stawić się przed sądem oskarżona o zbyt niebezpieczną jazdę. Przyznała się, że prowadziła samochód z prędkością ponad 11 mil na godzinę i została ukarana grzywną w wysokości 5 funtów.

Małżeństwo w kryzysie

Ciągłe żądania finansowe ze strony teściów, częste i przedłużające się wyjazdy żony pozostawiającej dom i dzieci, przesądy i konserwatywne poglądy Bend Ora (włącznie z krytyką frywolności epoki edwardiańskiej, która nie przeszkadzała matce i siostrze Shelagh) wpływały negatywnie na związek. Kiedy ich pięcioletni synek Edward zmarł po operacji wyrostka robaczkowego w 1909 roku, podczas kolejnej nieobecności Shelagh, małżeństwo zaczęło się rozpadać. Pozory utrzymywane do narodzin kolejnego dziecka prysły, gdy na świat przyszłą dziewczynka. Bend Or nawet na nią nie spojrzał.

Na zdjęciu Shelagh na balu kostiumowym jeszcze jako panna Cornwallis-West 

W 1913 roku poprosił o separację, ofiarując Shelagh 13 000 funtów alimentów rocznie, na co księżna nie przystała. Pierwsza wojna światowa umożliwiła im na krótko ucieczkę od problemów osobistych. Bend Or wrócił do swojego pułku i wprowadzi do walki pierwszy samochód pancerny, Shelagh kierowała szpitalem wojskowym w Le Touquet, za co została odznaczona orderem Imperium Brytyjskiego. W czerwcu 1917 roku zdobyła jednak dowody małżeńskiej zdrady i po pewnym czasie uzyskała rozwód. W 1920 roku wyszła powtórnie za mąż za kapitana Jamesa FitzPatricka Lewesa. Zmarła w 1970 roku. Książę Westminsteru nie pozostał długo bez damskiego towarzystwa. Ze swoją drugą żoną rozwiódł się, po nawiązaniu romansu z Coco Chanel. Po tym, jak rozstali się w 1930 roku, jeszcze dwukrotnie się ożenił.

Na zdjeciu Shelagh w czasie I wojny światowej jako pielęgniarka brytyjskiego Czerwonego Krzyża

Piękniejsza z sióstr?

O dobrym wyglądzie swej siostry Daisy von Pless wypowiedziała się w swoich pamiętnikach następująco: „Zawsze uważałam Shelagh za o wiele ładniejszą ode mnie. Ma ona prześliczne, wielkie, głębokie, ciemne i tajemnicze oczy, kasztanowe włosy po matce, teraz już posiwiałe, wspaniałą figurę oraz cerę Westów, która jest niezaprzeczalnie piękna”. Księżna Pszczyńska uważała ponadto, iż jej siostra lepiej jeździła konno, lepiej tańczyła i jeździła na łyżwach. Zwracając natomiast uwagę, że obie dzięki olbrzymim majątkom swych mężów prowadziły ogromne domy i zajmowały się organizacją skomplikowanych wydarzeń towarzyskich z żalem stwierdziła: „ona jest bardziej pomysłowa niż ja”.

Podczas pisania artykułu korzystałem z albumu „Daisy of Pless: the Happy Years” autorstwa Rusella Harrisa oraz „The private diaries of Princess of Pless” wydanych w Londynie w 1950 roku.

Etaon Hall – rezydencja księżnej i księcia Westminster 

Reklamy

Jadą goście, jadą… – wielcy w Książu

 

Wizyta następcy tronu cesarskich Niemiec  „kronprinz” Wilhelm z małżonką Cecylią podczas wizyty w Książu

Ruszył z kopyta remont trzeciego piętra zamku Książ, w którym niegdyś mieściły się pokoje gościnne. Lokowano w nich przybywających do zamku na skale, arystokratów i polityków, członków rodzin królewskich i cesarskich. W dzisiejszym wpisie powracamy do czasów kiedy wałbrzyscy górnicy z należących do Hochbergów kopalń, zasypiając pod wałbrzyskimi dachami zachodzili w głowę, co tam na zamku u jaśnie państwa. A działo się, oj działo…

Opr. Mateusz Mykytyszyn

Jan Henryk XV von Hochberg i jego piękna angielska małżonka Daisy gości przyjmowali zarówno w Książu, jak i Pszczynie, często i w wielkim stylu. Przez ponad trzydzieści lat wśród osób odwiedzających zachwycające rezydencje Plessów na Dolnym i Górnym Śląsku, byli członkowie europejskich rodzin królewskich, maharadżów, zamożnych arystokratów e starych rodów, ale także wojskowych i polityków. Na tych ostatnich zależało księżnej szczególnie „…zawsze byłam przekonana, że im częściej wielcy tego świata spotykają się, tym lepiej. I ja im to ułatwiałam.” – możemy przeczyta w jej pamiętnikach. Daisy była przekonana, że angielscy, francuscy i niemieccy politycy za dożo siedzą w domu”. Wśród gości nie brakowało też polskich arystokratów. Należy chociażby wymienić Potockich z Łańcuta, Lanckorońskich i Głuchowskich. Pani na Książu lubiła Polaków i chętnie gościła ich w swoich włościach. Przyjaźniła się z Betką Potocką, o której pisała ciepło, w wydanych w latach 20-tych ubiegłego stulecia memuarach. Opisy goście i ich wizyt zajęły z resztą sporo miejsca w pamiętnikach, które dziś wydają się być raczej niewinnymi, ale w czasach ich publikacji szokowały i były szeroko komentowane w całej Europie, a nawet wśród amerykańskich nuworyszów. „Moi przyjaciele pochodzili z Austrii i Węgier. Wielu z nich miało amerykańskie lub angielskie żony”.

Daisy na balu kostiumowym

Daisy i jej mąż Jan Henryk XV tak samo jak chętnie gościli przyjaciół u siebie, bywali z wizytami u innych. Publikowane tu fotografie wykonano w 1895 roku na balu kostiumowym w Warwick Castle w Anglii i do dziś znajdują sie w zbiorach pałacowego Muzeum

Dla każdego, coś miłego

Gości do Książa przyciągała malownicza, bogata w zwierzynę okolica, ale przede wszystkim zachwycająca pani domu, na przełomie wieków ciesząca się opinią jednej z najpiękniejszych arystokratek Europy. Daisy nie szczędziła wysiłków w regularnym podnoszeniu prestiżu swojego małżonka, a jednym ze sposobów były hordy utytułowanych i wpływowych odwiedzających, przewijających się przez książańskie i pszczyńskie komnaty. Wizyty, bale i bankiety, które urządzała księżna, otrzymywały wyśmienitą, prawie teatralna oprawę. Dbała, aby każdy z gości czuł się wyjątkowo. Starszych zabawiała przedstawieniami i śpiewem, dla młodszych wymyślała różne atrakcje „Łapaliśmy pstrągi i raki, graliśmy w krykieta i golfa. Wszystko dla przyjemności gości: polowania, tańce do późnej nocy, czasami bal kostiumowy”.

