Archive for Listopad 2011

Książ utracony – fotografie przedwojennych wnętrz zamkowych

Daisy von Pless - bedroomSypialnia księżnej Daisy von Pless w Książu. Źródło: wroclaw.hydral.com.pl

Obecny wygląd zamkowych wnętrz niewiele przypomina ten przedwojenny. W czasie II wojny światowej Niemcy zaczęli przebudowywać Książ zgodnie z ówczesną, nowa modą. W zamku przygotowywano siedzibę dla Adolfa Hitlera.  Wielkopańskie salony zamieniały się w surowe gabinety.  Dziś wiadomo,  że Książ zniszczono wówczas prawie w 90 procentach. Zapraszam do podróży w czasie, a za jej zilustrowanie zdjęciami z epoki dziękuję Centrum Europejskiemu w Książu.

Książ - korytarz na pietwszy piętrze

Korytarz na pierwszym piętrze

Opr. Mateusz Mykytyszyn

Wódz III Rzeszy miał mieć w Książu swoją najpiękniejszą kwaterę. Najtrudniejszy okres przypadł dla zamku pod koniec 1941 roku roku, kiedy przybył do niego gauleiter Dolnego Śląska Karl Hanke. To on wdrażał decyzję władz o zmianie przeznaczenia zamku, który miał się teraz stać surową siedzibą dolnośląskiej NSDAP. . Hitler przysłał na miejsce swojego ulubionego architekta, profesora Hermana Gieslera. Nad projektem przebudowy zamku jego biuro pracowało niemal rok i w październiku 1942 roku Giesler przedstawił swoje dzieło konserwatorowi zabytków prowincji dolnośląskiej, Guntherowi Grundmannowi. Zakochany w lokalnej historii i architekturze (autor wydanego w 1941 roku w Berlinie dzieła o zabytkach regionu pod tytułem „Schlesien”) wybitny naukowiec nie krył przerażenia proponowanymi zmianami. Plany, które mu przedstawiono nie były projektem adaptacji, lecz zmierzały do doprowadzenia „dolnośląskiej perły” do ruiny. Konserwator zaczął pisać listy protestacyjne, sporządzać dokumenty wykazujące ogromną wartość tego, co planowano bezpowrotnie zniszczyć. Wspomina o tym w swojej książce „Erlbter Jahre Widerschein” („Odblask przeżytych lat”) – „Tak między profesorem Gieslerem, a mną doszło do ostrego sporu, gdy przedłożył projekt przeobrażenia Sali Maksymiliana. Wspaniały, harmonijny zespół rzeźb, stiuków i malowideł najlepszych śląskich i czeskich mistrzów chciano zastąpić wystrojem architektonicznym o cechach ówcześnie panującego pseudoklasycyzmu, typowego dla sztuki w III Rzeszy.”

Sala Maksymiliana – przy jej ozdabianiu pracowali liczni artyści: architekt F.A. Hammerschmidnt, rzeźbiarz J.G. Schenk, sztukator Ramelli oraz czeski malarz F. A. Scheffler

Sala Maksymiliana ozdobiona jest 12 pilastrami o złoconych głowicach, symbolizującymi 12 miesięcy roku, bogato rzeźbione marmurowe kominki ustawione są symetrycznie na wprost siebie, a żyrandole i kinkiety wykonano ze złoconego drewna lipowego. Źródło fotografii: fotopolska.eu

Fotografia jednego z kominków w Sali Maksymiliana opublikowana w „Die Welt” nr 36/1927

Sala Maksymiliana utrzymana jest w stylu oryginalnego śląskiego baroku, inspirowanego sztuką włoską z tamtego okresu. Jest to jedna z największych i najpiękniejszych sal barokowych na Śląsku. Jej nazwa pochodzi od imienia Konrada Ernesta Maksymiliana von Hochberga, który był fundatorem barokowej części zamku

Powyżej supraporta południowa w Sali Maksymiliana

Wojenne dewastacje

W Szczawienku wybudowano dużą rampę kolejową do rozładunku materiałów budowlanych na potrzeby „adaptacji”. Robotnicy wyrywali granitowe kamienie portali, część piwnic zajęła policja, parter przeznaczono na kancelarię i sekretariat. Ze ścian zbijano rokokowe sztukaterie, z salonów usuwano obrazy, przemalowywano komnaty. Niszczono i rozkradano zabytkowe wnętrza. Z pięknie zdobionych sal wyrywano zabytkowe freski, które potem wrzucano do wąwozu. Zniszczeniu uległo wyposażenie m.in. sal Maksymiliana, Konrada, Krzywej i Holu Bolka, gdzie usunięto zabytkowe plafony. Z drugiego poziomu piwnic zamkowych poprowadzono szyb klatki schodowej do pierwszej kondygnacji nowych podziemi budowanych pod zamkiem. W związku z tymi pracami  w jednym z parterowych pomieszczeń ustawiono kompresor, rujnując tym samym wiekową posadzkę. Na głównym tarasie, obok wlotu szybu wentylacyjnego, ulokowano skład materiałów budowlanych, natomiast przed budynkiem biblioteki wybudowano tajemniczy żelbetonowy zbiornik, w którym według świadków nawet zimą woda była ciepła. Przerażony ogromem zniszczeń Grundmann ratował co mógł. Bogaty księgozbiór i gromadzone przed ponad 400 lat archiwalia Hochbergów umieścił w jednym z dolnośląskich klasztorów. Część depozytów zamkowych i bardziej wartościowych mebli przeniósł do pałacu w Borowej, a później do rezydencji bocznej gałęzi Hochbergów w Roztoce. Przewidując, ze ich cenne rodowe nieruchomości będą narażone na zniszczenie bądź rabunek, rozproszył je i ukrył w wielu znanych tylko sobie miejscach. Odnalezione zostały nieliczne. Pozostałe wciąż czekają na prawowitych właścicieli.

