W przeciwieństwie do obiegowego wizerunku, konstruowanego za jej życia, a potem utrwalonego w wersji literackiej, Daisy von Pless nie była tylko jedną z najpiękniejszych kobiet Europy ery edwardiańskiej. Miała życie bogatsze niż mogłoby się wydawać. Choć jako mężatka poruszała się w pełni tradycyjnym środowisku, to jej decyzje nie były konwencjonalne. Miałą swe ideały i wytyczone drogi, aczkolwiek biegły one zygzakowato. Była szczęśliwą, beztroską młodą angielką, urodziwą i bogatą księżną, małżonką jednego z najbogatszych dziedziców w cesarskich Niemczech, czarująca gospodynią zamku Książ, który pod jej rządami stał się miejscem spotkań europejskich władców i najwyższej arystokracji. Nie doznając szczęścia w małżeństwie, całą swą energię i talenty skierowała ku celom humanitarnym, stając się poniekąd jedną z pierwszych reformatorek społecznych na Dolnym Śląsku. W sferze polityki międzynarodowej walczyła o pokój. Ojcowską przyjaźnią darzył ją król Edward VII, jej przyjacielem był cesarz niemiecki Wilhelm II. Pierwszą wojnę światową Daisy spędziła w Niemczech jako pielęgniarka w szpitalach i w szpitalnych pociągach. Już jako kobieta rozwiedziona ogłosiła swe pamiętniki, cieszące się wielką poczytnością w Anglii, w Stanach Zjednoczonych i w niemieckojęzycznych krajach kontynentu europejskiego. Straszliwe cierpienia cieniem położyły się na późniejszych latach. Po urodzeniu trzeciego syna straciła zdrowie, po roku zaś 1920 stawała się coraz bardziej niepełnosprawna, a w końcu całkowicie uzależniona od opiekunki. Do końca uważana za jedną z najpiękniejszych angielskich arystokratek, była zmuszona obie wojny światowe przetrwać na „wrogim terytorium”. Mimo wszelkich jej starań, nigdy nie stałą się Niemką i nigdy za taką jej nie uważano.

Wybór Mateusz Mykytyszyna – prezesa Fundacji księżnej Daisy von Pless na podstawie „Daisy Księżna Pszczyńska” autorstwa W. Johna Kocha w tłumaczeniu prof. Dr hab. Zdzisława Żyguslkiego jun.

DOBRODZIEJKA UBOGICH:

Cesarz Wilhelm II z zainteresowaniem śledził próby reform społecznych, jakie podejmowała Daisy, uznawał jej zaangażowanie i podziwiał sukcesy. Także kanclerz von Bulow traktował jej wysiłki poważnie, pozytywnie odpowiadając na jej prośby o wsparcie finansowe dla reform socjalnych na Dolnym Śląsku. Pośród arystokracji niemieckiej humanitarne zabiegi Daisy, z małymi wyjątkami były źle widziane. Wytykano jej, że nie ograniczała się do dobroczynnej działalności w najbliższym otoczeniu, jak to było w zwyczaju pań niemieckiej arystokracji. Uważano, że „postępowy” ton z jakim księżna głosiła swe humanitarne dążenia nie był właściwy dla jej klasy. W przeciwieństwie do tych potępiających sądów niemieckiej szlachty, opinie wielu wiernych i lojalnych pracowników i urzędników zatrudnianych przez Książąt von Pless, a także wspomnienia licznych mieszkańców Wałbrzycha i okolic świadczą o czymś zupełnie innym. Wielu z nich zachowało bardzo pozytywny obraz księżnej „naszej Daisy”, która z cała swą spontaniczną naturą, choć z wciąż niepewnym językiem niemieckim, otwierała prostym ludziom drogę do siebie. Korzystali oni z jej idealizmu połączonego z praktycznym umysłem i znajdowali w niej, zarówno młodzi jak i starzy, prawdziwą opiekunkę i dobrodziejkę. Owi „zwykli” ludzie wychwalali Daisy w listach i we wspomnieniach oraz tworzyli, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, legendę „naszej Daisy”, ale poza ich klasą, głos ten było rzadko słuchany.