Pochodząca z angielskiej rodziny panującej, królowa rumuńska Maria była przyjaciółką Daisy i osobą podobną charakterologicznie. W Książu gościła m.in. w 1906 roku

Ognie bengalskie i nudni Prusacy

Zimą w Książu urządzano kuligi. Po kolacji goście parami sadowili się w saniach zaprzężone w rumaki z domowej stadniny i mknęli po parkowych alejach. Ustawieni wzdłuż nich myśliwi z zapalonymi pochodniami oświetlali drogę. Na końcach parkowych alejek i na stokach je otaczających jarzyły się czerwienią bengalskie ognie, przechodzące stopniowo w błękit i zieleń. Najwięcej gości przyjeżdżało za Anglii, przede wszystkim rodzina Daisy i jej liczni przyjaciele, m.in. lord Curzon, Winston Churchill czy wicehrabia Belgrave. Ich obecność sprawiała, że dwór nabierał poloru i obyczaju angielskiego. Krzywym okiem patrzyli na to sąsiedzi wywodzący się ze śląskiej arystokracji, zamieszkujący w licznych rezydencjach leżących na terenie dzisiejszego powiatu wałbrzyskiego. Daisy uważała ich za nudnych Prusaków, a ich z kolei raziła obca im elegancja, swoboda i międzynarodowy styl życia w Książu. Uznawali księżnę za ambitną i zuchwałą Angielkę, bez taktu i godności, która wprowadza obca kulturę do niemieckiego towarzystwa. Dużym zainteresowaniem książęcej pary cieszyła się muzyka i teatr. Księżna sama chętnie występowała, również arystokratyczni goście ochoczo brali udział w amatorskich przedstawieniach. Zapraszano tez na zamek muzyków z innych miast, a nawet krajów. Gościł w Książu cesarski kwintet dworski i węgierska orkiestra cygańska. Najczęściej jednak przygrywali muzycy z lokalnych zespołów amatorskich, z Wałbrzycha i Szczawna Zdroju. Wizyty wymagały umiejętności organizacyjnych, doskonałej znajomości protokołu, a także kunsztu w doborze menu i oprawy stołu.

Ostatni cesarz niemiecki Wilhelm II miał słabość do Daisy i jej męża. W Książu i Pszczynie bywał regularnie i doskonale się tam czuł

Wydarzeniem w życiu rodziny książęcej były każdorazowe odwiedziny cesarza lub następcy tronu. Szczególnie dużo miejsca w swoich pamiętnikach księżna poświęciła przyjęciu w Książu z okazji cesarskich manewrów wojskowych. Przez kilkanaście dni przyjmowano na zamku ponad trzydziestu utytułowanych gości. Więcej informacji na temat odwiedzających Książ znamienitych gości, możecie Państwo znaleźć w doskonałej biografii Daisy autorstwa Beaty Górnioczek i Bronisławy Jeske – Cybulskiej pt. „Pani na Książu i Pszczynie” z której korzystałem podczas pisania tego artykułu.

Listy zakochanego księcia – nieznana korespondencja księżnej Daisy

 

Szaleńczo zakochany w księżnej Daisy, następca tronu księstwa von Mecklenburg-Strelitz,  Adolf Fryderyk VI w paradnym mundurze

 

Mam ogromną przyjemność zaprezentować Państwu, intymne listy miłosne pisane przed prawie stu laty do księżnej Daisy von Pless, legendarnej właścicielki Książa. Ich autorem jest młodszy od Daisy o dziewięć lat, ostatni Wielki Książe Meklemburgii – Strelitz, Adolf Fryderyk VI. Szaleńczo zakochany w księżnej Pszczyńskiej arystokrata popełnił w 1918 roku samobójstwo, wszystko wskazuje na to, że z powodu nieodwzajemnionej miłości. Jedyną prawdziwą miłością Daisy von Pless był bowiem inny niemiecki książę i nie chodzi tu wcale o jej męża. To już jednak zupełnie inna historia, której na pewno nie zabraknie na moim blogu. Tymczasem zapraszam do lektury niezwykle romantycznych i czułych listów zakochanego księcia von Mecklenburg-Strelitz. Nikt już tak dzisiaj nie pisze…

Wybór i tłumaczenie: Mateusz Mykytyszyn

 23 lutego 1915

„…Świat jest zbyt okrutny. Nie znajduję słów, aby wyrazić moją złość! To haniebne, że ośmielają się robić ci takie rzeczy. Hatzfeldt musi ci pomóc. Myślisz, że otwierają moje listy do ciebie? Z moimi inicjałami i zapieczętowane moim herbem, to mogłoby być za mocne. Pamiętasz twój telegram, który wysłali do ocenzurowania, zanim doręczono go do mnie, mimo tego, że zaaranżowałem wszystko wcześniej z Z., którego wówczas uważałem za twojego najlepszego przyjaciela? Teraz już wiem jakiego rodzaju, jest to osoba. Uważam, że jest wielce prawdopodobne, że on jest na dnie tego wszystkiego. Nienawidzę go; zachowywał się w stosunku do ciebie tak źle! Oh D! Tak często o tobie myślę i to z wielką czułością. Pamiętasz, to było rok temu, kiedy miałem tę ogromną przyjemność przybycia do Pszczyny i mieliśmy wtedy taką miłą, przytulną małą kolacyjkę w twoim kochanym domu. Pamiętam każdy szczegół. Przyjechałem rano i zaprowadzono mnie do twojego przedpokoju i po odczekaniu tylko jednej minuty pojawiłaś się ty. Byłem bardzo nieśmiały, ale tak szczęśliwy, a ty taka serdeczna. Wyglądałaś tak pięknie i już wtedy byłem szaleńczo zakochany. Potem zaprosiłaś mnie na wyborne, angielskie śniadanie, a potem poszliśmy na sanki i było tak cudownie. Oh D! To były najcudowniejsze chwile mojego życia. Miałem to szczęście, że przydarzyły się potem jeszcze raz. Ale kochanie, musisz odzyskać swoje szczęście i zrobię wszystko, aby ci w tym pomóc. Wizyta w Szwajcarii zrobiłaby ci bardzo dobrze, potrzebujesz zmiany i jakiś miłych ludzi dookoła. Przykro mi to mówi, ale tu są zbyt ohydni. Zakochałem się w twoim długim, kochanym liście, a także w pocztówce, która mi wysłałaś. Mam ją oprawioną na biurku! Moja babcia i ja uwielbiamy te kolorowe ilustracje. Będę je dla ciebie zbierał. Muriel Munster przysłała mi wczoraj ładną z miłym listem. Ma nadzieję przejechać do nas i spotkać się z Wielką Księżną. Proszę daj jej znać, kiedy będziesz w Berlinie, zanim przyjedziesz do Strelitz. Jeżeli się uda, postaram się przybyć. Byłby cudownie! Wszystkim moimi myślami jestem z tobą i mam nadzieję, że wszystko się ułoży tak jak sobie tego życzysz. Musi! Proszę cię, miej pewność i nadzieję. Bóg na pewno ci pomoże. Oh D.! Modlę się do ciebie. Zawsze twój A.F. „