Podczas pisania artykułu korzystałem z książek „Dolny Śląsk jakiego nie znacie” Joanny Lamparskiej oraz „Podziemia III Rzeszy” Jerzego Rostkowskiego. Za udostępnienie fotografii dziękuje Centrum Europejskiemu w Książu. Zapraszam do podziwiania pięknych zamkowych wnętrz na tych wyjątkowych zdjęciach

Sala Konrada

Sala Konrada mieści się w renesansowej części zamku, tzw. Długim Domu. W XVIII wieku uzyskała piękny barokowy wystrój, zniszczony w wyniku barbarzyńskiej przebudowy

Do naszych czasów zachowały się jedynie stiukowe dekoracje (na ścianie z wielkimi oszklonymi drzwiami) oraz także stiukowy, neobarokowy kominek z trójkątnym zwieńczeniem wypełnionym muszlą

Zaginiony gobelin z Sali Konrada

Sala Konrada podczas przebudowy

Sala Konrada po 1945 roku

Powyżej Sala Konrada AD 2010

Salon portretowy obecnie Zielony położony od północnej strony Sali Maksymiliana

Przed ostatnią wojną odwiedzający ten salon podziwiali zgromadzoną w nim piękną kolekcję porcelany oraz zdobiące ściany portrety rodzinne właścicieli zamku. Do naszych czasów przetrwała utrzymana w stylu rokoko, bogata dekoracja sztukatorska sufitu oraz oryginalny barokowy kominek z czerwonego marmuru z kartuszem w kluczu.

Salon zielony po 1945 roku

Salon Zielony obecnie. Mieszczańskie meble wypełniające obecnie wnętrze tego pomieszczenia pochodzą z końca XIX wieku.  Zdjęcie wykonane przez Halinę C z Wrocławia

Salon Złoty obecnie Biały

W przedwojennych przewodnikach salon ten nazywano „Czerwonym” lub „Złotym” co miało związek z czerwonymi draperiami zdobiącymi ściany i złoconymi rokokowymi sztukateriami.  Sufit pokrywa piękna dekoracja sztukateryjna obfitująca w różnorodne motywy zdobnicze (motyw kratki regencyjnej, liści akantu, girlandy i bukiety z róż). Oryginalny kominek wykonano z różowego, włoskiego marmuru, jest on bogato zdobiony płaskorzeźbami. Jego boki stanowią dwa maszkarony, w kluczu waza, a wewnątrz żeliwne płyty utrzymujące ciepło.

Powyżej Salon Biały dziś. Meble zostały wykonane około 1840 roku, a sprowadzono je po wojnie ze Szczawna Zdroju, z tamtejszego hotelu „Śląski Dwór”, ufundowanego przez Hochbergów jako słynny „Grand Hotel” (dziś Sanatorim nr 1)

Sala Krzywa na pierwszym piętrze

Sala Krzywa podobnie jak Sala Konrada została całkowicie zniszczona podczas wojennej przebudowy.  Była to jedna z najpiękniejszych sal w tzw. Zamku Górnym. Niestety jej późnogotycki, przechodzący w renesans wystrój zamieniono na osławiony „nowy styl”. O dawnej świetności tego miejsca zaświadcza zachowany do dzisiaj renesansowy kominek z szarego piaskowca. Ozdabiają go płaskorzeźby, m.in. trzy herby w otoczeniu girland podtrzymywanych przez putta.

Poniżej Sala Krzywa na drugim piętrze – przed wojną gabinet księcia

Salon barokowy

Posiada autentyczny XVIII wieczny plafon. Centralne malowidło plafonu przedstawia mitologiczną postać – boginię Florę, opiekunkę przyrody. Cztery narożne medaliony z amorkami zrekonstruowano w 1975 roku. Dawniej na ścianach wisiały portrety rodzinne Hochbergów, a wyposażenie wnętrza uzupełniał rokokowy kominek. Obecnie ściany salonu pokryte są tkaninami lnianymi, zaprojektowanymi przez prof. Zofię Wnuk. Na ścianie – obraz nieznanego malarza przedstawiający patronkę łowiectwa Dianę. Na uwagę zasługuje intarsjowana skrzynia podróżna,  wykonana z drewna dębowego, sygnowana datą 1724. Pozostałe meble w tym salonie to: – stół konsolowy z marmurowym blatem dwa krzesła dębowe w typie mebli gdańskich; – serwantka z końca XIX w.; – fotel kościelny z XIX w. z tapicerką wykonaną ściegiem „petit point”. Poniżej sali barokowy dziś


Zdjęcia poniżej pokazują amfiladowe przejścia w ciągu barokowym

Poniżej sala jadalna na parterze – dziś zamkowa kaplica

To samo wnętrze pełni dziś rolę kaplicy, używanej z resztą bardzo rzadko

Hall Myśliwski

Hall Myśliwski posiada wystrój renesansowy i  znajduje się obok Czarnego Dziedzińca. W przeszłości był nazywany Czarnym Hallem. Do naszych czasów zachował się tu wspaniały renesansowy kominek oraz oryginalny, pięknie rzeźbiony polichromowany strop z drzewa modrzewiowego. Interesujące są też neorenesansowe portale drzwiowe, a także widoczny na południowej ścianie krużganek, niegdyś umożliwiający przejście do pokojów książęcych. 

Poniżej Hall Myśliwski dziś

Sala Rycerska

Dawniej znajdowała się tutaj ekspozycja białej broni. Sklepienie sali pokrywa bogata polichromia. Bogata boazeria zdobiąca ścianę wykonana została współcześnie w pracowniach Zamku Książ. W miejscu drewnianej balustrady znajdowała się dawniej ozdobna żelazna krata.

Sala Rycerska dziś

Poniżej schody prowadzące z Hallu Myśliwskiego do Sali Kominkowej

Poniżej Sala Kominkowa – z jej arcybogatego wnętrza zachował się dziś jedynie kominek

Kominek w sali kominkowej

Poniżej schody trawertynowe

Hall trawertynowy

Poniżej dwie fotografie wnętrz, których nie udało mi się niestety zidentyfikować . Proszę o podpowiedzi

Daisy i jej życie w Monachium

Willa przy Ismaninger Strasse 95 dzisiaj. Wybudowany w podobny stylu dom w Wałbrzychu przy ul. Moniuszki 43 był ostatnią rezydencją Daisy von Pless. W porównnaiu do will monachijskiej wypada dzis bardzo blado. Piekny budynek niestety niszczeje

Na zdjęciu Daisy von Pless w swoim „okresie monachijskim”

Po rozwodzie z Janem Henrykiem XV von Hochbergiem, księciem von Pless, jego angielska żona, słynna Daisy opuściła Książ i zamieszkała w luksusowej willi w Monachium. W dzisiejszym wpisie opowieść o perturbacjach związanych z przekazaniem domu, a także homoseksualnych orgiach, do których dochodziło za jego zamkniętymi drzwiami.