Roboty przy dzisiejszej ul. Wysockiego w Wałbrzychu. Po lewej elektrownia miejska, dziś hala OSiR-u

Wielkie ubóstwo i okropne warunki życia górników i ich rodzin widoczne były tuż za bramą parku w Książu i nie mogły ujść bystremu wzrokowi Daisy. Jej natarczywe pytania o to, co jej teść i mąż uczynili, aby ulżyć ludziom w tej żałosnej doli, pozostawały bez odpowiedzi. Co więcej, owa postawa Daisy była dla nich niepojęta i powodowała przykre nieporozumienia. Daisy uważała, że pewne posunięcia jej teścia dla poprawy egzystencji górników są zupełnie nie odpowiadające skali potrzeb. . Na początku XX wieku księżna Daisy von Pless w swoich zamysłach, planach i akacjach szukała nowych dróg oraz rozwiązań dla zapewnienia lepszej egzystencji i zabezpieczenia tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci tego regionu. Fatalne warunki, w jakich żył proletariat i większość ludzi pracujących kryły się za wzrastającym dobrobytem młodego cesarstwa niemieckiego po reformach „żelaznego kanclerza” Otto von Bismarcka Podczas niezwykłej ekspansji ekonomicznej nastąpiły również raptowne, często bolesne przemiany demograficzne i społeczne. Dramatycznie rozrosły się istniejące dolnośląskie miasta i powstały nowe, zwykle w miejscu dotychczasowych małych, sielskich miejscowości. Wszędzie tam gdzie założono nowe fabryki i zakłady przemysłowe. Nastąpiła gigantyczna migracja ludności ze wsi do ośrodków przemysłowych, urbanizacja, która doprowadziła do wyludnienia wsi z 75 % do 20 % całej populacji Niemiec i to w ciągu jednej generacji.  Dolny Śląsk stał się właśnie pierwszym przykładem tego fenomenu, jaki pociągnął za sobą fatalne skutki dla klasy robotniczej. Powstał proletariat, chmara ludności wyzbytej ziemi, spauperyzowanej, źle płatnej, niedokształconej. Właśnie w kierunku tych ludzi, początkowo wbrew woli swego męża i jego rodziny, zwróciła się Daisy. Można zadać pytanie, czy rzeczywiście rozumiała naturę ówczesnego cesarstwa niemieckiego i szczególną równowagę sił w jego społeczeństwie. Jej postawa wobec ludzi prostych wyrażała się w pomysłach wspierających przemiany społeczne, dla osiągniecia społecznego postępu. Jej hasła stanowiły okrzyk wojenny przeciwko własnej klasie i panującemu porządkowi. Daisy von Pless bardzo szybko miała odczuć reakcję własnej klasy i radykalizację ludzi w postaci związków zawodowych i organizacji politycznych – partii socjaldemokratycznych.

Piwnica w domu mieszkalnym przy dzisiejszej ul. Buczka w Wałbrzychu zaadaptowana na mieszkanie górnicze – początek XX wieku

Cesarstwo niemieckie opierało się na szlachcie, na korpusie oficerskim, na ziemiaństwie, w większości o statusie arystokratycznym, na burżuazji i urzędnikach. Od pewnego stopnia , wysokie stanowiska w armii i w administracji zarezerwowane były wyłącznie dla arystokracji. Burżuazja opanowała przemysł i handel, klasy robotniczej nie identyfikowano z potęgą, postępem i sławą imperium. Arystokracja i burżuazja były wrogo usposobione do partii socjaldemokratycznej, do której ostatecznie przystąpiło cztery i pół miliona ludzi i tuz przez I wojną światową zgromadziła 35 % głosujących do parlamentu. Miliony ludzi napływających ze wsi do miasta, znajdujących pracę także w wałbrzyskich i górnośląskich kopalniach Hochbergów uważano za „czerwonych” wrogów państwa. Przepaść pomiędzy biednymi i bogatymi nie dała się zasypać. Daisy nie ukrywała swej sympatii dla socjalistów i dla partii socjaldemokratów, która walczyła o prawa zbiedniałego proletariatu w zagłębiu przemysłowym Wałbrzycha. Znacznie później, kiedy mimo nadużyć i porażek rewolucji rosyjskiej, system socjalistyczny w wielu kręgach wciąż jeszcze budził nadzieję, księżna zrewidowała swoje poglądy. Nabrała sceptycyzmu co do socjalistycznych obietnic, polegających na możliwości zdobycia wolności i dobrobytu przez indywidualnego człowieka, bez środków i własności. Nigdy jednak nie mogła przejść obojętnie nad tą straszliwą różnicą między bogatymi, a ubogimi, pomiędzy przywilejami i brakiem przywilejów.

