Pałac Czettritzów w Wałbrzychu – drugi odcinek cyklu „Ziemia na nowo odkryta”

Kolejna odsłona historycznego cyklu „Ziemia na nowo odkryta”.
Tym razem jeden z najcenniejszych zabytków Wałbrzycha, dawny Pałac Czettritzów, dziś Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Angelusa Silesiusa. Cykl powstający dzięki współpracy Cadro Media i Fundacji Księżnej Daisy von Pless ma przybliżyć zabytki i historię Wałbrzycha i Aglomeracji Wałbrzyskiej. Dziekuję za współpracę ekipie Cadro Media.

Daisy – reformatorka społeczna

W przeciwieństwie do obiegowego wizerunku, konstruowanego za jej życia, a potem utrwalonego w wersji literackiej, Daisy von Pless nie była tylko jedną z najpiękniejszych kobiet Europy ery edwardiańskiej. Miała życie bogatsze niż mogłoby się wydawać. Choć jako mężatka poruszała się w pełni tradycyjnym środowisku, to jej decyzje nie były konwencjonalne. Miałą swe ideały i wytyczone drogi, aczkolwiek biegły one zygzakowato. Była szczęśliwą, beztroską młodą angielką, urodziwą i bogatą księżną, małżonką jednego z najbogatszych dziedziców w cesarskich Niemczech, czarująca gospodynią zamku Książ, który pod jej rządami stał się miejscem spotkań europejskich władców i najwyższej arystokracji. Nie doznając szczęścia w małżeństwie, całą swą energię i talenty skierowała ku celom humanitarnym, stając się poniekąd jedną z pierwszych reformatorek społecznych na Dolnym Śląsku. W sferze polityki międzynarodowej walczyła o pokój. Ojcowską przyjaźnią darzył ją król Edward VII, jej przyjacielem był cesarz niemiecki Wilhelm II. Pierwszą wojnę światową Daisy spędziła w Niemczech jako pielęgniarka w szpitalach i w szpitalnych pociągach. Już jako kobieta rozwiedziona ogłosiła swe pamiętniki, cieszące się wielką poczytnością w Anglii, w Stanach Zjednoczonych i w niemieckojęzycznych krajach kontynentu europejskiego. Straszliwe cierpienia cieniem położyły się na późniejszych latach. Po urodzeniu trzeciego syna straciła zdrowie, po roku zaś 1920 stawała się coraz bardziej niepełnosprawna, a w końcu całkowicie uzależniona od opiekunki. Do końca uważana za jedną z najpiękniejszych angielskich arystokratek, była zmuszona obie wojny światowe przetrwać na „wrogim terytorium”. Mimo wszelkich jej starań, nigdy nie stałą się Niemką i nigdy za taką jej nie uważano.

Wybór Mateusz Mykytyszyna – prezesa Fundacji księżnej Daisy von Pless na podstawie „Daisy Księżna Pszczyńska” autorstwa W. Johna Kocha w tłumaczeniu prof. Dr hab. Zdzisława Żyguslkiego jun.

DOBRODZIEJKA UBOGICH:

Cesarz Wilhelm II z zainteresowaniem śledził próby reform społecznych, jakie podejmowała Daisy, uznawał jej zaangażowanie i podziwiał sukcesy. Także kanclerz von Bulow traktował jej wysiłki poważnie, pozytywnie odpowiadając na jej prośby o wsparcie finansowe dla reform socjalnych na Dolnym Śląsku. Pośród arystokracji niemieckiej humanitarne zabiegi Daisy, z małymi wyjątkami były źle widziane. Wytykano jej, że nie ograniczała się do dobroczynnej działalności w najbliższym otoczeniu, jak to było w zwyczaju pań niemieckiej arystokracji. Uważano, że „postępowy” ton z jakim księżna głosiła swe humanitarne dążenia nie był właściwy dla jej klasy. W przeciwieństwie do tych potępiających sądów niemieckiej szlachty, opinie wielu wiernych i lojalnych pracowników i urzędników zatrudnianych przez Książąt von Pless, a także wspomnienia licznych mieszkańców Wałbrzycha i okolic świadczą o czymś zupełnie innym. Wielu z nich zachowało bardzo pozytywny obraz księżnej „naszej Daisy”, która z cała swą spontaniczną naturą, choć z wciąż niepewnym językiem niemieckim, otwierała prostym ludziom drogę do siebie. Korzystali oni z jej idealizmu połączonego z praktycznym umysłem i znajdowali w niej, zarówno młodzi jak i starzy, prawdziwą opiekunkę i dobrodziejkę. Owi „zwykli” ludzie wychwalali Daisy w listach i we wspomnieniach oraz tworzyli, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, legendę „naszej Daisy”, ale poza ich klasą, głos ten było rzadko słuchany.