25 marca, 1915

 Neustrelitz

 „Droga księżno Daisy

Może nie napiszę tego, co bym chciał, ale ty na pewno wszystko odgadniesz. I teraz będziesz eskortowana, albo chroniona, tak jak rozkaże twoja rodzina, twój HH (Hans Heinrich – mąż Daisy – przyp. MM.). Przepraszam cię, ale to brzmi jak farsa i nie mogę się przestać śmiać. Ale śmieję się tylko przez chwilę, ponieważ jestem bliski rozpaczy. Czy coś wyjdzie z mojej wizyty u ciebie w Poczdamie? Czy twoja rodzina będzie cały czas przy tobie i co powie H.H. jeżeli przyjadę? Od tak dawna chce cię zobaczyć i mam ci tyle do powiedzenia, czego nie mogę napisać. Proszę napisz mi chociaż linijkę i doradź jak mam się zachować. Rozkoszny plan bycia z tobą w Partenkirchen na Wielkanoc, przykro mi to mówić, będzie nie możliwy do zrealizowania. Tęsknie za twoim kochanym głosem i spróbuję zadzwonić, gdy będę w Monachium. Wszystkie moje myśli są z tobą, bądź błogosławiona

Zawsze twój Adolf Fryderyk”

 

13 maja, 1915

 “D”

„Stokrotne dzięki za twój kochany listy i piękne zdjęcia, jaka to czarująca, mała pamiątka naszego ostatniego spotkania. Cały czas myślę o kimś, kogo kocham z całego mojego serca i z kim bardzo chciałby być! Czasami udaję i zamykam oczy i wydaje mi się, że siedzę po czyjeś stronie i czuję się tak szczęśliwy i nadal udaję! Tam mi ciebie szkoda. Z pewnością wywiesili flagi w Pszczynie, tutaj byli obłąkańczo szczęśliwi z powodu Lusitanii. Wszystkie te niewinne życie, stracone. Mam tylko nadzieję, że nikt z twoich znajomych nie był na pokładzie. Jeśli dojdzie do wybuchu wojny z Włochami, to przelewanie krwi będzie trwało. Nie widzę siebie w Abbazii pływającego, z bombami i torpedami nad Morzem Śródziemnym. Obawiam się, że będziemy musieli porzuci nasz plan, ale gdzie teraz znajdziesz spokój…Jaka szkoda, ze książę Ludwik Bawarski nie może cię mieć tutaj w jego szpitalu; a co z tym profesorem o którym pisałaś, który tak bardzo chciał cię mieć? Jestem taki szczęśliwy, że kotwiczka ci się spodobała. Chciałbym być na jej miejscu. Skoro nie odpowiedziałaś na mój telegram, wierzę, że Baby jest już zdrowy, przekaż mu moja miłość proszę. Tutaj jest uroczo. Wszystko kwitnie, a przejażdżki po lesie są po prostu wspaniałe. Miałem okazję znaleźć miłego, pełnej krwi konia z Francji, którego przywieźli nasi żołnierze ze stadniny niedaleko Paryża, a teraz jest tu regimentem kawalerii. Szczęśliwie szpitale tutaj są raczej puste, ale mimo wszystko idę tam każdego dnia i pomagam tyle ile mogę, aby dać tym biednym rannym, trochę przyjemności. „

29 maja 1915

Neustrelitz

 “D

 Jakaż to była przyjemność usłyszeć twój głos dziś rano. Mimo, że tylko przez telefon i to po niemiecku! Było by bosko, gdybyś mogła tu przyjechać. Rozmawiałem już moją babcią i kochanieńka, będzie bardzo rada cię zobaczyć. Myślę, że najlepiej będzie jeśli uprzejmie się zapowiesz mojej babci i zaaranżujesz swój przyjazd razem z Muriel Munster. Ona już wpadła na pomysł, aby tu przyjechać, ale musiała z niego zrezygnować, ponieważ jej syn wrócił z frontu. Będzie więc wyglądało zupełnie naturalnie jeżeli przyjedziesz z nią. Wiesz, ludzie tutaj są tacy drobiazgowi, a ja jako kawaler jestem raczej w trudnym położeniu. Jeżeli byś przyjechała, byłabyś moim gościem, a ja miałbym ogromną przyjemność goszczenia cię w moim domu. Ale ze względu na ludzi, musiałabyś udawać, że przyjechałaś odwiedzić moja babkę, a ja oprowadzam cię po miejscu. Nic nie jest naprawdę przyjemne tego roku. Parkhaus i wszystkie detale nie są takie, jakbym chciał, aby były i nie mam czasu, aby zaznaczyć, czego oczekuję. Dlatego proszę cię nie bądź zbyt krytyczna. Także ogrody nie są przyzwoicie utrzymane. Nie mieliśmy deszczu przez miesiące, ani mężczyzn do podlewania wszystkiego. Pokażę ci wszystko, co chcę tutaj zrobić. Widziałaś już Meklemburgię, więc wiesz jak jest i co może by jeszcze zrobione. Proszę przyjedź i poproś mnie o przysłanie mojego samochodu po ciebie do Berlina. Będzie o wiele milej, bardzo bym chciał iść z tobą nad morze, co za wspaniały pomysł. Wiesz które, miejsce mam na myśli… Jest miłe i przytulne. Nie napiszę co o nim myślę i jakie szaleństwo we mnie wywołuje. Oh D., uwielbiam cię, proszę przyjedź. Jest naprawdę źle! Jestem wściekły. Ale proszę cię bądź cierpliwa, czas wszystko pokaże… O wojnie nie mogę pisać, jest zbyt straszna! „

Zawsze twój A.