Piękno i splendor zamku Książ dzieliło zaledwie dziesięć minut jazdy powozem od straszliwej nędzy i brzydoty wysoko uprzemysłowionego Wałbrzycha, który symbolizował ekonomiczne i socjalne sprzeczności swego czasu. Książ leżał na brzegu dolnośląskiego zagłębia przemysłowego, podczas gdy zamek w Pszczynie dotykał niemal przemysłowego regionu Górnego Śląska. Oba te obszary gwarantowały księciu pszczyńskiemu ogromne dochody, pomimo, że uważano je za najbardziej w Niemczech zacofane. To jednak Wałbrzych stał się sceną pierwszego strajku górniczego w Niemczech. Węgiel na Dolnym Śląsku miał wprawdzie dobra jakość w procesach metalurgicznych, ale jego wydobywanie nastręczało wiele trudności z powodu warunków geologicznych. Koszty wydobycia były wysokie, a ponadto bardzo znaczne koszty transportu do rynków zbytu. Mocna konkurencję stanowiły kopalnie zagłębia Ruhry, a nawet kopalnie brytyjskie. Zbyt dolnośląskiego węgla trafiał też na przeszkody wobec raptownego rozwoju innych ośrodków produkcji. Prosta konsekwencją tych okoliczności było zaniżanie płac w kopalniach Dolnego Śląska, także tych jakie należały do książąt von Pless. Płace te były najniższe w całych Niemczech. Niektórzy górnicy pracowali w niepełnym wymiarze godzin, a bezrobocie stało się zjawiskiem chronicznym.

Przesz ponad dziesięć lat Daisy czyniła wszystko co możliwe, aby ulżyć wszechogarniającej górniczej nędzy i ostatecznie odniosła sukces. Swoją pracą charytatywną wzorem matki w rodzinnej Walii rozpoczęła od akcji odwiedzania ubogich wokół Książa, za każdym razem szczodrze ich obdarowując. Szybko jednak wyczerpały się zasoby przeznaczone na ten cel, choć nawet nie wykroczyła poza najbliższe sąsiedztwo zamku. Szybko uświadomiła sobie, że dziesiątki tysięcy ludzi w Wałbrzychu i okolicach nie potrzebują doraźnego wsparcia, ale kogoś, kto z energią i niezbędnymi środkami zwalczy przyczyny ich fatalnego stanu. Droga, jaką przeszła Daisy od pozycji dobroczynnej pani z zamku do postawy odważnej, obdarzonej wyobraźnią i energią reformatorki społecznej była trudna i dokonana w samotności. Początkowo brakowało jej odwagi i zaufania we własne siły. Podjąwszy własną drogę do celu, za zgoda lub bez zgody męża ostrożnie rozszerzała krąg swej działalności.

PROJEKTY DAISY:

Socjalne projekty Daisy nie opierały się jedynie na głębokim współczuciu. Nadzieje i pomysły, jaki ostatecznie przybrały kształt udanych projektów wynikały z wnikliwej obserwacji ludzi w najbliższej okolicy i nieco dalszych obszarów, ułożonych na podstawie starannej analizy. Akcje dobroczynne na rzecz ubogich bądź zbiedniałych robotników nie miały trwałego znaczenia, jeśli nie uwzględniały , we wszystkich okolicznościach godności tych ludzi. Daisy nauczyła się tego od swojej matki już we wczesnym dzieciństwie. To jest właśnie tajemnica jej szybkich sukcesów wśród ludzi mieszkających pod zamkiem Książ, w Wałbrzychu i okolicach.