Mateusz Mykytyszyn

Ostateczny protokół rozwodowy między Janem Henrykiem XV von Hochbergiem, Księciem Pszczyńskim i baronem na Książu, a jego pochodzącą z Anglii żoną Daisy został podpisany przez obie strony 2 października 1922 roku i uzyskał moc prawną po ogłoszeniu w sądzie berlińskim 4 grudnia 1923 roku.  Hans okazał się szczodry, zapewniając żonie poziom życiowy do którego była przyzwyczajona i który odpowiadał jej pozycji. Były mąż zobowiązał się do opłacenia służby i osób towarzyszących , zakupu i utrzymania samochodu, a także zapewnienia odpowiednich apanaży. Na mocy porozumienia Daisy otrzymała także rezydencjonalna willę Les Marguerites w La Napoule na Riwierze oraz główną rezydencję w Monachium przy  Ismaningerstasse 95.  Zbyt wiele okoliczności i wydarzeń (m.in. przyjęcie przez Hansa i jego synów obywatelstwa polskiego oraz stopniowe uszczuplanie się ich fortuny) sprawiły, że Książę Pszczyński nie mógł się wywiązać ze swych obietnic i podpisanych umów. Po zakupieniu domu w Monachium (położonego przy parku Herzoga, w jednej z najbardziej prestiżowych dzielnic miasta), Daisy zgodziła się przebywać w hotelach, w sanatoriach lub w La Napoule, dopóki nie zostaną w nim przeprowadzone niezbędne remonty. Między Daisy i Janem Henrykiem trwał spór o pełne i punktualne wypłacanie alimentów. Nadzieje księżnej na równowagę finansową okazały się płonne, bo powołanie nowych adwokatów z obu stron jedynie przedłużyło proces sądowy.

Powyżej willa czasach kiedy mieszkali w niej Hochbergowie. Poniżej wykonane niemal z tej samej perspektywy zdjęcie współczesne

Remont bez końca

Jesienią 1924 roku powstał nowy problem kiedy nie sprzyjająca Daisy Administracja Pszczyńska obwieściła, że jej willa w Monachium, jest po remoncie i „już gotowa do zamieszkania”. Spór dotyczył od tej chwili umeblowania, gdyż zgodnie z opinią rezydujących w Wałbrzychu urzędników, w Książu brakowało odpowiednich do tego obiektów i materiałów. Daisy czuła się głęboko urażona, wiedząc, że w podwałbrzyskim zamku o 600 pokojach znajduje się mnóstwo cennych mebli i wszelkiego rodzaju przedmiotów potrzebnych do komfortowego wyposażenia wnętrz. To co ostatecznie przetransportowano do Monachium, było nie do przyjęcia więc reprezentujący Daisy mecenas, wniósł zażalenie z powodu „żałosnego stanu łóżka i nakrycia stołowego”, pochodzącego z Książa. Do tego czasu remont willi monachijskiej pochłonął 154.790 marek, a Administracja Pszczyńska nie bez złośliwości dopytywała w korespondencji „czy to będzie trwało w nieskończoność”.

29 kwietnia 1925 roku reprezentujący księcia Wolfgang Schmidt przedstawił Daisy nieprzekraczalny, dziesięciodniowy termin wprowadzenia się, choć w tym czasie stały tam jedynie dwa łoża, bez materaców i pościeli, nie było zasłon w oknach i jakichkolwiek sprzętów w kuchni. Daisy wprowadziła się do monachijskiego domu jednak dopiero w 1929 roku. To właśnie w tym domu doczekała triumfu jaki przyniosła jej publikacja pisanych przez wiele lat pamiętników, które wydano m.in. po angielsku, niemiecku i francusku. Honorarium autorskie przynajmniej na jakiś czas przyniosło ulgę w tarapatach finansowych, których księżna doświadczała regularnie w latach 20-tych i 30-tych. Daisy polubiła swój nowy dom, który zaczęła urządzać wedle własnego gustu. Wewnętrzny hall monachijskiej rezydencji służył także jako living room. Klatka schodowa była wyłożona ciężkim, niemieckim drewnem. Dla przeciwwagi ściany wyłożono jasnymi brokatami, a w oknach zawisły aksamitne kotary w kolorze wina. Wszędzie też zainstalowano lampy o  pastelowych abażurach, które rozjaśniały ponure pomieszczenia.

Homoseksualne orgie w łóżku Daisy

Hrabia Aleksander von Hochberg, ukochany syn Daisy, który urządzał w jej domu orgie z młodymi mężczyznami

Problem owej, rzekomo fatalnej willi przy ulicy Ismaninger, jeszcze bardziej się zaostrzył, kiedy Daisy postanowiła prowadzić w niej wspólne gospodarstwo z ukochanym synem Aleksandrem zwanym przez wszystkich Lexelem. Wyrafinowany sposób życia i skłonność do luksusu niebotycznie podniosły koszty ich utrzymania. Daisy oficjalnie przekazała synowi pełnomocnictwo do załatwiania jej wszelkich spraw finansowych. Doprowadziło to do chaosu, gdy lekkomyślny Lexel zastawił cenne matczyne futra z soboli i szynszyli, a jako zabezpieczenie dla wierzycieli przekazał jej słynną koronę hrabiny Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Ponadto średni syn von Plessów wywoływał skandal za skandalem. Kuzynka Daisy, Ena FitzPatrick wspominała epizod, którego była świadkiem w monachijskim domu na początku lat 30-tych. Gdy pewnego dnia postanowiła odwiedzić kuzynkę, nie wiedząc, że ta nie wróciła jeszcze z kolejnego wypadu na Lazurowe Wybrzeże, znalazła się w jej domu w środku zorganizowanej przez Aleksandra homoseksualnej orgii. „Nagie, męskie ciała były wszędzie w najróżniejszych pozycjach, w łóżkach, rozciągnięte na stołach, nawet w wannach. Kiedy zobaczyłam dwóch kopulujących młodzieńców w łóżku Daisy, wybiegłam z budynku i moja noga nigdy więcej tam nie stanęła”

W 1933 roku Daisy groziło już zarekwirowanie domu wraz z całym wyposażeniem. W tej skomplikowanej sytuacji Administracja Pszczyńska postanowiła zignorować pełnomocnictwa Lexela i od stycznia 1934 roku posyłać alimenty wprost na adres księżnej. Zaległości w rachunkach księżnej sięgnęły już wtedy ponad 10 tys. marek, a pszczyńscy urzędnicy stwierdzili, że nie są już w stanie pokrywać wydatków na utrzymanie byłej żony Hochberga. Na początku marca 1935 roku starszy syn Daisy, Hansel (późniejszy Jan Henryk XVII, baron na Książu i Książę Pszczyński) odwiedził matkę w Monachium, aby w delikatny sposób zaproponować jej powrót do Książa. O dziwo Daisy na tę propozycje przystała, a jej życie w stolicy Bawarii dobiegła końca. „Nowy rozdział” w Książu to już jednak zupełnie inna historia…

Na deser kilka fotek przedstawiających willę Daisy w Monachium. Dziś ma tam swoją siedzibę mała firma wydawnicza

 

Podczas pisania artykułu korzystałem z książki W.Johna Kocha „Księżna Daisy” oraz z rzadkiej, wydanej w 1993 roku na Sri Lance publikacji „The three of us” autorstwa L.J. Ludovici, opisującej losy m.in. Aleksandara von Pless i Eny FitzPatrick. 