Browar Tyski – piwna duma Hochbergów

Fortuna Hochbergów kojarzona jest głównie z przychodami  z wydobycia węgla kamiennego w kopalniach w Wałbrzychu i na Górnym Śląsku. Miała ona jednak takze inne źródła… Postanowiłem zamieścić w całości artykuł Klary Dudek, który ukazał się 5 października 2011 w dodatku „Podróże” do „Gazety Wyborczej” pod tytułem „Browar w Tychach. Perła Księstwa Pszczyńskiego”. Piwo Tyskie zna chyba każdy, ale tylko nieliczni wiedzą, że twórcami świetności browaru byli właśnie Hochbergowie z Książa i Pszczyny. Artykuł zilustowałem zdjęciami z epoki i współczesnymi z różnych lokalizacji internetowych. Zapraszam do lektury

„Browar w Tychach. Perła Księstwa Pszczyńskiego”

Od razu uprzedzamy: z dziećmi tu nie wejdziecie. Ale wejść warto, bo browar w Tychach to kawałek historii. Piwo wędrowało stąd na królewskie dwory Europy, a twórca świetności browaru, książę Jan Henryk XI von Pless (vater – ukochany teść Daisy), był mistrzem współczesnego marketingu

 

Europejczycy już przed kilkudziesięciu laty zrozumieli, że muzeum to nie tylko galeria malarstwa i sztuki starożytnej, lecz także miejsce, w którym uczy się pamięci o historii, choćby tej nieodległej. Przez wiele dekad dzieje XIX wieku, epoki gwałtownej industrializacji, dyskretnie pomijano – stare fabryki nie wydawały się nikogo interesować. Dopiero całkiem niedawno odkryto, że jest to ważna część naszego dziedzictwa, o której nie należy zapominać. Stąd moda na lofty, kariera łódzkiej Manufaktury czy poznańskiego Starego Browaru, ale także kilka muzeów z prawdziwego zdarzenia, często organizowanych przez współczesne przedsiębiorstwa poszukujące w ten sposób korzeni w historii. A jeśli jeszcze fabryka wytwarzała coś atrakcyjnego, lubianego i popularnego…

Tak zapewne rozumowano w Kompanii Piwowarskiej, kiedy przed siedmiu laty zainwestowano spore pieniądze w organizację Tyskiego Browarium, czyli Muzeum Piwowarstwa. Tychy to Śląsk, a na Śląsku piwo to znacznie więcej niż tylko napój. To element kultury, wyznacznik stylu życia, bez przesady można powiedzieć, że piwo to składnik śląskiej tożsamości. A znaczna część wypijanego na Śląsku piwa od II połowy XIX wieku pochodzi właśnie z Tychów.

Na zdjęciu Jan Henryk XI von Hochberg, książę von Pless – twórca potęgi browaru w Tychach

Browar Książęcy swą nazwę zawdzięcza rodzinie książąt pszczyńskich, z niemiecka zwanych von Pless. I choć browar w Tychach istniał od XVII wieku, jego nowoczesna historia zaczyna się od Jana Henryka XI, księcia pszczyńskiego, grafa von Hochberg. W latach sześćdziesiątych XIX wieku ten wielki arystokrata, świetnie czujący epokę rewolucji przemysłowej, przejął niewielki browar i natychmiast rozpoczął jego rozbudowę, zgodnie z najnowszymi osiągnięciami techniki. Wzniesiono nowe budynki, które umożliwiły produkcję piwa na wielką skalę metodą tak zwanej dolnej fermentacji, czyli w niskiej temperaturze (7-12 stopni Celsjusza). Powstaje wówczas szlachetny gatunek piwa do dziś nazywany pilsnerem (od miejsca, gdzie po raz pierwszy je uwarzono – browaru w czeskim Pilznie). W czasach Jana Henryka XI wielkim problemem było zapewnienie ogromnych ilości lodu niezbędnego do takiej produkcji – przez kilkanaście lat książęcy browar skupował późną zimą lód w całej okolicy. Łatwo sobie wyobrazić, że łagodna zima groziła całemu przedsięwzięciu katastrofą, stąd w Tychach powstała wzniesiona za wielkie pieniądze jedna z pierwszych w tej części Europy przemysłowych lodowni.

Książę Jan Henryk XI wiedział, że wyprodukować dobre piwo to jedynie część sukcesu. Stąd jego dbałość o – powiedzielibyśmy dziś – promocję. Wykorzystywał swoje koneksje w całej Europie, by przekonywać możnych tego świata o wartości „Tyskiego”, które pito nie tylko na cesarskim dworze w Berlinie, lecz także, dla przykładu, na szczycie paryskiej wieży Eiffla w trakcie jej uroczystego otwarcia. Kwitnący browar w Tychach to tylko drobna część fortuny pszczyńskiego księcia, którego zaliczano do dziesięciu najbogatszych ludzi Europy. Choć był on właścicielem kopalni węgla i fabryki celulozy, rozległych majątków ziemskich i lasów, to jednak tyski browar nazywał perłą pośród wszystkich swoich dóbr. Jego syn i następca Jan Henryk XV nie odziedziczył po ojcu menedżerskiego geniuszu. Był za to człowiekiem wielkich planów politycznych. Ten zrazu niemiecki dyplomata (przy okazji tej służby poznał w Anglii swoją żonę, słynną Daisy „Stokrotkę”, pochodzącą ze zubożałej arystokratycznej rodziny spowinowaconej z brytyjskim dworem, najpiękniejszą kobietę epoki), później przyjaciel i adiutant cesarza Wilhelma II, przewidywany przezeń na polski tron, wykorzystywał odziedziczony majątek do celów politycznych. Po klęsce Niemiec Jan Henryk XV postawił na opcję śląską i walczył o powstanie niezależnego państwa śląskiego. Miał jednak dość rozsądku, by pogodzić się z Polską, której po trzecim powstaniu śląskim przypadły Pszczyna i Tychy. Przyjął polskie obywatelstwo, gościł u siebie i w tyskim browarze generała Szeptyckiego, Ignacego Mościckiego (z Tychami związanego więzami rodzinnymi) oraz Józefa Piłsudskiego. Wszyscy książęcy goście, z wyjątkiem może stroniącego od alkoholu Piłsudskiego, stawali się miłośnikami tyskiego piwa.

Z księżną Daisy, z którą miał trzech synów, Jan Henryk XV rozszedł się w latach dwudziestych. Wkrótce sprowadził do Pszczyny świeżo poślubioną księżniczkę hiszpańską. Kilka lat później wyszedł na jaw jej romans z pasierbem, najmłodszym synem księcia i Daisy – Bolkiem. To był skandal głośny na całą Europę. Jan Henryk XV zmarł w 1938 roku, niedługo po nim odszedł Bolko.Niezwykłym postscriptum do dziejów tej magnackiej rodziny rozpiętej między Polską a Niemcami są losy synów Jana Henryka XV. Podczas II wojny światowej obaj walczyli przeciw Niemcom: starszy, Jan Henryk XVII, jako Henry Pless, w brytyjskim lotnictwie, młodszy, Aleksander Pszczyński, incognito, najpierw jako prosty strzelec, potem sierżant, wreszcie porucznik w armii generała Andersa.

