Księżna Daisy z synami, ukochanym Aleksandrem i najmłodszym Bolko. Nieformalne zdjęcie Daisy z synami z rodzinnego albumu, zrobione w książańskim parku

 

Kiedy w Europie szalała wielka wojna, znana później jako pierwsza wojna światowa, niedaleko Wałbrzycha, w wysokim zamku na skale, w luksusie dorastało dwóch małych książąt. W dzisiejszej odsłonie naszego historycznego cyklu, opowieść o dzieciństwie w Książu, które częściowo spędzili synowie Jana Henryka XV von Hochberga i Daisy, Hansel i Lexel. Ich książańskie pokoje odartę z wyposażenia, są dziś zamknięte na cztery spusty. W jednym z pomieszczeń zachowała się jedynie wielka wanna…

 

Opr. Mateusz Mykytyszyn

Najstarszy syn Jana Henryka XV i jego pięknej, angielskiej żony Daisy przyszedł na świat 2 lutego 1900 roku w Berlinie. Na chrzcie otrzymał tradycyjne imiona Hochbergów, Jan Henryk, ale w rodzinie od zawsze nazywano go pieszczotliwie Hanselem. Nadrodziny pierwszego syna i dziedzica, po dziewięciu latach małżeństwa, były spełnieniem marzeń tej jednej z najbogatszych rodzin Cesarstwa.  Księżna tak zorganizowała swoje życie zarówno w Książu, jak i Pszczynie, aby móc każdego wieczoru spędzić z dzieckiem przynajmniej godzinę. Upierała się również, aby sama mogła kapać maleństwo. Gdy Hansel był już trochę starszy, zawsze chciała być przy odmawianiu modlitwy. Resztę czasu mały książę spędzał pod opieką nianiek i służby. Powszechny pogląd, który wtedy panował i był również podzielany przez Daisy i Jana Henryka, zakładała, że tak jest zdrowiej zarówno dla dziecka, jak i rodziców. Zdarzało się jednak, że matka zabierała synka na noc do swoich apartamentów, mieszczących się powyżej słynnej książańskiej Sali Maksymiliana. Zachowała się tajna, nie używana dziś klatka schodowa, która łączyła pokoje dziecięce z tym należącymi do Daisy. W liczącym ponad 600 komnat Książu, taki „skrót” był zaiste dużym ułatwieniem, tym bardziej, że księżna i jej dzieci mieszkały w innych skrzydłach majestatycznej budowli.

Lexel na kucyku, Bolko i Hansel. W tle budynek bramny w Książu, wówczas mieszczący bibliotekę

Nianie i zabawki dziadka

Nianie kręciły nosem na tego typu „ekscesy”, a sam księżna zachodziła w głowę jak niemieckie piastunki wyobrażają sobie matki. Prośba małego dziedzica, aby przestawić jego łóżeczko do pokoju mummille i aby zawsze była przy nim, stanowiła wyraz dziecięcej miłości, dla Daisy najważniejszej na świecie. Dziadek Pless (ojciec Jana Henryka) był tak zachwycony małym Hanselem, że pozwalał malcowi bawić się srebrnymi zabawkami: wózkiem z czterema końmi, które dostał w prezencie od carycy Aleksandry w czasie wizyty rosyjskiej pary cesarskiej w 1838 roku w Książu. Mimo wielkiej miłości, Daisy nie miała zamiaru rozpieszczać swoich dzieci. Miały być tak wychowane, aby bez mrugnięcia okiem słuchały poleceń starszych. Takie były po prostu czasy. Księżnej, pomagała angielska niania, Thirza Smith, która miała doskonałe referencje i pozostała z rodziną Pless przez wiele lat. Wcześniej przez dekadę pracowała dla rodziny cesarskiej. Ze swoim nowym wychowankiem spędzała niezliczone godziny w lasach otaczających podwałbrzyski zamek.