Roboty przy dzisiejszej ul. Wysockiego w Wałbrzychu. Po lewej elektrownia miejska, dziś hala OSiR-u

Wielkie ubóstwo i okropne warunki życia górników i ich rodzin widoczne były tuż za bramą parku w Książu i nie mogły ujść bystremu wzrokowi Daisy. Jej natarczywe pytania o to, co jej teść i mąż uczynili, aby ulżyć ludziom w tej żałosnej doli, pozostawały bez odpowiedzi. Co więcej, owa postawa Daisy była dla nich niepojęta i powodowała przykre nieporozumienia. Daisy uważała, że pewne posunięcia jej teścia dla poprawy egzystencji górników są zupełnie nie odpowiadające skali potrzeb. . Na początku XX wieku księżna Daisy von Pless w swoich zamysłach, planach i akacjach szukała nowych dróg oraz rozwiązań dla zapewnienia lepszej egzystencji i zabezpieczenia tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci tego regionu. Fatalne warunki, w jakich żył proletariat i większość ludzi pracujących kryły się za wzrastającym dobrobytem młodego cesarstwa niemieckiego po reformach „żelaznego kanclerza” Otto von Bismarcka Podczas niezwykłej ekspansji ekonomicznej nastąpiły również raptowne, często bolesne przemiany demograficzne i społeczne. Dramatycznie rozrosły się istniejące dolnośląskie miasta i powstały nowe, zwykle w miejscu dotychczasowych małych, sielskich miejscowości. Wszędzie tam gdzie założono nowe fabryki i zakłady przemysłowe. Nastąpiła gigantyczna migracja ludności ze wsi do ośrodków przemysłowych, urbanizacja, która doprowadziła do wyludnienia wsi z 75 % do 20 % całej populacji Niemiec i to w ciągu jednej generacji.  Dolny Śląsk stał się właśnie pierwszym przykładem tego fenomenu, jaki pociągnął za sobą fatalne skutki dla klasy robotniczej. Powstał proletariat, chmara ludności wyzbytej ziemi, spauperyzowanej, źle płatnej, niedokształconej. Właśnie w kierunku tych ludzi, początkowo wbrew woli swego męża i jego rodziny, zwróciła się Daisy. Można zadać pytanie, czy rzeczywiście rozumiała naturę ówczesnego cesarstwa niemieckiego i szczególną równowagę sił w jego społeczeństwie. Jej postawa wobec ludzi prostych wyrażała się w pomysłach wspierających przemiany społeczne, dla osiągniecia społecznego postępu. Jej hasła stanowiły okrzyk wojenny przeciwko własnej klasie i panującemu porządkowi. Daisy von Pless bardzo szybko miała odczuć reakcję własnej klasy i radykalizację ludzi w postaci związków zawodowych i organizacji politycznych – partii socjaldemokratycznych.