Pełcznica

Mniej więcej około 1903 roku nastąpiła u Daisy przemiana z dobrodziejki ubogich w społeczną reformatorkę. Od tego czasu już nie ograniczała swej aktywności do obdarowywania pojedynczych osób potrzebujących wsparcia. Postanowiła dotrzeć do jądra sprawy i znaleźć istotne przyczyny nędzy i chorób wśród ludności. Głównym problemem było zatrucie naturalne środowiska i na tym problemie księżna się skupiła. Przepływająca przez Wałbrzych Pełcznica zbierała praktycznie na całej swojej długości wszystkie odpady fabryczne i kloaczne niemal stutysięcznej społeczności. Jej niegdyś romantyczne brzegi zostały ciasno zabudowane osiedlami robotniczymi, a dawniej królujący w jej wodach pstrąg zniknął zupełnie. Wałbrzyska rzeka przekształciła się w cuchnący ściek, zatruwając okolice strasznym odorem, docierającym aż na tarasy Książa. Daisy postanowiła odkryć źródło tego zatrucia. Ustaliła, że dziesiątki kopalń i fabryk wpuszczają do rzeki swoje ścieki. Z przerażeniem stwierdziła także, że wzdłuż brzegów ciągną się przybudówki i szopy oraz studnie, z których ludzie czerpią wodę do picia. Gwałtowny protest Daisy skierowany do władz lokalnych spowodował jedynie „urzędową inspekcję”. Jednak potwierdziła ona, że zatruta woda jest powodem wciąż powracających epidemii cholery i tyfusu, zbierających śmiertelne żniwo. Daisy nie dała za wygraną i kolejno interweniowała u władz we Wrocławiu, następnie przed rządem pruskim w Berlinie, aby w końcu zwrócić się do samego cesarza, opisując szczerze stan sanitarny Wałbrzycha: „gdzie tysiące ludzi żyje w norach, pozbawionych wszelkich urządzeń koniecznych do życia, zmuszonych do stawiania ubikacji, a raczej nędznych „prewetów” nad brzegami potoków i rzeki, powodując zatrucie wody niezbędnej do picia, jak również do mycia”.

Daisy naraziła się lokalnym władzom, zaś cesarz zwalił winę na węgiel jej teścia. Księżna von Pless zdała sobie sprawę z tego, że jej własne obserwacje i zalecenia nie wystarczają, że potrzebne są dowody naukowe. Najpierw zwróciła się więc z prośbą o ekspertyzę do bakteriologów z Uniwersytetu Wrocławskiego. Kolejną wykonali już specjaliści z Wielkiej Brytanii i pod przewodnictwem dra Greene’a grupa inżynierów zaprojektowała całkowicie wyodrębniony system kanalizacyjny. Zlikwidowano wszystkie przybrzeżne studnie i doprowadzono wodociąg do większości wałbrzyskich dzielnic. Ponadto zatruta rzeka została zakryta i w przestrzeniach zamieszkałych do dziś biegnie pod ziemią. Osobno zaprojektowano uznawaną w tamtych czasach za wielką oczyszczalnię ścieków. Ustalono też koszty tego ogromnego przedsięwzięcia. Daisy z dumą przedstawiła projekt pod nazwą „Raport komisji Greena” pruskiemu rządowi w Berlinie. W 1905 cesarz zawiadomił ją osobiście „że projekt, o który tak dzielnie walczyła będzie zrealizowany w wyniku przyznanych funduszy”.

Ogromne przedsięwzięcie – „oczyszczanie rzek” zakończyło się w 1912 roku. Jest bardzo znamiennym, że ostania epidemia tyfusu na tamtych terenach, w najbardziej zagęszczonym miasteczku Altwasser (dziś dzielnica Wałbrzycha Stary Zdrój) wybuchła w 1911 roku, aby się już nie powtórzyć.

Szkoła dla niepełnosprawnych dzieci

Księżna Daisy von Pless nieustannie odwiedzała rodziny robotnicze w ich domostwach i dzieci robotników w szkołach. Nie uszedł jej uwagi fatalny stan zdrowia tych dzieci, a szczególnie częste przypadki całkowitej ułomności. Okazało się, że jedynie 2 % dzieci w okręgu wałbrzyskim kontynuuje naukę po ukończeniu 14 roku życia. Połowa zaś dzieci w tym wieku kierowana jest już do pracy w różnych zakładach i fabrykach. Daisy najbardziej ubolewała nad losem dzieci ułomnych, niezdolnych do żadnego wysiłku. Mąż uważał jej troski za przesadne, a jedynym sprzymierzeńcem w szukaniu rozwiązania problemu był  jeden z dyrektorów administracji Książąt Pszczyńskich, niejaki Schulte. W tych okolicznościach w 1905 roku narodził się projekt utworzenia specjalnej szkoły dla niepełnosprawnych, młodych wałbrzyszan. W zachowanym „Raporcie Schultego”  czytamy m.in. „Ułomne dzieci jak dotąd nie mają żadnej prawnej opieki. Nie ma w tym kraju żadnych rozporządzeń prawnych dla zapewnienia tym dzieciom wykształcenia. Nieliczne zakłady opieki społecznej nie mają na ten cel żadnych funduszy. W samym Wałbrzychu nawet statystycznie nie ujęto liczby dzieci potrzebujących w tym zakresie pomocy”.