Daisy w podróży

Księżna Daisy z mężem Janem Henrykiem XV odbywali wiele atrakcyjnych podróży po świecie. Bywali w Egipcie, Indiach, nad Morzem Czerwonym. Ich wyprawy do europejskich stolic, na królewskie i cesarskie dwory należały do regularnych rozrywek, ale także obowiązków. Daisy była zapaloną globtroterką i bardzo cierpiała, kiedy brak fundusyz i zły stan zdrowia uniemożliwiły jej dalsze wojaże, co dla wiernych czytelników naszego historycznego cyklu, w którym upowszechniamy wiedzę o najsłynniejszej wałbrzyszance, nie powinno już stanowić  żadnej tajemnicy.

 Mateusz Mykytyszyn

Jedną z pierwszych podróży zagranicznych, Daisy von Pless odbyła już jako mężatka, kiedy to spędziła miesiąc miodowy w Paryżu. W stolicy Francji wszystko było wówczas nowe i eleganckie, wieża Eiffla stała już od dwóch lat, a Toulouse-Lautrec malował tancerki z Moulin Rouge. Młodziutka księżna pszczyńska pierwszy sukces towarzyski odniosła w paryskiej ambasadzie Cesarstwa Niemieckiego.

Spacerek pod wieżą Eiffla w 1900 roku

W późniejszych latach małżeństwa, wyjazdy do Paryża i Londynu stały się dla Plessów normą. Mąż Daisy umarł w stolicy Francji 31 stycznia 1938 roku.  We własnej stolicy, czyli Berlinie bywali kilka razy w miesiącu, co ułatwiało doskonałe wówczas połączenie kolejowe z Wrocławiem, a także luksusowa prywatna salonka.

W podróż do brytyjskich wówczas Indii wybrali się tylko we dwoje, co miało ich zbliżyć po kryzysie związanym z utratą pierwszego dziecka. Przez Morze Czerwone i Ocean Indyjski w styczniu dopłynęli do Madrasu. Przez Haiderabad i Bombaj, dojechali do Kalkuty. Edward, książę Walii polecił swoim urzędnikom troskliwie zając się księstwem Pless, więc wszędzie przyjmowano ich gościnnie i z wielką pompą. Po drodze podziwiali sztukę indyjską i polowali na tygrysy. W Kalkucie powitał ich wicekról, lord Elgin, a z wieloma hinduskimi arystokratami szczerze się zaprzyjaźnili, co w przyszłości miało skutkować wieloma egzotycznymi wizytami w Książu i Pszczynie.

Sąd Najwyższy i stara latarnia w Madrasie w czasach gdy Indie należały do Imperium Brytyjskiego

W gościnnym domu maharadży Cooh Behar w Darjeeling bawili się wspaniale. Bardzo modna była wówczas jazda na rolkach i Daisy ucząc się upadła nieszczęśliwie, kalecząc twarz. To właśnie podczas rekonwalescencji w hinduskim pałacem, zapałał do niej płomiennym uczuciem jego właściciel. To jednak osobna opowieść, która przedstawiłem kilka dni temu. Zapraszam do zapoznania się także z tym wpisem

W marcu 1911 roku Daisy wyjechała do już wtedy popularnego wśród turystów Egiptu. Jej dzieci zostały pod opieką nianiek. Mąż nie mógł czy nie chciał z nią wyjechać, więc towarzyszyła jej siostra Shelagh  z mężem, księciem Westminsteru. Zatrzymali się w Chartumie i stamtąd wyprawili na południe w dół Nilu. Z Egiptu towarzystwo wróciło do willi La Patourelle w Nicei, gdzie powstał jej słynny porter naszkicowany węglem przez słynnego amerykańskiego malarza, Johna Singera Sargenta.

Jeden z najsłynniejszych widoków świata w 1912. Takim widziała go Daisy von Pless

 Daleko i blisko

Bliższe okolice były dla nich zapewne także interesujące, o czym świadczyć może epizod z zimy 1906 roku. W Karkonoszach do popularnych rozrywek należały wtedy zjazdy saniami rogatymi i z atrakcji tej korzystali przybywający tutaj turyści różnych stanów, także arystokracja. W lutym 1906 roku Jan Henryk XV z małżonką Daisy przyjechali salonką do Cieplic, a stąd w trzy zaprzęgi udali się do Jagniątkowa. Saniami rogatymi zjechali ze schroniska Peterbaude (Petrovka) w dół i wieczorem zajęli kwaterę w hotelu „de Prusse” przy obecnym Placu Piastowskim 20. Dwa dni później powtórzyli zjazd saniami tą samą trasą, do hotelu wrócili o godzinie 18:00, zjedli kolację i trzy godziny później udali się w podróż powrotną do Książa.


Hotel „De Prusse” zwany także „Preussenhof” w Cieplicach, pierwotnie z zagospodarowaniem parkowym w tylnej części parceli. Po 1945 kino „Piast”. Jako hotel wzmiankowany już w 1817, gruntowna przebudowa około 1840 przypisywana architektowi Tollbergowi (według G. Grundmanna), w 1905 r. własność rodziny Fuchs. Źródło zdjęcia wroclaw.hydral.com.pl

W 1913 r., kiedy między Daisy, a mężem coraz częściej pojawiały się konflikty, księżna udała się w podróż do Ameryki Południowej z bratem Georgem, który także miał małżeńskie problemy. Odwiedzili Brazylię i Argentynę, gdzie pływali po Paranie, odwiedzali plantacje kawy i hodowle bydła, wędrowali po tropikalnym lesie, byli w operze, grali w ruletkę. Niestety, podróż ta nie poprawiła ich sytuacji małżeńskiej. George rozwiódł się z Jenny Churchill i ponownie się ożenił, natomiast Daisy nie chciała rozwodu.