Tyskie Muzeum Piwowarstwa znajduje się w dawnym budynku kościoła ewangelickiego z 1902 roku, na terenie Tyskich Browarów Książęcych (wejście od ulicy Katowickiej). Kościół wzniósł z własnych środków u schyłku życia Jan Henryk XI przejęty losem tyskiej mniejszości ewangelickiej niemającej wówczas w mieście miejsca przeznaczonego do odbywania nabożeństw. W 1946 roku kościół wraz z browarem znacjonalizowano, a w budynku urządzono warsztat mechaniczny, który istniał tu do 2003 roku. Dziś mieści ciekawą ekspozycję: ponad 300 butelek z początku XIX wieku, oryginalne dębowe beczki, narzędzia bednarskie, kufle, etykiety, podstawki, kapsle, dokumenty, zdjęcia związane z piwem i jego historią. W sali kinowej można obejrzeć zrealizowany w technologii trójwymiarowej film o historii ziemi pszczyńskiej i Tyskich Browarów Książęcych. Wizytę w muzeum obowiązkowo trzeba zakończyć degustacją piwa w pubie urządzonym w muzealnej piwnicy.

Oprócz muzeum warto zwiedzić Browar Książęcy, a przynajmniej jego najciekawsze fragmenty. Niewątpliwie największe wrażenie robi stara warzelnia. Jej budowę rozpoczęto w środku wielkiej wojny, w 1916 roku, oddano do użytku już w wolnej Polsce w 1922 roku. Urządzenia warzelne pokryte miedzianymi kopułami zakupiono w słynnych wówczas zakładach Weigla w Nysie (Neisse-Neuland). Ultranowoczesne na owe czasy oprzyrządowanie elektryczne zakupiono w firmie Siemens-Schukert. Ściany warzelni pokryto ceramiką majolikową ze słynnej manufaktury w Karlsruhe w Badenii. Warzelnię wznoszono w czasie wojny, Jan Henryk XV uznał więc za stosowne zachować umiar w zdobieniach, dzięki czemu powstała dekoracja skromna i stylowa zarazem. Dominują płytki szare i błękitne, zdobione białymi ornamentami przedstawiającymi to, co do produkcji szlachetnego piwa niezbędne: kłosy jęczmienia, szyszki chmielu i zdroje krystalicznej wody.

Tuż obok zamienionego w muzeum kościoła znajdują się książęce piwnice, zwane keleraj. W tym właśnie miejscu na początku XVII wieku powstał pierwszy niewielki tyski browar, tutaj też, po rozbudowie browaru przez Jana Henryka XI, zorganizowano produkcję wódki żytniej. Niedaleko znajduje się piwnica składowa powstała w 1887 roku, zwana toszkiem. Tu znajdowało się 200 wielkich beczek leżakującego piwa i tu przechowywano zapasy lodu. Niezwykła nazwa pochodzi od miasta Toszek (w powiecie gliwickim), słynnego na całym Śląsku z ciężkiego więzienia – skojarzenie właściwe, bo warunki pracy w piwnicach pozbawionych kanalizacji odpływowej i wypełnionych wodą z topniejącego lodu były naprawdę koszmarne. Zapasy lodu trafiały też do osobnego budynku, chłodni – ciekawego zabytku architektury przemysłowej. To tu w 1898 roku zainstalowano pierwszą lodziarkę wytwarzającą na przemysłową skalę sztuczny lód, dzięki czemu browar mógł uniezależnić się od kaprysów klimatu.

Na terenie browaru ludzie nie tylko pracowali, lecz także tu mieszkali. W stylowym domku wzniesionym w 1896 roku rezydował główny piwowar, od którego zmysłów zależała jakość produkcji. O komfort mieszkania człowieka, który musiał w ramach obowiązków służbowych pić wiele piwa, zadbano w niespodziewany sposób: dom pozbawiony jest stopni i progów.

Na terenie browaru mieszkał też od 1866 roku Julius Müller, bliski współpracownik Jana Henryka XI, mistrz browarski, a później dyrektor Browaru Książęcego. Wzniesiono dla niego piętrową willę otoczoną pięknym ogrodem pełnym azalii i rododendronów. Müller zajmował obszerne mieszkanie na parterze, na piętrze zaś urządzono apartament dla księcia i jego znamienitych gości. W ogrodzie po śmierci mistrza Müllera Jan Henryk XI wzniósł obelisk upamiętniający swego pracownika i przyjaciela.

Na zdjęciu:

Willa, w której mieszkał i pracował wieloletni dyrektor Tyskich Browarów Książęcych Jullius Müller. Dzięki niemu w Tychach zaczęto warzyć piwo jasne typu lager, nowoczesną w tamtych czasach metodą dolnej fermentacji.

Staraniem księcia wzniesiono też na terenie browaru dwa budynki mieszkalne przeznaczone dla piwowarów i ich rodzin oraz jeszcze jeden, zwany „domem kawalera”, dla bezżennych pracowników, którzy po pracy znajdowali rozrywkę w zorganizowanym w budynku kasynie. Pobyt u pszczyńskich książąt warto zakończyć spacerem po XIX-wiecznym parku ze stylową kolumnadą, kręgielnią i pawilonikiem dla orkiestry.

INFO

Zwiedzanie browaru od poniedziałku do soboty w godzinach 10.00-20.00.

Cena biletów: normalny – 12 zł, ulgowy – 6 zł.

http://www.tyskiebrowarium.com.pl

Szczawieńskie dziecko księżnej Daisy – Grand Hotel – historia i galeria

Hall główny w stylu empire w szczawieńskim Grand Hotelu to bardziej sala klubowa, niż poczekalnia. Folder uzdrowiska z 1913 roku

„Widziałam plan nowego hotelu w Szczawnie, który będzie pod dachem za dwa tygodnie.  Zamierzam wszystko zaprojektować sama, w tym len, srebro i porcelanę” – pisała w swoim pamiętniku w listopadzie 1909 roku księżna Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless  znana wszystkim jako księżna Daisy. Dawny Grand Hotel, a dziś Dom Zdrojowy świętował niedawno 100-lecie swojego istnienia. Wszystkie fotografie i ich opisy pochodzą z portalu http://wroclaw.hydral.com.pl

 

Mateusz Mykytyszyn

Imponujący obiekt jest jedną z najpiękniejszych budowli sanatoryjnych w Polsce. Powstał na przełomie 1909 i 1910 roku z inicjatywy rodziny Hochbergów, właścicieli pobliskiego Książa. W momencie oddania do użytku Grand Hotel był największym i najnowocześniejszym hotelem na Śląsku. Położony jest w centrum Szczawna-Zdroju, pomiędzy zabytkowymi parkami o bogatej i różnorodnej roślinności i w pobliżu Zakładu Przyrodoleczniczego.