Według raportu w granicach Wałbrzycha żyłowo wówczas 162 dzieci niezdolnych do nauki w zwykłych szkołach, z czym zgadzali się ich rodzice. W porozumieniu z Daisy, Schulte projektował otwarcie szkoły specjalnej, o zwiększonym programie zajęć, dostosowanych dla dzieci niepełnosprawnych. Obok zwykłych przedmiotów – czytania, pisania, arytmetyki, miały być w programie zajęcia przygotowawcze do ewentualnych zawodów. Edukacja objęła dzieci od lat 6. Według wytycznych księżnej pod żadnym warunkiem nie powinny one startować w zwykłych szkołach, gdyż wówczas od razu postawione zostaną w sytuacji upośledzonych i pogardzanych. Wałbrzyska szkoła specjalna wymagała odpowiednio wysokich kosztów utrzymania, specjalnego personelu i opieki medycznej. Daisy i Schulte zgodzili się co do tego, że dzieci szkól specjalnych same musza uzyskać nadzieję na pomyślny skutek ich edukacji, a nie perspektywę wyrabiania szczotek, koszyków i sztucznych kwiatów. W poszukiwaniu innych zajęć dla niepełnosprawnych, Daisy i Schulte odkryli w samym Wałbrzychu trzy wielkie wytwórnie porcelany, w których odpowiednio wykształcone osoby niepełnosprawne mogłyby się podjąć ręcznego malowania i zdobienia wyrobów. Kruppelschule przy dzisiejszej ul. Piotra Skargi, już z poparciem męża Daisy otwarto uroczyście w 1907 roku. W następnych latach księżna niestrudzenie zabiegała o fundusze dla tej szkoły. Szczególnym powodzeniem cieszyły się i urządzane przez nią charytatywne koncerty wokalne w Szczawnie Zdroju w okresie letnim, natomiast w zimie w Wałbrzychu i we Wrocławiu. Pierwszy koncert w Teatrze Zdrojowym w Szczawnie był prawdziwym triumfem Daisy. Dla swojej szkoły zebrała 1.900 marek.  Nie powiódł się natomiast plan nagrywania piosenek na fonograficznych płytach, noszących jej podpis, sprzedawanych po koncertach, w sklepach muzycznych i na bazarach, z których dochód miał by przeznaczony dla szkoły. Ten pomysł Daisy był zbyt nowoczesny, trudny technicznie i kosztowny. Mąż Daisy dotrzymał obietnicy i dotował utrzymanie szkoły aż do 1933 roku.

Projekt mleczny

Na początku XX wieku w głównych przemysłowych miejscowościach aglomeracji wałbrzyskiej, gdzie żyje 75 % górników, przeciętna śmiertelność dzieci (do sześciu miesięcy) wynosi 45,5 %. W niektórych miasteczkach, na przykład w Starym Zdroju, gdzie warunki są opłakane, ta śmiertelność zbliżała się do niewiarygodnej liczny 75,98 %, czyli, że więcej niż trzy czwarte niemowląt umiera w ciągu pierwszych sześciu miesięcy życia. Większość zgonów według „Raportu Schultego” następowała w wyniku „kataru jelit”. Kiedy Schulte winił matki za śmierć swych dzieci, Daisy stanowczo się z nim nie zgodziła. Podczas swych wizyt w domach robotniczych zauważyła, w jakim fatalnym stanie matki wracają po 10 godzinach pracy w fabrykach. Nie miały po prostu sił na opiekę nad niemowlętami. Po urodzeniu dziecka kobieta nie mogła pozostawać dłużej w domu, bo utrzymanie rodziny zależało od dodatkowych pieniędzy, jakie przynosiła z fabryki. Co więcej ani w Wałbrzychu, ani w okolicach nie było zorganizowanej dystrybucji mleka. Zazwyczaj było ono bardzo złej jakości, na domiar złego podawane przez młode matki bez przegotowania. Schulte dotarł do niezbędnej literatury i znalazł instrukcję systemu Gouttes de Lait (Krople mleka), który razem z podręcznikiem Consultations des Nourrissons (Poradnik żywienia) służył pracującym matkom w okręgach górniczych północnej Francji. Daisy postanowiła przenieść projekt na grunt wałbrzyski i już w ciągu pierwszego roku założyła w całym okręgu siatkę „stacji mlecznych”, w których matki za darmo otrzymywały dla swych dzieci mleko pasteryzowane. Akcję księżnej poparły kościoły katolickie i protestanckie i na prośbę Daisy przyczyniały się do rozpowszechniania tego francuskiego systemu opieki nad dzieckiem.