Rio de Janeiro w roku 1913, w którym odwiedziła je piękna arystokratka z dalekiego Książa

Na marginesie warto wspomnieć, że podróże po Europie odbywała Daisy i jej rodzina na ogół prywatnym wagonem-salonką z apartamentem księżnej oraz przedziałami dla służby i dam dworu. Używano jej także do podróży z Książa (ze stacji kolejowej w Świebodzicach) do Pszczyny. Zdarzało się, że kiedy zatrzymywała się na dłużej w jakimś hotelu, z Książa przywożono tam jej ulubione fotele i sofy, aby mogła się czuć swobodnie i swojsko.

Podczas pisania artykułu korzystałem z doskonałej biografii księżnej Daisy, autorstwa Beaty Górnioczek i Bronisławy Jeske-Cybulskiej pt. „Księżna Daisy, Pani na Książu i Pszczynie”.

 

Służba w zamku Książ

Na zdjęciu pokojówki księżnej Daisy

Dzięki uprzejmości spółki zamek Książ mam przyjemność zaprezentowania dziś nieznanych szerokiej publiczności fotografii przedstawiających zamkową służbę. Pokryte patyną czasu zdjęcia zostały wykonane na początku XX wieku i pochodzą ze zbiorów potomków pracowników. Opowieść o życiu ich przodków nijak się ma do romantycznej bajki o pięknych księżniczkach i zamkach na skale.

 

Służba książęca podczas chwili wytchnienia na jednym z tarasów

Louis Hardouin – francuski kucharz i fotograf  na tle Książa. Autor prezentowanych fotografii. Zdjęcia pochodzą z lat 1909 – 1930 z albumu podarowanego zamkowi przez wnuczkę Louisa Hardouina

Opr. Mateusz Mykytyszyn

Jan Henryk XV von Hochberg, książę von Pless i ostatni Pan na Książu, był wyjątkowo czuły na punkcie swojego książęcego statusu, co drażniło jego piękną żonęDaisy. Na tym tle dochodziło między nimi do wielu nieporozumień. „Mój mąż jak i cesarz przywiązuje zbyt dużą wagę do etykiety”. W Książu należało przestrzegać najprzeróżniejszych jej wymogów. „Mąż był zły, bo kazałam jego kamerdynerowi włączyć ogrzewanie, zamiast wezwać odpowiednią osobę. Bez jej natychmiastowej pomocy człowiek może udusić  się lub zamarznąć, ale nie może zastąpi jej kto inny”. To jedna z niewielu uwag w słynnych pamiętnikach księżnej Daisy, która mówi bezpośrednio o roli służby na zamku. Angielce zabrało trochę czasu na zgłębienie arkanów niemal feudalnego życia książąt. Przyzwyczaiła się jednak do osobistego służącego w czerwono-złotej liberii, który wszędzie jej towarzyszył. I zapewne zdziwiłaby się, gdyby przyszło jej samej otworzy jakieś drzwi …

W zamkowej kuchni

Zachwycająca książańska kuchnia dziś znajduje się niestety w ruinie, choć zachowały się w niej nieliczne elementy wyposażenia

W Książu funkcjonowała armia pracowników kuchennych, których zadaniem było schlebianie najbardziej wyrafinowanym gustom książęcej pary i ich znamienitych gości, wśród których było wiele koronowanych głów. Zamkowa kuchnia znajdowała się na piątym piętrze. Tam też była chłodnia, gdzie osobno przechowywano dziczyznę, osobno warzywa i ryby. Było tam również pomieszczenie ze zbiornikiem na wodę deszczową, której używano w książęcym gospodarstwie Kuchnia znalazła się po przebudowie tak wysoko, aby arystokratyczne nosy nie musiały wdychać kuchennych zapachów. Książę zatrudniał ponad 600 osób służby, wśród nich 24 lokajów podających do stołu. Ci, którzy musieli być pod ręką przez całą dobę, mieszkali na czwartym piętrze pałacu – były tam służbowe pokoje, zaopatrzone w łazienki i ubikacje na korytarzu. Reszta mieszkała w służbowych oficynach, po obu stronach budynku bramnego.

W kuchni zamkowej nie mogło zabraknąć najnowocześniejszych sprzętów

Podobno psu nic się nie stało. Zabawne zdjęcie książańskich pracowników kuchennych

Kolacja w Sali Maksymiliana

Wieczorny obiad podawano w Książu w Sali Maksymiliana. Dla gości przygotowywano specjalne menu, brano pod uwagę ich kulinarne upodobania, ale także starano się wywoływać odpowiednie wrażenie. Przy komponowaniu potraw zwracano uwagę, aby następujące po sobie dania, nie były w jednakowej tonacji kolorystycznej. Spisy dań z poszczególnych, niekoniecznie ważnych dni  zbierano i oprawiano w specjalne książki, tworzące po latach swoistą kronikę kulinarnych obyczajów. Odnotowywano tam skrupulatnie liczbę i statut gości, rodzaj posiłków w ciągu dnia, podawane dania i napoje im towarzyszące. Statystyka ta była potrzebna służbie, aby mogła sprawnie obsługiwać wszystkie stoły.

Grupa lokajów w zachwycających liberiach pozuje przed kominkiem w Sali Maksymiliana

Codzienna dekadencja

W dni powszednie państwo zaczynali dzień około dziesiątej. Wtedy podawano herbatę, tosty i masło w kształcie kulek. Lunch jadano o czternastej, herbata była przewidziana o siedemnastej, a do obiadu zasiadano o dwudziestej pierwszej i biesiadowano do późnych godzin nocnych. W Książu nawet w dni powszednie zbierało się całkiem liczne grono domowników i gości. Nawet na co dzień funkcjonowały trzy stoły. Przy pierwszym, najważniejszym zasiadał książę z najbliższą rodziną i najznamienitsi goście. Drugi stół był przeznaczony dla biesiadników niższych rangą, a następnie stół marszałkowski dla ważniejszych dworzan i urzędników, a także gości, którzy nie zmieścili się przy stole drugim. Służba zachowywała podobną, ściśle przestrzeganą gradację. Pewnego razu księżna Daisy  doliczyła się wokół stołu dwóch nadochmistrzów, dwunastu podochmistrzów, osiemnastu lokajów w galowych liberiach, pięciu strzelców przybocznych i jeszcze kilku innych, pomniejszych służących.