Dom Zdrojowy – dawny Grand Hotel – na przedwojennej pocztówce

Daisy o dywanach

W niezwykle poczytnych w okresie międzywojennym pamiętnikach księżnej Daisy u nas wydanych pod tytułem „Taniec na wulkanie”, autorka opisuje kulisy powstawania projektu budowli, która do dziś zachwyca odwiedzających podwałbrzyskie uzdrowisko „..Projekt pokoju muzycznego w stylu Ludwika XV, wielkiej dębowej jadalni i korytarza z jedną ubikacją i łazienką na końcu uważam za absurdalny. Kazałam dodać dwie łazienki i ubikacje – w środku i po drugiej stronie korytarza. Dyrektor generalny Keindorff i architekt von Pohl kłócili się, że to niepotrzebne dodatkowe koszty, jako, że ludzie nie będą ich używali. Ale odpowiedziałam, że ludzie, których spodziewają się przyciągnąć tym przepychem, będą ich używali.”. Na stronice książęcych memuarów trafiły nawet takie detale jak kwestia zakupu dywanów  i związane z nią kontrowersje. Fragment ten pokazuje społecznikowskie zaangażowanie pani na Książu


  Słowa jadalnia, albo stołówka nie przystoją do tak eleganckiego miejsca. Może bardziej adekwatnie będzie – Wielki Pokój Stołowy? Zdjęcie z folderu reklamowego uzdrowiska z 1913 roku

„…Natomiast łatwo przystali na moją propozycję, aby dywany zamówić w naszym domu towarowym w Wałbrzychu. Keindorff powiedział, że możemy je dostać o 20 proc. taniej. Oburzyłam się, jeśli tak zrobimy całe miasto będzie przeciwko nam. Vater (książę pszczyński, teść Daisy – przyp. red) wybudował sklep, aby służył naszym górnikom i pracownikom, którzy mogli tu kupować po kosztach zakupu. Ta kwestia była już poruszana w prasie: pisano, że książę pszczyński wykupuje towary. To było nieprawdą. Hans napisał do cesarza wyjaśnienie, że nie on wybudował sklep, ale Vater. Korzystali z niego tylko górnicy i robotnicy, my na tym nie zarabialiśmy… Gdybyśmy poszli za radą dyrektora i architekta, sprzeniewierzylibyśmy się zamysłowi Vatra

Spacer na promenadzie

Maż pozwolił Daisy zająć się wszystkim, łącznie z zaprojektowaniem wnętrz, wyborem pościeli, sreber i porcelany. Efekt, jaki osiągnęła, zachwycał gości. Książę Pless był dumny i z hotelu i z żony. Kiedy Grand był gotowy, Hochbergowie często wybierali się tam w niedzielę na obiad. Potem spacerowali po parku zdrojowym lub siadali na promenadzie, aby posłuchać orkiestry. „Musieliśmy wracać do domu. Tłumy ludzi wszędzie za nami chodzili” – żaliła się księżna.

Sława szczawieńskiego Grand Hotelu sięgała poza granice kontynentu. Gmach robił imponujące wrażenie, nie tylko na gościach, ale osobach profesjonalnie zajmujących się architekturą. To właśnie Dom Zdrojowy w Szczawnie-Zdroju  posłużył jako wzór do budowy Grand Hotelu w Sopocie. Gośćmi Granda byli przedstawiciele rodów arystokratycznych z całej Europy. We wrześniu 1913 roku w Grand Hotelu mieszkali cesarz Niemiec Wilhelm II oraz Winston Churchill, I Lord Admiralicji Wielkiej Brytanii.

Hochbergowie długo się jednak hotelem nie cieszyli. Skończony przed wielką wojną, nie zdążył przynieś korzyści z zainwestowanych w nim dużych  pieniędzy. „Pieniądze na hotel, ponad 1 milion marek, są pożyczone na 4,5 proc. Jeśli hotel będzie przynosił zysk, zarobi i tak tylko na 2,5 procent, na pozostałą część trzeba przeznaczyć zysk ze sprzedaży wód mineralnych” – pisała Daisy w swoich pamiętnikach.

Budynek posiada trzy piętra i dysponuje blisko 300 miejscami noclegowymi w 126 pokojach. W dzisiejszym Domu Zdrojowym znajdują się 3 sale prelekcyjne, mogące pomieścić prawie 200 osób, 3 jadalnie, sale rehabilitacyjne, gabinety lekarskie, pracownie spirometrii oraz badań serca.

Nowocześnie wyposażony budynek zachował czar i atmosferę z początku XX wieku, a wielu kuracjuszy właśnie tu przyjeżdża na wypoczynek i pobyt rehabilitacyjny. Majestatyczna sylwetka wciąż jest najbardziej charakterystycznym symbolem Szczawna-Zdroju. Budynek szczęśliwie ominęła wojenna zawierucha i u przebywających tu gości wciąż budzą zachwyt kryształowe żyrandole, marmurowe kominki, wielkie lustra, bogata sztukateria czy wspomniane wcześniej mosiężne klamki – elementy, które w dużej mierze są spuścizną po księżnej Daisy.

Na trzech kolejnych fotografiach hall główny Granda na pocztówkach z lat 30-tych ubiegłego stulecia

 

Bar w hotelu Śląski Dwór. Ciekawostka – na półkach stoją butelki słynnego francuskiego szampana Mumm – charakterystyczne etykiety z (czerwonym) ukośnym pasem. Wydawcą kartki było znane wydawnictwo A. Torzewskiego ze Szczawna.

Sala bankietowa w latach 30-tych ubiegłego stulecia

 Elegancki salon w Grand Hotelu. Zdjęcie z folderu reklamowego Szczawna z 1913 roku

Parter skrzydła południowego dzisiejszego Domu Zdrojowego zajmowały instalacje do inhalacji podawanego pod ciśnieniem aerozolu z wodą źródlaną. Dziś w tych pomieszczeniach mieści się klub fitness. Zdjęcie z powojennego folderu reklamowego uzdrowiska

Jedna z 3 sal do zbiorowego inhalowania na parterze skrzydła południowego obecnego Domu Zdrojowego

Jedna z dwóch sal z pojedynczymi aparatami do inhalowania na parterze skrzydła południowego

Sypialnia w apartamencie szczawieńskiego Grand Hotelu. Zdjęcie z folderu reklamowego uzdrowiska z 1913 roku

Elegancki pokój w szczawieńskim Grandzie

Jeden z pokoi – z kolekcji Woytiego D. (Londyn-Szczawno)

Kurhotel Schlesischer Hof – taras letni z tyłu budynku

Udekorowany podjazd pod Grand Hotel z okazji pobytu w Szczawnie cesarza Wilhelma II w dniach 7-9.09.1913 r. Cała trasa przejazdu z dworca kolejowego do hotelu była przyzdobiona girlandami i ozdobną kolumnada. Zdjęcie dzięki uprzejmości p. P. Pączkowskiego

Portal dawnego Grand Hotelu

Grand Hotel już jako Schlesischerhof

Taras Domu Zdrojowego przed II wojną światową

  Szczawno Zdrój (Bad Salzbrunn) – reklamówka uzdrowiska z 1914r. przedstawiająca Grand Hotel (kwaterę cesarską w 1913r.) i informująca m.in. o 25 km ścieżek promenadowych

Jedna z ostatnich pocztówek Granda, wtedy znanego już jako „Śląski Dwór” wykonana w czasie II wojny światowej