Piwnica w domu mieszkalnym przy dzisiejszej ul. Buczka w Wałbrzychu zaadaptowana na mieszkanie górnicze – początek XX wieku

Cesarstwo niemieckie opierało się na szlachcie, na korpusie oficerskim, na ziemiaństwie, w większości o statusie arystokratycznym, na burżuazji i urzędnikach. Od pewnego stopnia , wysokie stanowiska w armii i w administracji zarezerwowane były wyłącznie dla arystokracji. Burżuazja opanowała przemysł i handel, klasy robotniczej nie identyfikowano z potęgą, postępem i sławą imperium. Arystokracja i burżuazja były wrogo usposobione do partii socjaldemokratycznej, do której ostatecznie przystąpiło cztery i pół miliona ludzi i tuz przez I wojną światową zgromadziła 35 % głosujących do parlamentu. Miliony ludzi napływających ze wsi do miasta, znajdujących pracę także w wałbrzyskich i górnośląskich kopalniach Hochbergów uważano za „czerwonych” wrogów państwa. Przepaść pomiędzy biednymi i bogatymi nie dała się zasypać. Daisy nie ukrywała swej sympatii dla socjalistów i dla partii socjaldemokratów, która walczyła o prawa zbiedniałego proletariatu w zagłębiu przemysłowym Wałbrzycha. Znacznie później, kiedy mimo nadużyć i porażek rewolucji rosyjskiej, system socjalistyczny w wielu kręgach wciąż jeszcze budził nadzieję, księżna zrewidowała swoje poglądy. Nabrała sceptycyzmu co do socjalistycznych obietnic, polegających na możliwości zdobycia wolności i dobrobytu przez indywidualnego człowieka, bez środków i własności. Nigdy jednak nie mogła przejść obojętnie nad tą straszliwą różnicą między bogatymi, a ubogimi, pomiędzy przywilejami i brakiem przywilejów.

Piękno i splendor zamku Książ dzieliło zaledwie dziesięć minut jazdy powozem od straszliwej nędzy i brzydoty wysoko uprzemysłowionego Wałbrzycha, który symbolizował ekonomiczne i socjalne sprzeczności swego czasu. Książ leżał na brzegu dolnośląskiego zagłębia przemysłowego, podczas gdy zamek w Pszczynie dotykał niemal przemysłowego regionu Górnego Śląska. Oba te obszary gwarantowały księciu pszczyńskiemu ogromne dochody, pomimo, że uważano je za najbardziej w Niemczech zacofane. To jednak Wałbrzych stał się sceną pierwszego strajku górniczego w Niemczech. Węgiel na Dolnym Śląsku miał wprawdzie dobra jakość w procesach metalurgicznych, ale jego wydobywanie nastręczało wiele trudności z powodu warunków geologicznych. Koszty wydobycia były wysokie, a ponadto bardzo znaczne koszty transportu do rynków zbytu. Mocna konkurencję stanowiły kopalnie zagłębia Ruhry, a nawet kopalnie brytyjskie. Zbyt dolnośląskiego węgla trafiał też na przeszkody wobec raptownego rozwoju innych ośrodków produkcji. Prosta konsekwencją tych okoliczności było zaniżanie płac w kopalniach Dolnego Śląska, także tych jakie należały do książąt von Pless. Płace te były najniższe w całych Niemczech. Niektórzy górnicy pracowali w niepełnym wymiarze godzin, a bezrobocie stało się zjawiskiem chronicznym.

Przesz ponad dziesięć lat Daisy czyniła wszystko co możliwe, aby ulżyć wszechogarniającej górniczej nędzy i ostatecznie odniosła sukces. Swoją pracą charytatywną wzorem matki w rodzinnej Walii rozpoczęła od akcji odwiedzania ubogich wokół Książa, za każdym razem szczodrze ich obdarowując. Szybko jednak wyczerpały się zasoby przeznaczone na ten cel, choć nawet nie wykroczyła poza najbliższe sąsiedztwo zamku. Szybko uświadomiła sobie, że dziesiątki tysięcy ludzi w Wałbrzychu i okolicach nie potrzebują doraźnego wsparcia, ale kogoś, kto z energią i niezbędnymi środkami zwalczy przyczyny ich fatalnego stanu. Droga, jaką przeszła Daisy od pozycji dobroczynnej pani z zamku do postawy odważnej, obdarzonej wyobraźnią i energią reformatorki społecznej była trudna i dokonana w samotności. Początkowo brakowało jej odwagi i zaufania we własne siły. Podjąwszy własną drogę do celu, za zgoda lub bez zgody męża ostrożnie rozszerzała krąg swej działalności.