Grupa zamkowych pracowników niższego szczebla 

Dla dzieci pracowników zamku, na stałe zamieszkujących książańskie służbówki uruchomiono w majątku szkołę

Stangret Hochbergów zawsze w przepisowej liberii

Życie w zamku to nie tylko ciężka praca, czasami także zabawa

Tak ogromny zamek jak Książ musiał posiadać własną drużynę straży pożarnej

Podczas pisania artykułu korzystałem z biografii Daisy pod tytułem Pani na Książu i Pszczynie autorstwa Beaty Górnioczek i Bronisławy Jeske-Cybulskiej oraz z pamiętników księżnej pod tytułem Taniec na wulkanie.

Daisy w sidłach maharadży

Shri Sir Nripendra Narayan, maharadża Cooch Behar (1862-1911) w paradnym mundurze brytyjskiego 6. kawalerii bengalskiej Księcia Walii

Daleko od zamku Książ, w egzotycznych Indiach i deszczowej Anglii, księżna Daisy von Pless wdała się w platoniczny (czy, aby na pewno…) romans z maharadżą Cooch Behar. Oto opowieść o miłości, która „stać się nie mogła”. Jest w niej wszystko co w klasycznym romansie potrzebne: flirtująca blondynka, wielbiciel o smagłym obliczu, zazdrosna żona oraz nieszczęśliwy wypadek.

Shri Sir Nripendra Narayan, maharadża Cooch Behar przejął władzę po ojcu mając zaledwie rok. Rządził państwem w Zachodnim Bengalu, które obejmowało powierzchnią 1 307 mil kwadratowych i liczyło około pół miliona mieszkańców. Jego księstwo było półautonomicznym krajem w Indiach Brytyjskich (obecnie jest to okręg w indyjskim państwie w zachodnim Bengalu, położony w pobliżu granic z Bhutanem, Bangladeszem i Sikkim). Szacując na podstawie przyznanych mu salw armatnich, Cooch Behar był piątym pod względem ważności pośród brytyjsko_indyjskich państewek. Brytyjczycy chwalili maharadżę za wprowadzony model administracji i próbę zwiększenia reprezentacji obywateli w rządzie. Maharadża był gorącym zwolennikiem monarchii. Brał aktywny udział w kampaniach militarnych w Indiach Brytyjskich. Często gościł też w Londynie i na dworze królewskim. Brytyjskiej opinii publicznej przedstawiano go jako idealnego reprezentanta indyjskiej kasty książęcej, a jego popularności sprzyjała sprawa sportowca, którą cieszył się na świecie. Maharadżowie na równi z przedstawicielami europejskich rodów królewskich przywiązywali dużą wagę do kwestii etykiety. W 1908 roku, król Edward VII zapewnił sir Nripendra Narayana, że „książęta indyjscy przyjmowani w Anglii… będą mieli pierwszeństwo przed książętami i innymi członkami angielskiej arystokracji”.

Księżna Daisy von Pless w wybornej toalecie podczas wizyty na dworze w Berlinie

„Ewa maharadży”

Maharadża spotkał Daisy von Pless po raz pierwszy w Newlands, jednej z posiadłości jej rodziców. Miałą wówczas 14 lat i nazywała się jeszcze Cornwallis-West, a o swoim domu w Książu pod Wałbrzychem prawdopodobnie jeszcze w ogóle nie słyszała. W czasie podróży do Indii w 1896 roku, już zamężna arystokratka przyjęła zaproszenie do Cooh Behar, gdy jej mąż Jan Henryk XV wybrał się na łowy na grubego zwierza do Hyderbadu i Madrasu. Daisy i maharadża przypadli sobie bardzo do gustu. Księżna przebywała w luksusowym pałacu Cooch Behar, olbrzymiej budowli wzorowanej częściowo na pałacu Buckingham. Maharadża miał wówczas 33 lata, a w jego małżeństwie najprawdopodobniej panowała napięta atmosfera, o czym mogą świadczy słowa Daisy z jej pamiętnika: „nie pozostaje wierny maharani, gdy wyjeżdża do Anglii i podróżuje, ale jest jej dobrym przyjacielem i opowiada jej o wszystkim”. Opisujące tę wizytę prostoduszne, gawędziarskie i pełne emocji fragmenty pamiętnika nie są dostatecznym potwierdzeniem, iż księżna znalazła się w centrum miłosnego trójkąta, choć sama otwarcie wyznaje” „Maharadża nazywa mnie panią Ewą, ponieważ Ewa jak mówi, była pierwszą kobietą, która skusiła mężczyznę”.

Lew na kolanach

Podczas pobytu w Daisy w Cooch Behar maharadża (nazywany przez nią „Lwem”) napisał do niej listy, wyznając „Kocham cię bardziej niż cokolwiek lub kogokolwiek na całym świecie” oraz „Wiodę podwójne życie, którego nienawidzę i które sprawia, że czasami czuje się szalony”. Ona zaś potwierdzała w swym pamiętniku: „Jestem po prostu diablicą i chcę jeszcze poczuć jego palce w moich lub jego rękę gładzącą mnie po głowie”. Czytając te słowa, należy mieć jednak na uwadze, że flirt stanowił wówczas powszechnie akceptowaną rozrywkę i w wielu pamiętnikach prowadzonych przed damy epoki edwardiańskiej, autorki rozwodzą się nad tym jak rozkochiwały w sobie adoratorów. Daisy nie stanowiła tu wyjątku. W pamiętniku wspomina flirty z kapitanami Grimstonem i Morleyem. Ten ostatni był w niej zakochany do tego stopnia, że gdy opuszczał panią na Książu, „musiał otrzymać dawkę brandy”. Księżna wyznała w swym pamiętniku, iż czasem wyobraża siebie w roli żony maharadży i jest pewna, że pewnego dnia, on poprosi ja o pocałunek, a ona „naturalnie powinna powiedzieć „nie”, ale choć nie wypada tego wyjawiać, chciałaby, aby to zrobił bez pytania”. Ich związek zwieńczyło dramatyczne wydarzenie z 3 kwietnia 1896 roku.