Jan Henryk XV von Hochberg, III Książę von Pless, baron na Książu (1861 – 1938) – szkic biograficzny dzięki uprzejmości Centrum Europejskiego w Książu

Portret Jana Henryka XV (źródło: archiwum prywatne Pani Doroty Stempowskiej)

Książę pszczyński, baron zu Fürstenstein urodził się 23 kwietnia 1861 roku w Pszczynie. Jan Henryk XV był pierworodnym synem Jana Henryka XI von Pless i   Marii von Kleist. W 1879 ukończył ekskluzywne wrocławskie gimnazjum św. Marii Magdaleny. Następnie studiował nauki ekonomiczne na uniwersytetach w Berlinie, Genewie oraz Bonn. Studia miały przygotować go do zarządzania olbrzymimi dobrami Hochbergów na Śląsku. W wieku 22 lat Jan Henryk XV otrzymał od cesarza Wilhelma I niższy tytuł książęcy Prinz von Pless. W latach 18811882 służył w armii cesarskiej, początkowo jako ochotnik w królewskim pułku huzarów, następnie w pułku huzarów gwardii. W latach 1882 – 1885 odbył długą, obfitującą w liczne polowania podróż dookoła świata, odwiedził m.in. Indie oraz Amerykę Północną. Po powrocie podjął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Berlinie. Tam poznał i zaprzyjaźnił się z młodym następcą tronu Wilhelmem Hohenzollernem (późniejszym cesarzem Wilhelmem II). W 1886 Jan Henryk XV przeniesiony został na placówkę dyplomatyczną w Brukseli, a w rok później został attache w ambasadzie w Paryżu. W roku 1890 Jan Henryk XV oddelegowany został na stanowisko sekretarza w ambasadzie niemieckiej w Londynie.

Książe w mundurze regimentu huzarów (źródło: Repr. za: J.Koch Schloss Fürstenstein)

Tam poznał i oświadczył się dużo od siebie młodszej Marii Teresie Cornwallis-West zwanej Daisy. Ich ślub odbył się 8 grudnia 1891 w kościele św. Małgorzaty w Westminsterze. Świadkami przysięgi małżeńskiej byli Edward ks. Walii (późniejszy król) i jego żona księżna Aleksandra, natomiast królowa Wiktoria osobiście udzieliła młodej parze swego błogosławieństwa. Młoda para otrzymała od seniora rodu Jana Henryka XI zamek w Książu. Hochbergowie urządzali tam liczne przyjęcia połączone z polowaniami, na których gościła śmietanka arystokracji europejskiej. Z małżeństwa z Daisy narodziło się czworo dzieci: nieznana dziś z imienia  córka (zmarła zaraz po urodzeniu), oraz synowie Jan Henryk XVII, Aleksander i Bolko.

Rodzina von Hochberg w Książu -lata 20-te XX wieku. Od lewej Lexel, Hans, Bolko, Daisy i Hansel

Od 1902 roku Jan Henryk XV jako przedstawiciel warstwy junkrów zasiadał w Pruskiej Izbie Panów. Na szczeblu prowincji Jan Henryk XV piastował funkcję wiceprezydenta prowincji śląskiej (18971918), uczestniczył również w pracach śląskiego sejmu prowincjalnego. Po śmierci ojca w 1907 przejął wyższy tytuł książęcy i jeden z największych majątków w Niemczech – dobra pszczyńskie (ok. 40 tys. ha, 6 kopalni węgla kamiennego, browar w Tychach i inne) i wałbrzyskie (ok. 10 tys. ha, 3 kopalnie węgla kamiennego i inne). Majątek ten systematycznie zadłużał wskutek rozrzutnego trybu życia rodziny i ogromnych inwestycji architektoniczno-budowlanych (m.in. przebudowa Zamku Książ). W czasie I wojny światowej awansowany do stopnia pułkownika, pełnił rolę oficera ordynacyjnego cesarza Wilhelma II. W latach 19151917 użyczył na 21 miesięcy do dyspozycji Niemieckiej Kwatery Głównej swój zamek w Pszczynie.

Książę z cesarzem Wilhelmem II. Daisy (źródło: Repr. za: J.Koch Schloss Fürstenstein)

Po I wojnie miał jako pierwszy wysunąć ideę niepodległości Górnego Śląska, w związku z czym wspierał finansowo i na drodze dyplomatycznej górnośląski ruch niepodległościowy (zwany w polskiej historiografii separatystycznym) i występował przeciw polskiemu ruchowi narodowemu. Na drodze dyplomatycznej próbował przeforsować również niepodległość całego Śląska, aby w postulowanej Republice Śląskiej znalazły się zarówno Pszczyna, jak i Książ. W 1922 przyjął obywatelstwo polskie. Chcąc zaskarbić sobie przychylność polskich władz, powoływał się na swoje piastowskie korzenie oraz gościł na swym pszczyńskim zamku przedstawicieli polskiego establishmentu politycznego. W tym samym roku rozwiódł się z księżną Daisy, w 1925 zawarł związek małżeński z Klotyldą de Silva y Gonzales de Candamo. W połowie lat 20-tych ponownie wspierał finansowo górnośląskich separatystów skupionych w Związku Obrony Górnoślązaków i Związku Rodowitych Górnoślązaków. Był również jednym z liderów mniejszości niemieckiej w Województwie Śląskim. Wskutek światowego kryzysu gospodarczego, jego dolnośląski majątek popadł w długi. W 1936 wobec nacisków wierzycieli Jan Henryk XV opuścił Książ i przybył do Pszczyny, gdzie jego syn Jan Henryk XVII toczył spory podatkowe z polskimi władzami. Ostatecznie sam Jan Henryk XV doprowadził do ugody z wojewodą śląskim Michałem Grażyńskim i państwem polskim, podpisując w 1937 układ o zrzeczeniu się przywileju górniczego na ziemi pszczyńskiej oraz układ podatkowy. Na mocy tego ostatniego państwo polskie przejęło 56% jego dóbr. Jan Henryk XV zmarł na udar serca 31 stycznia 1938 roku w paryskim hotelu „Ritz”. Pochowany został w Parku Zamkowym w Pszczynie.

           

Schorowany Jan Henryk XV, podobnie jak jego była zona Daisy, pod koniec życia musiał się poruszać w fotelu na kółkach

Moja Fantazja

Księżnę Daisy kojarzy się zwykle z imponującymi budowlami. Z miejscem jej urodzenia Ruthin, później Newlands, gdzie upłynęło jej dzieciństwo, a przede wszystkim z pałacem w Pszczynie i zamkiem Książ. Wszystkie te obiekty istnieją do dziś i można je podziwiać. Zapominamy jednak często o marzeniu Stokrotki, by wyrwać się z zamku, jego sztywnej etykiety. Realizacją tego był pawilon, a właściwie dwa małe domki połączone kuchnią, zlokalizowane w zachodniej części parku. Ocalały tylko fotografie, publikowane w literaturze poświęconej księżnej.