Śniadanie na trawie z maman

Pierwiosnki z Anglii

Pani na Książu chciała, aby jej drugie dziecko urodziło się w Londynie. W tym celu Plessowie wynajęli dom na Bruton Street. 1 lutego 1905 roku przyszedł na świat Aleksander Fryderyk w rodzinie zwany Lexlem. Księstwo Pszczyński kontynuowali swoje eskapady po europejskich dworach i egzotycznych kurortach, ale Daisy chętniej wracała do Książa. –„kochani chłopcy czekali na schodach, aby mnie powitać. Ich okrzyki, śmiech i małe stopki tupoczące po korytarzach, to sprawia, że pierwsze lata mojego małżeństwa wydają się jak sen wyśnionym domu, za którym tęskniłam lata temu” – pisała w swoich pamiętnikach. Pamiętała o prezentach dla dzieci. Zdarzyło się nawet, że posłała kiedyś Hanslowi do Książa pierwiosnki z angielskiej posiadłości swoich rodziców, Newlands. Wiosna na Wyspach rozpoczynała się bowiem wcześniej niż na Dolnym Śląsku. Kiedy synowie podrośli, w ich zabawach zaczęły brać udział dzieci książęcych pracowników. Daisy pozwalała im biegać po całym zamku, więc wszędzie było ich pełno. Pewnego razu, w czasie zabawy w chowanego, jeden z chłopców schował się pod biurko księcia. W pokojach dziecinnych, dla wszystkich dzieci, podawano podwieczorek. Dzięki temu również malcy mieszkający w oficynach gospodarczych w Książu, uczyli się dobrych manier i nabierali odwagi.

   Hansel z ojcem (źródło: Repr. za: J.Koch Schloss Fürstenstein)

Polskie nianie i wałbrzyscy nauczyciele

Zachwycające zamkowe stajnie, a także arystokratyczny etos przyczyniły się do tego, że młodzi książęta zaraz po opanowaniu umiejętności chodzenia, musieli wsiąść na kucyki, a potem już na rasowe konie, których w Książu po dziś dzień nie brakuje. Jazda konna nie była jedyną umiejętnością, którą wpajano młodym Hochbergom.  Hansel jako przyszły dziedzic przygotowywał się do swoich obowiązków, przy czym opanowanie języka polskiego było koniecznością, jako, że poza wysokimi urzędnikami administracji, niemal wszyscy ludzie zatrudnieni przez Jana Henryka na Górnym Śląsku byli Polakami. Książę Pszczyński miał w Berlinie częste nieprzyjemności z powodu swoich propolskich sympatii. Wiedziano, że według rodzinnej tradycji, dał synom m.in. polskie niańki, że obu chłopców oprócz angielskiego i francuskiego, uczono także polskiego. Lexel od najmłodszych lat uchodził w rodzinie za „dziecko angielskie” i ze swoja matką mówił prawie wyłącznie w języku Szekspira. Młodzi arystokraci nigdy nie chodzili do „normalnej” szkoły w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Na panewce spaliły plany wysłania młodszego Hochberga do szkoły z internatem w stylu angielskim, bo placówek takich było w Niemczech jak na lekarstwo.  Do Książa przyjeżdżali więc coraz to inni nauczyciele, a i ze względu na tocząca się pierwsze wojnę światową zamek na skale wydawał się najbezpieczniejszym miejscem dla książęcych latorośli. Ze względu na liczne, okoliczne wioski i miasteczka wchodzące w skład latyfundiów von Plessów nigdy nie brakowało też jedzenia. W zamku mieszkał na stałe nauczyciel, niejaki herr Reder, a regularnie przyjeżdżał także z Wałbrzycha jego zwierzchnik, herr von Selle. O tym co wyrosło z młodych Hochbergów i jak potoczyły się ich dalsze losy dowiecie się wchodząc na naszego ulubionego bloga.

Aleksander i jego przyjaciel Lulu – 1912 r. (źródło: Repr. za: J.Koch Schloss Fürstenstein)

Z trzech synów Daisy własnej biografii nie doczekał się tylko najmłodszy Bolko, ojciec obecnego dziedzica. Podczas pisania artykułu korzystałem m.in. z książki „Three of us”  autorstwa L.J. Ludovici, w której obszernie opisano życie Lexla, a także z doskonałej biografii „Księżna Daisy – Pani na Książu i Pszczynie” autorstwa Beaty Górnioczek i Bronisławy Jeske-Cybulskiej

 

Advertisements