Sinti Devi, Maharani of Cooch Behar (1864-1932) według księżnej Daisy, najbardziej niezadowolona kobieta, jaką kiedykolwiek spotkała

Wypadek na rolkach i niezadowolona małżonka

Uciekając przed maharadżą podczas wyścigów na rolkach, Daisy upadła i poważnie okaleczyła twarz, w wyniku czego musiała spędzić tydzień z twarzą zawiniętą podwójna białą tkaniną jak „kobieta z haremu”. Maharadża, nieświadomy, że Daisy nie śpi, kilkakrotnie wszedł do jej sypialni i jak zanotowała w pamiętniku- „ukląkłszy przy łóżku, głaskał mnie po czole, trochę mówił i modlił się”. Daisy była przekonana, że żona egzotycznego księcia nie domyśla się uczuć żywionych przez męża do ich jasnowłosego gościa z dalekiego Dolnego Śląska. Księżna obwiniała ją o zgryzoty maharadży i uważała, za „nieco obłąkaną” oraz głupią. Zanotowała też: „patrzy na niego jak kot, jest szaleńczo zazdrosna, mówi każdemu okropne rzeczy na jego temat (co nie jest do końca prawdą, jako, że powiedziała mi, iż chciałaby być uznawana za Europejkę, ale nie myśli jeszcze w sposób europejski i nie posiada europejskiej edukacji, jest osobą o wąskich horyzontach”). Opisując skargi maharani oraz jej chęć separacji z mężem, Daisy skwitowała je słowami: „to najbardziej niezadowolona kobieta, jaką kiedykolwiek spotkałam”.

Nazwa państwa maharadży za sprawą „Opery za trzy grosze” Bertolta Brechta stała się po 1928 roku, sławna w niemieckojęzycznym świecie, a w miarę wzrostu popularności utworu także w Europie i Stanach Zjednoczonych, będąc odtąd synonimem „krańca świata”. Maharadża zmarł nagle 18 września 1911 roku w angielskim kurorcie Bexhill-on-Sea. Osierocił czterech synów i trzy córki. Sinti Devi przeżyła swojego męża o ponad 20 lat, a najstarszego syna widziała na tronie zaledwie przez dwa lata, zanim nie zapił się na śmierć w 1913 roku.Księżna Daisy von Pless zmarła w biedzie w Wałbrzychu w 1943 roku.

Podczas pisania artykułu korzystałem z albumu „Daisy of Pless: the Happy Years” autorstwa Rusella Harrisa oraz „The private diaries of Princess of Pless” wydanych w Londynie w 1950 roku.

 

 

 

Rumuńska królowa, cesarskie manewry i Daisy w tiulu

Na zdjęciu księżna Daisy von Pless (siedzi druga z lewej) i następczyni tronu Rumunii Maria (siedzi druga z prawej) w zamku Książ w 1906 roku 

Obie były jasnowłosymi Angielkami z najwyższych sfer, słynącymi z liberalnych poglądów i radości życia. Obie poślubiły cudzoziemców z którymi przyszło im żyć w dalekich, często mało przyjaznych krainach. Obie mogły się pochwalić talentem literackim, którego pokłosiem były poczytne przed II wojną światową pamiętniki. Zapraszamy do opowieści pochodzącej z memuarów królowej Rumunii, Marii, która jeszcze jako następczyni tronu gościła w Książu w 1906 roku, gdzie poczyniła szereg obserwacji na temat „uroczej gospodyni” księżnej Daisy von Pless. Relacja z wizyty i cesarskich manewrów pod Wrocławiem zawarła w wydanej w 1931 roku „Historii mojego życia” dla polskich czytelników dostępna jest po raz pierwszy.

 

Daisy von Pless

Maria Rumuńska

Następczyni rumuńskiego tronu, księżniczka Maria i księżna Daisy von Pless były podobne fizycznie i charakterologicznie. W londyńskim studio fotograficznym Lafayette zostały sportretowane w podobnej stylistyce

Wybór i tłumaczenie: Mateusz Mykytyszyn

Pewnego razu podczas naszych dorocznych, jesiennych wakacji (o ile pamiętam właściwie, był to rok 1906) złożyłam wizytę Księciu i Księżnej Pszczyńskim w Książu, ich wspaniałym domu na Śląsku. Daisy przeniosła na tamtejszy grunt angielską modę, dużych przyjęć domowych. Ich ogromny zamek był zawsze pełen ludzi, gości przyjmowali w wielkim stylu, nie licząc się z kosztami, co z perspektywy dzisiejszej drożyzny wydaje się wręcz fantastyczne. Nie przypominam sobie dokładnie, jak doszło do tego, że przyjęłam to zaproszenie, ponieważ krąg moich zainteresowań w tamtym czasie był zupełnie inny, a przyjęcia takie jak w Książu należały do tabu w świecie Wuja Karola (Karol I – król Rumunii, wuj męża Marii, człowiek z opinią despoty i konserwatywnego tyrana – przyp. MM). Przypuszczam, że udałam się tam bez pytania o zgodę, której i tak zapewne bym nie uzyskała. Pojechałam razem z moją siostrą Hohenlohe i naszą kuzynką Zofią, wówczas już następczynią tronu Grecji.

Daisy nie miała zielonego pojęcia o czasie; była aktywna do późnych godzin nocnych i zawsze jako ostatnia przychodziła na posiłki, ku rozpaczy jej sztywnego i tak niemiecko-poprawnego męża, który co rusz próbował wymyślać prawdopodobne wymówki, usprawiedliwiające jej brak punktualności. Każdy mógł robić w Książu, co mu się rzewnie podobało, wszystko było do dyspozycji gości, ale nasza czarująca gospodyni nie ustawała w wysiłkach w zapewnieniu świetnej zabawy także sobie samej, tak więc goście rozdzielali się, a następnie łączyli w małe grupki według własnego gustu. Tereny same w sobie były zachwycające, a zamek tak ogromny, że trudno go było poznać w całości.

Książę Pszczyński prowadził wielką stajnię z końmi najczystszej krwi, tak, że kilkakrotnie zdarzyło mi się być z Daisy na przejażdżkach. Pierwszego dnia, obdarowano mnie pięknym kasztanem, który zaczął od wyprostowywania się na tylnych nogach. Sposób w jaki go poskromiłam, sprawił, że udało mi się uzyskać poklask u wytrawnych jeźdźców. Daisy była doskonałą amazonką, a i jej mąż jeździł bardzo dobrze. W towarzystwie wielu Anglików, łącznie z sir Ian Hamiltonem, wyjechaliśmy daleko w pola w poszukiwaniu wspaniałych oddziałów cesarza Wilhelma, które zebrały się tej jesieni w sąsiedztwie Wrocławia na corocznych cesarskich manewrach.

Po wystawnym wieczornym posiłku, zazwyczaj odbywały się tańce, a w przerwach między nimi, spacerowaliśmy po pięknych tarasach, które „spoglądały” w głęboką, leśną dolinę, ponieważ Książ jest cudownie położony na wzgórzu.