Bawialnia w Ma Fantasie

Opr. Mateusz Mykytyszyn

„Ma Fantaisie’” czyli Moja Fantazja, to jedno z ulubionych miejsc wypoczynku księżnej Daisy Hochberg von Pless, znajdujące się na zachód od zamku Książ. Spiętrzono tam wody Czarciego Potoku (zwanego również Poleśnicą oraz Czarnym Potokiem, mającego źródliska na ogrodach działkowych i nieużytkach koło osiedla Podzamcze) u podnóża Borowca Małego i Zwierzyńca, dzięki czemu powstał staw o pow. 0,75 ha. W jego pobliżu książę Hans Heinrich XV polecił zbudować na prośbę Daisy i według jej pomysłu dwa połączone gankiem niewielkie domki kryte strzechą. Ich przytulne wnętrze dawało księżnej odpoczynek od nudnej etykiety dworskiej. Wokół domków utworzono niewielki ogród wzorowany na tarasach angielskiego zamku Newlands.

Podczas powstawania Fantazji obsadzono azaliami i rododendronami powierzchnię nie większą niż 0,4 ha. Jednak, mimo surowego klimatu, odbiegającego znacznie od ich azjatyckiej ojczyzny, doskonale zaadaptowały się w nowych warunkach, rozrastając się w kierunku zachodnim i północnym na obszarze ponad 65 arów 1 . Autorki biografii Daisy skrupulatnie tworzą listę jej ulubionych roślin, które znalazły się w ogrodzie Schwarzengraben (niemiecka nazwa okolic Czarciego Potoku): „część terenu przeznaczona na ogród była otoczona niskim, ceglanym murem, pod którym na rabatkach w kształcie serca rosły fiołki, heliotropy, karłowate goździki, dzwonki, konwalie. Za nimi kwitły bzy wszystkich kolorów. a także azalie, szczodrzeńce, białe i różowe głogi, które na przełomie maja i czerwca tworzyły kolorową oprawę”. W tym doborze kwiatów i krzewów można zauważyć pewna prawidłowość.  Zdecydowana większość spośród nich ma charakterystyczną woń. „Wewnątrz ogród otaczały ziołowe rabaty, między nimi na krótko strzyżonym trawniku stał zegar słoneczny, a spomiędzy cisowego żywopłotu wyglądały posążki. Nie zabrakło tu też ogrodu różanego na wąskich tarasach. Z każdego rogu ogrodu, pod łukami pnących róż, tytoniu i klematisu, biegły żwirowe ścieżki, które spotykały się w środku ogrodu, przy altance oplecionej pnączami. Tu dzieci chowały się przed letnim deszczem” .

Daisy z dumą stwierdziła w swoich pamiętnikach „Sama zaprojektowałam Ma Fantaisie, była to chyba jedyna rzecz w Książu, która należała całkowicie tylko do mnie”. 

Zaprojektowany przez siebie ogród nazwała ogrodem Kamy, nawiązując do tonu poezji Laurerenca Hope. Kama to jedyna Europejka, która zgodnie z hinduskim obyczajem, kazała się spalić razem z ciałem swego zmarłego męża. W pamiętnikach niezbyt często pojawia się Moja Fantazja, jest raczej określana jako Schwarzengraben.

17 stycznia 1910 do Książa przyjechał niemiecki następca tronu wraz z żoną. Daisy podjęła znamienitych gości, nie tylko w Książu, ale także w Fantazji. Tak oto wspomina tę wizytę w swoich pamiętnikach:

„Wyjechaliśmy na ich powitanie w dwóch otwartych powozach, każdy zaprzężony w czwórkę koni, pocztylioni, forysie, i lokaje w galowych strojach. Całe Świebodzice były oświetlone, a wzdłuż ulic stały dzieci szkolne. Stopniało, więc nie mogliśmy się ślizgać. Zanim dotarliśmy do Ma Fantaisie na podwieczorek, złapała nas po drodze nagła i straszna śnieżyca. Kiedy przybyliśmy na miejsce, wszyscy suszyliśmy płaszcze przy kominku, a mały Hansel (syn Daisy) jak zawsze był przeziębiony, biedny mały człowiek. Na podwieczorek zabrałam wszystkich do namiotu, gdzie podano posiłek i w ten sposób wszyscy jakoś się pomieścili w tym małym domku „

Wnętrza wiejskiego dworku wyposażone były w dębowe meble, ozdobione różnymi pamiątkami, przywiezionymi przez Daisy z licznych podróży. Na zdjęciu jadalnia

W czasie I wojny Daisy kilkakrotnie przyjeżdżała do Książa na krótkie urlopy, by spotkać się z rodziną. Sytuacja polityczna stawiała ją w kłopotliwym położeniu (jako Angielkę), więc wszystko było dla niej przygotowane, ale nie w zamku, tylko w pawilonie Ma Fantaisie. Nikt z publiczności, ani nawet z personelu zamkowego nie miał dostępu do oddalonego i izolowanego miejsca, zwanego Schwarzengraben, bez specjalnego pozwolenia. Posiłki przygotowywane przez wiernego Louisa Hardonina były codziennie przysyłane do pawilonu pisze J.Koch w najnowszej na naszym księgarskim rynku biografii Daisy.

Księżna Daisy ze swoim najstarszym synem Hanselem. Stoją na drewnianym mostku, łączącym budynek „Mojej Fantazji” z obecnym traktem poleśnickim, przez potok Poleśnica

Bezmyślne i nieuzasadnione działania organizacji Todt sprawiły, że ta oaza spokoju zniknęła z powierzchni ziemi. Dziś tylko rododendrony na zachodnim zboczu, otaczającym z lewej strony małe jeziorko, zdradzają, że tu, w ich pobliżu mogła znajdować się Moja Fantazja. W 2011 roku miejsce to jest jest nie do poznania. Królestwo mchów, paproci, pokrzyw i olch bardzo skutecznie maskuje niewielkie pozostałości. Zachowały się półokrągłe schody i boczne wejście na taras przy dworku, biegnący równolegle do zbocza murek z łupanego bazaltu. Analiza topograficzna fotografii doprowadza do wniosku, że wejścia znajdowały się od strony zbocza, by Daisy mogła cieszyć oczy porastającymi je rododendronami i azaliami mieniącymi się w maju i w czerwcu feerią barw.

Podczas pisania korzystałem z biografii księżnej pod tytułem „Pani na Książu i Pszczynie”, autorstwa Beaty Górnioczek i Bronisławy Jeske-Cybuslkiej, pamiętników Daisy pt. „Taniec na wulkanie” oraz artykułu autorstwa Marii Palichleb zamieszczonego na portalu www.wroclaw.hydral.com.pl. Zdjęcia pochodzą właśnie z tego portalu.