Zapraszam dziś do sentymentalnej podróży po Berlinie pierwszych dekad XX wieku. Stolica Cesarstwa Niemeickiego była bardzo częstym celem wypraw Daisy, jej męża Jana Henryka XV oraz pozostałych członków rodziny Hochbergów. Swoją podróż zaczynali zazwyczaj na dworcu w Świebodzicach, z których podróżowali prywtaną salonką. Fotografie starego, niestniejącego już dziś w tym kształcie Berlina przeplatane są fragmentemi pamiętników Daisy w tłumaczeniu Marioli Palcewicz.

Plac Poczdamski w 1923 roku

W owych  czasach nie było przyjęte, aby dama pokazywała się na ulicy w innym kolorze niż czarny. Nigdy nie pozwolono też, abym w domu mojego teścia w Berlinie pozostała sama na sam z mężczyzną. Tak naprawdę nie można nawet było rozmawiać sam na sam z mężczyzną. W Berlinie nie wolno mi było nawet  jeździć otwartym powozem. Ponieważ dom był nadmiernie ogrzewany, tęskniłam za świeżym powietrzem.

Chodzi o Palais Pless. Z racji pełnionych funkcji na dworze cesarskim Hans Heinrich XI (teśc Daisy) często bywał w Berlinie, zmuszony był wynajmować apartamenty, które pochłaniały spore sumy. Zdecydował się zatem na wybudowanie pałacu. Wybrano bardzo reprezentacyjne miejsce, bowiem przy Wilhelmstrasse nr 64. Budowę rozpoczęto w 1872 r. według projektów Hipolita Alexandra Destailleura, tego samego francuskiego architekta, który projektował przebudowę rezydencji w Pszczynie. Po 1919 roku berliński pałac Hochbergów stał się siedzibą prezydenta Rzeszy.

Berlińska rezydencja Hochbergów. Oraz kilka innych ujęc tego nieistniejącego dziś pałacu

Mój teść prezentował się  w Berlinie wyjątkowo dobrze – w jedwabnym kapeluszu i czarnym płaszczu, bardzo wysoki o pięknej figurze. Codziennie rano zwykł był spacerować ze mną po Wilhelmstrasse, berlińskim Whitehallu, gdzie każdy mógł nas widzieć.

 

Kaiser Wilhelmsstrasse w 1910 roku– jedna z głównych ulic Berlina. Przy niej mieściły się urzędy państwowe, m.in. Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Kancelarii Rzeszy.

Księstwo von Pless bywali regularnymi gościmi w berlińskim Pałacu Cesarskim, po którym dziś również nie ma już śladu, choc od jakiegoś czasu pojawiają się głosy o jego możliwej odbudowie.

Zamek Cesarski w 1900 roku

Berlińskie społeczeństwo było i nadal jest bardzo nudne. Czasami nawet wydawało mi się, że nie wytrzymam kolejnej minuty. Niemcy posiedli sztukę kojarzenia gości. Wszystko odbywało się wedle klasy społecznej i pierwszeństwa, a niewątpliwym rezultatem tego była niszczycielska nuda. Nikt nie chce siedzieć stale obok tym samych osób.

Główna klatka schodowa 

Niełatwo jest opisać, w jaki sposób usadawiano nas na dworze. Po prawej stronie tronu cesarza i cesarzowej był krąg dyplomatyczny, po lewej kolejno zarezerwowane miejsca dla księżniczek, księżnych, dalej hrabin i baronowych.

Jedynymi tańcami dozwolonymi na dworskich balach były gawot i menuet i jedynie tym, którzy ćwiczyli je razem wcześniej, wolno było w tych imprezach uczestniczyć. Uważałam za śmieszne tańczyć je z mężczyzną w nowoczesnym, niemieckim mundurze…

Sala biała 

Na dworskich balach nie nosiło się długich trenów, lecz zwykłe suknie balowe, a kolacja była podawana na małych stolikach o 10:30.

W czasie pewnej uroczystości siedziałam pomiędzy znakomitymi dżentelmenami. Jeden z nich zapytał mnie, dlaczego mieszkamy w hotelu, a nie w naszym własnym, dużym, brzydkim pałacu przy Wilhelmstrasse. Powiedziałam, że mąż wolał hotel, gdyż w naszym domu nie ma łazienek. „Mein Got”, powiedział jeden ze starszych dżentelmenów, „czy on absolutnie musi się kąpać codziennie?”

 

 

 

Reklamy