Pamiętam dobrze jeden wieczór, kiedy moja próżność została połechtana wielkim sukcesem. Byłam odziana w jasnoróżową, obszytą srebrną nicią suknię, zaprojektowaną na modłę grecką. Na moich jasnych włosach miałam klasyczny wianek z róż, który doskonale współgrał z moją twarzą. Byłam wówczas świadoma, co czasami zdarza się każdemu, że wyglądam najlepiej jak potrafię, a to samo w sobie jest stymulujące. Wśród gości był pewien Amerykanin, doskonały tancerz i zostaliśmy poproszeni o pokaz „walca bostońskiego”, który był wówczas bardzo modny.

Mój partner i ja mieliśmy cały parkiet tylko dla siebie i tańczyliśmy tak, że nasze ciała znalazły się w doskonałej symbiozie i poruszały się w perfekcyjnym rytmie. Byłam przepełniona tym specjalnym uczuciem, które pochodzi ze świadomości, że zrobiło się coś dobrze, a zachwycona publiczność na nas patrzy. Miałam wrażenie, że płynę, że frunę, a moja wykończona srebrem suknia „śledziła” z gracją nasze ruchy. Zdawałam sobie sprawę, że wszystkie oczy były zwrócone na mnie i przyznaje się, że ten mały triumf sprawił mi ogromną przyjemność.

Wielkie manewry kończyły się ogromną paradą we Wrocławiu i Daisy błagała mnie i moja siostrę, abyśmy zostały i towarzyszyły jej w powozie z którego miałyśmy oglądać zachwycającą prezentację oddziałów. Ze względu na obecność Kajzera miasto znajdowało się w stanie radosnego podniecenia.

Cesarz Wilhelm II wraz z cesarzową podczas wizyty we Wrocławiu we wrześniu 1906 roku. Fotografia zrobiona po przejeździe orszaku

 

Karety Plessów słynęły ze swojej wspaniałości i nadawały im królewskiego stylu. Daisy zdecydowała, że powinniśmy jechać z pełną pompą, a w rzeczywistości mieć prywatną procesję, przekonała mnie również, że powinnam włożyć najlepszą z moich toalet. Pamiętam mój długi, aksamitny płaszcz w kolorze śliwki. Całości dopełniał tyci toczek z kitą z piór, która znajdowała się nad uchem. Daisy miała sobie tylko znany sposób na otulanie się tiulem co nadawało jej zwiewnej aury, potęgując jeszcze wrażenie jakie wywoływała, kiedy się tylko pojawiła. Zachwycona tą naszą „reżyserią”, ciągle słyszę Daisy deklarującą, że przewyższymy blaskiem nawet cesarza w całej jego glorii.

Nasze pojawienie się było z pewnością wystarczająco widowiskowe, aby zadowolić każdą publiczność: wysokie karety na delikatnych kołach z gumowymi oponami, cztery wspaniałe konie, my dwie, młode, jasnowłose kobiety całe w uśmiechach i naszych odświętnych toaletach, a na przeciw nas Książę Pszczyński w zachwycającym mundurze.

Tego samego wieczoru we Wrocławiu wszystkie orkiestry wojskowe zebrały się razem pod oknami dużego hotelu w którym zatrzymał się cesarz ze swoja świtą i gdzie odbywał się bankiet. Nasi gospodarze troszcząc się o to, abyśmy mieli zapewniony dobry widok na to unikalne wydarzenie, również zameldowali się w hotelu, tyle, że na wyższym piętrze. Pamiętam, że leżałyśmy na oknie owinięte szeroką narzutę w kolorze czerwonym. Jasnowłosa głowa Daisy były blisko mojej, a moja siostra znajdowała się z drugiej strony, byłyśmy bardzo radosne i myślę, że chyba nawet bardziej niż towarzystwo na tarasie poniżej.

 

 

Pogrzeb Jana Henryka XV von Hochberg, Księcia von Pless – 7 lutego 1938 – Pszczyna

Na zdjęciu trumna z ciałem księcia w kaplicy zamkowej

Wszystkie fotografie wykonano 5 (przyjazd trumny) i 7 lutego (pogrzeb właściwy) 1938 roku w Pszczynie. Ich autorem jest Czesław Datka, a po raz pierwszy opublikowano je w Ilustrowanym Kurierze Codziennym tuż po wydarzeniu. Prezentowane tutaj kopie pochodzą ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego – audiovis.nac.gov.pl.

Oczekiwanie na peronie dworca w Pszczynie na przywóz z Francji trumny z ciałem księcia. Widoczny m.in.: syn zmarłego – hrabia Aleksander von Hochberg (w środku).

Górnicy wynoszą z wagonu trumnę z ciałem księcia.

Przewiezienie trumny z ciałem księcia z dworca do zamku w Pszczynie. Widoczna trumna  na platformie eskortowana przez górników

Warta honorowa górników przy katafalku z trumną w kaplicy zamkowej

Wyprowadzenie trumny z kaplicy zamkowej

Kondukt pogrzebowy przed zamkiem. Na pierwszym planie widoczni synowie zmarłego – książę Jan Henryk XVII von Hochberg z żoną i hrabia Aleksander von Hochberg oraz wdowa po Konradzie (Bolku) von Hochberg – Klotylda (w drugim rzędzie)

Kondukt pogrzebowy w drodze do grobowca w parku zamkowym

Kondukt pogrzebowy w drodze do grobowca w parku zamkowym. W pierwszym rzędzie widoczni synowie zmarłego: książę Jan Henryk XVII von Hochberg z żoną i hrabia Aleksander von Hochberg. W drugim rzędzie widoczna wdowa po Konradzie (Bolku) von Hochberg – Klotylda

Kondukt pogrzebowy w drodze do grobowca w parku zamkowym

Członkowie kondutku żałobnego niosą poduszki z orderami zmarłego księcia

Górnicy przenoszą trumnę z ciałem księcia z karawanu do grobowca

Rodzina zmarłego przy trumnie nad grobem w parku zamkowym. Od prawej widoczni: książę Jan Henryk XVII von Hochberg z żoną, hrabia Aleksander von Hochberg oraz wdowa po Konradzie (Bolku) von Hochberg – Klotylda

Fotokopia  świadectwa zgonu księcia pszczyńskiego Jana Henryka XV von Hochberg, wystawiona w Paryżu 1 lutego 1938 roku. Mąż Daisy zmarł w tamtejszym hotelu Ritz 31 stycznia 1938 roku w wieku 76 lat