PROJEKTY DAISY:

Socjalne projekty Daisy nie opierały się jedynie na głębokim współczuciu. Nadzieje i pomysły, jaki ostatecznie przybrały kształt udanych projektów wynikały z wnikliwej obserwacji ludzi w najbliższej okolicy i nieco dalszych obszarów, ułożonych na podstawie starannej analizy. Akcje dobroczynne na rzecz ubogich bądź zbiedniałych robotników nie miały trwałego znaczenia, jeśli nie uwzględniały , we wszystkich okolicznościach godności tych ludzi. Daisy nauczyła się tego od swojej matki już we wczesnym dzieciństwie. To jest właśnie tajemnica jej szybkich sukcesów wśród ludzi mieszkających pod zamkiem Książ, w Wałbrzychu i okolicach.

Pełcznica

Mniej więcej około 1903 roku nastąpiła u Daisy przemiana z dobrodziejki ubogich w społeczną reformatorkę. Od tego czasu już nie ograniczała swej aktywności do obdarowywania pojedynczych osób potrzebujących wsparcia. Postanowiła dotrzeć do jądra sprawy i znaleźć istotne przyczyny nędzy i chorób wśród ludności. Głównym problemem było zatrucie naturalne środowiska i na tym problemie księżna się skupiła. Przepływająca przez Wałbrzych Pełcznica zbierała praktycznie na całej swojej długości wszystkie odpady fabryczne i kloaczne niemal stutysięcznej społeczności. Jej niegdyś romantyczne brzegi zostały ciasno zabudowane osiedlami robotniczymi, a dawniej królujący w jej wodach pstrąg zniknął zupełnie. Wałbrzyska rzeka przekształciła się w cuchnący ściek, zatruwając okolice strasznym odorem, docierającym aż na tarasy Książa. Daisy postanowiła odkryć źródło tego zatrucia. Ustaliła, że dziesiątki kopalń i fabryk wpuszczają do rzeki swoje ścieki. Z przerażeniem stwierdziła także, że wzdłuż brzegów ciągną się przybudówki i szopy oraz studnie, z których ludzie czerpią wodę do picia. Gwałtowny protest Daisy skierowany do władz lokalnych spowodował jedynie „urzędową inspekcję”. Jednak potwierdziła ona, że zatruta woda jest powodem wciąż powracających epidemii cholery i tyfusu, zbierających śmiertelne żniwo. Daisy nie dała za wygraną i kolejno interweniowała u władz we Wrocławiu, następnie przed rządem pruskim w Berlinie, aby w końcu zwrócić się do samego cesarza, opisując szczerze stan sanitarny Wałbrzycha: „gdzie tysiące ludzi żyje w norach, pozbawionych wszelkich urządzeń koniecznych do życia, zmuszonych do stawiania ubikacji, a raczej nędznych „prewetów” nad brzegami potoków i rzeki, powodując zatrucie wody niezbędnej do picia, jak również do mycia”.

Daisy naraziła się lokalnym władzom, zaś cesarz zwalił winę na węgiel jej teścia. Księżna von Pless zdała sobie sprawę z tego, że jej własne obserwacje i zalecenia nie wystarczają, że potrzebne są dowody naukowe. Najpierw zwróciła się więc z prośbą o ekspertyzę do bakteriologów z Uniwersytetu Wrocławskiego. Kolejną wykonali już specjaliści z Wielkiej Brytanii i pod przewodnictwem dra Greene’a grupa inżynierów zaprojektowała całkowicie wyodrębniony system kanalizacyjny. Zlikwidowano wszystkie przybrzeżne studnie i doprowadzono wodociąg do większości wałbrzyskich dzielnic. Ponadto zatruta rzeka została zakryta i w przestrzeniach zamieszkałych do dziś biegnie pod ziemią. Osobno zaprojektowano uznawaną w tamtych czasach za wielką oczyszczalnię ścieków. Ustalono też koszty tego ogromnego przedsięwzięcia. Daisy z dumą przedstawiła projekt pod nazwą „Raport komisji Greena” pruskiemu rządowi w Berlinie. W 1905 cesarz zawiadomił ją osobiście „że projekt, o który tak dzielnie walczyła będzie zrealizowany w wyniku przyznanych funduszy”.

