Na zdjęciu pokojówki księżnej Daisy

Dzięki uprzejmości spółki zamek Książ mam przyjemność zaprezentowania dziś nieznanych szerokiej publiczności fotografii przedstawiających zamkową służbę. Pokryte patyną czasu zdjęcia zostały wykonane na początku XX wieku i pochodzą ze zbiorów potomków pracowników. Opowieść o życiu ich przodków nijak się ma do romantycznej bajki o pięknych księżniczkach i zamkach na skale.

 

Służba książęca podczas chwili wytchnienia na jednym z tarasów

Louis Hardouin – francuski kucharz i fotograf  na tle Książa. Autor prezentowanych fotografii. Zdjęcia pochodzą z lat 1909 – 1930 z albumu podarowanego zamkowi przez wnuczkę Louisa Hardouina

Opr. Mateusz Mykytyszyn

Jan Henryk XV von Hochberg, książę von Pless i ostatni Pan na Książu, był wyjątkowo czuły na punkcie swojego książęcego statusu, co drażniło jego piękną żonęDaisy. Na tym tle dochodziło między nimi do wielu nieporozumień. „Mój mąż jak i cesarz przywiązuje zbyt dużą wagę do etykiety”. W Książu należało przestrzegać najprzeróżniejszych jej wymogów. „Mąż był zły, bo kazałam jego kamerdynerowi włączyć ogrzewanie, zamiast wezwać odpowiednią osobę. Bez jej natychmiastowej pomocy człowiek może udusić  się lub zamarznąć, ale nie może zastąpi jej kto inny”. To jedna z niewielu uwag w słynnych pamiętnikach księżnej Daisy, która mówi bezpośrednio o roli służby na zamku. Angielce zabrało trochę czasu na zgłębienie arkanów niemal feudalnego życia książąt. Przyzwyczaiła się jednak do osobistego służącego w czerwono-złotej liberii, który wszędzie jej towarzyszył. I zapewne zdziwiłaby się, gdyby przyszło jej samej otworzy jakieś drzwi …

W zamkowej kuchni

Zachwycająca książańska kuchnia dziś znajduje się niestety w ruinie, choć zachowały się w niej nieliczne elementy wyposażenia

W Książu funkcjonowała armia pracowników kuchennych, których zadaniem było schlebianie najbardziej wyrafinowanym gustom książęcej pary i ich znamienitych gości, wśród których było wiele koronowanych głów. Zamkowa kuchnia znajdowała się na piątym piętrze. Tam też była chłodnia, gdzie osobno przechowywano dziczyznę, osobno warzywa i ryby. Było tam również pomieszczenie ze zbiornikiem na wodę deszczową, której używano w książęcym gospodarstwie Kuchnia znalazła się po przebudowie tak wysoko, aby arystokratyczne nosy nie musiały wdychać kuchennych zapachów. Książę zatrudniał ponad 600 osób służby, wśród nich 24 lokajów podających do stołu. Ci, którzy musieli być pod ręką przez całą dobę, mieszkali na czwartym piętrze pałacu – były tam służbowe pokoje, zaopatrzone w łazienki i ubikacje na korytarzu. Reszta mieszkała w służbowych oficynach, po obu stronach budynku bramnego.

W kuchni zamkowej nie mogło zabraknąć najnowocześniejszych sprzętów

Podobno psu nic się nie stało. Zabawne zdjęcie książańskich pracowników kuchennych

Kolacja w Sali Maksymiliana

Wieczorny obiad podawano w Książu w Sali Maksymiliana. Dla gości przygotowywano specjalne menu, brano pod uwagę ich kulinarne upodobania, ale także starano się wywoływać odpowiednie wrażenie. Przy komponowaniu potraw zwracano uwagę, aby następujące po sobie dania, nie były w jednakowej tonacji kolorystycznej. Spisy dań z poszczególnych, niekoniecznie ważnych dni  zbierano i oprawiano w specjalne książki, tworzące po latach swoistą kronikę kulinarnych obyczajów. Odnotowywano tam skrupulatnie liczbę i statut gości, rodzaj posiłków w ciągu dnia, podawane dania i napoje im towarzyszące. Statystyka ta była potrzebna służbie, aby mogła sprawnie obsługiwać wszystkie stoły.

Grupa lokajów w zachwycających liberiach pozuje przed kominkiem w Sali Maksymiliana

Codzienna dekadencja

W dni powszednie państwo zaczynali dzień około dziesiątej. Wtedy podawano herbatę, tosty i masło w kształcie kulek. Lunch jadano o czternastej, herbata była przewidziana o siedemnastej, a do obiadu zasiadano o dwudziestej pierwszej i biesiadowano do późnych godzin nocnych. W Książu nawet w dni powszednie zbierało się całkiem liczne grono domowników i gości. Nawet na co dzień funkcjonowały trzy stoły. Przy pierwszym, najważniejszym zasiadał książę z najbliższą rodziną i najznamienitsi goście. Drugi stół był przeznaczony dla biesiadników niższych rangą, a następnie stół marszałkowski dla ważniejszych dworzan i urzędników, a także gości, którzy nie zmieścili się przy stole drugim. Służba zachowywała podobną, ściśle przestrzeganą gradację. Pewnego razu księżna Daisy  doliczyła się wokół stołu dwóch nadochmistrzów, dwunastu podochmistrzów, osiemnastu lokajów w galowych liberiach, pięciu strzelców przybocznych i jeszcze kilku innych, pomniejszych służących.

Grupa zamkowych pracowników niższego szczebla 

Dla dzieci pracowników zamku, na stałe zamieszkujących książańskie służbówki uruchomiono w majątku szkołę

Stangret Hochbergów zawsze w przepisowej liberii

Życie w zamku to nie tylko ciężka praca, czasami także zabawa

Tak ogromny zamek jak Książ musiał posiadać własną drużynę straży pożarnej

Podczas pisania artykułu korzystałem z biografii Daisy pod tytułem Pani na Książu i Pszczynie autorstwa Beaty Górnioczek i Bronisławy Jeske-Cybulskiej oraz z pamiętników księżnej pod tytułem Taniec na wulkanie.

Advertisements