Koronki śląskie

Na kilka lat przed wybuchem I wojny światowej księżna Daisy zwróciła uwagę na los kobiet zatrudnionych przy produkcji sławnych śląskich koronek, skupionej wokół Jeleniej Góry. Ta wytwórczość koncentrowała się o jakieś 50 km na zachód od Wałbrzycha, na stokach i w dolinach Karkonoszy, których dzika, romantyczna przyroda przyciągała rzesze turystów. Od połowy XIX wieku rząd pruskich zachęcał prywatnych przedsiębiorców dotacjami do zorganizowania przemysłu koronczarskiego, który do tej pory był zajęcie chałupniczym. Skończyło się na tym , że przedsiębiorcy korzyści kierowali przede wszystkim do własnych kieszeni, bardzo nędznie opłacając koronczarki. Ich wynagrodzenie osiągnęło absolutne minimum. Nikomu też nie zależało na kształceniu młodych kadr do tego zwodu. Podczas wycieczki w Karkonosze wiosną 1908 Daisy miała okazję naocznie przekonać się, jak rozpaczliwy był stan koronczarek. Już w czerwcu tego samego roku interweniowała w sprawie ich losu u cesarzowej, choć jej próby „uwolnienia” koronczarek napotkały się z dużym oporem pośredników. W pierwszych miesiącach 1909 roku Daisy objęła opieką Niemieckie Stowarzyszenie na rzecz śląskiej sztuki koronczarskiej, początkowo wspólnie z zoną następcy tronu, księżniczką Cecylią. Licząc na pomoc ze strony cesarzowej Daisy postanowiła otworzyć własną szkołę koronczarstwa i  w ten sposób podnieś prestiż tego zawodu. Nawiązała współpracę z panią Bardt i baronową von Dobeneck, które podobną szkołę założyły już w 1906 roku. Rychło zaczęły się konflikty pomiędzy damami, b o Daisy miała daleko idące cele socjalne i handlowe, podczas gdy tamtym paniom chodziło przede wszystkim o podniesienie jakości wyrobów. W końcu, w 1911 roku, Daisy zakupiła konkurencyjna szkołę i pozostawiła w niej obie panie jako nauczycielki. Szkoły otrzymały imię księżnej von Pless, pod następującym szyldem: „ Są to dobroczynne instytucje przeznaczone dla koronczarek śląskich, dostarczające im najlepszych wzorów i dla nich kierujące cały dochód”.

W 1912 działało już 14 Szkół Koronczarskich Księżnej von Pless, a koronki z naszego regionu sprzedawane były w całych Niemczech, m.in. we Wrocławiu, Berlinie, Baden-Baden, Monachium i Królewcu.  Pierwsze spółdzielnie socjalne, bo nimi były w istocie szkoły księżnej odniosły ogromny sukces oraz spotkały się z licznymi pochwałami ze strony kościoła luterańskiego i w końcu akceptacją dworu berlińskiego. Cesarzowa sponsorowała wystawę śląskich koronek , urządzoną w berlińskim hotelu Esplanade przy Placu Poczdamskim. Prasa zauważyła, że po raz pierwszy uchylony został protokół zakazujący członkom dworu cesarskiego uczestniczenia w imprezach o charakterze komercyjnym. Tuż przed wybuchem wojny moda na śląskie koronki była już faktem. Daisy rozpoczęła negocjacje z zagranicznymi producentami podobnych ozdób we Włoszech i na Azorach. Miałą nadzieję na sprowadzenie obcych nauczycieli tego zawodu i rozszerzenie asortymentu wyrobów. Wielka wojna pokrzyżowała te plany.