Ogromne przedsięwzięcie – „oczyszczanie rzek” zakończyło się w 1912 roku. Jest bardzo znamiennym, że ostania epidemia tyfusu na tamtych terenach, w najbardziej zagęszczonym miasteczku Altwasser (dziś dzielnica Wałbrzycha Stary Zdrój) wybuchła w 1911 roku, aby się już nie powtórzyć.

Szkoła dla niepełnosprawnych dzieci

Księżna Daisy von Pless nieustannie odwiedzała rodziny robotnicze w ich domostwach i dzieci robotników w szkołach. Nie uszedł jej uwagi fatalny stan zdrowia tych dzieci, a szczególnie częste przypadki całkowitej ułomności. Okazało się, że jedynie 2 % dzieci w okręgu wałbrzyskim kontynuuje naukę po ukończeniu 14 roku życia. Połowa zaś dzieci w tym wieku kierowana jest już do pracy w różnych zakładach i fabrykach. Daisy najbardziej ubolewała nad losem dzieci ułomnych, niezdolnych do żadnego wysiłku. Mąż uważał jej troski za przesadne, a jedynym sprzymierzeńcem w szukaniu rozwiązania problemu był  jeden z dyrektorów administracji Książąt Pszczyńskich, niejaki Schulte. W tych okolicznościach w 1905 roku narodził się projekt utworzenia specjalnej szkoły dla niepełnosprawnych, młodych wałbrzyszan. W zachowanym „Raporcie Schultego”  czytamy m.in. „Ułomne dzieci jak dotąd nie mają żadnej prawnej opieki. Nie ma w tym kraju żadnych rozporządzeń prawnych dla zapewnienia tym dzieciom wykształcenia. Nieliczne zakłady opieki społecznej nie mają na ten cel żadnych funduszy. W samym Wałbrzychu nawet statystycznie nie ujęto liczby dzieci potrzebujących w tym zakresie pomocy”.

Według raportu w granicach Wałbrzycha żyłowo wówczas 162 dzieci niezdolnych do nauki w zwykłych szkołach, z czym zgadzali się ich rodzice. W porozumieniu z Daisy, Schulte projektował otwarcie szkoły specjalnej, o zwiększonym programie zajęć, dostosowanych dla dzieci niepełnosprawnych. Obok zwykłych przedmiotów – czytania, pisania, arytmetyki, miały być w programie zajęcia przygotowawcze do ewentualnych zawodów. Edukacja objęła dzieci od lat 6. Według wytycznych księżnej pod żadnym warunkiem nie powinny one startować w zwykłych szkołach, gdyż wówczas od razu postawione zostaną w sytuacji upośledzonych i pogardzanych. Wałbrzyska szkoła specjalna wymagała odpowiednio wysokich kosztów utrzymania, specjalnego personelu i opieki medycznej. Daisy i Schulte zgodzili się co do tego, że dzieci szkól specjalnych same musza uzyskać nadzieję na pomyślny skutek ich edukacji, a nie perspektywę wyrabiania szczotek, koszyków i sztucznych kwiatów. W poszukiwaniu innych zajęć dla niepełnosprawnych, Daisy i Schulte odkryli w samym Wałbrzychu trzy wielkie wytwórnie porcelany, w których odpowiednio wykształcone osoby niepełnosprawne mogłyby się podjąć ręcznego malowania i zdobienia wyrobów. Kruppelschule przy dzisiejszej ul. Piotra Skargi, już z poparciem męża Daisy otwarto uroczyście w 1907 roku. W następnych latach księżna niestrudzenie zabiegała o fundusze dla tej szkoły. Szczególnym powodzeniem cieszyły się i urządzane przez nią charytatywne koncerty wokalne w Szczawnie Zdroju w okresie letnim, natomiast w zimie w Wałbrzychu i we Wrocławiu. Pierwszy koncert w Teatrze Zdrojowym w Szczawnie był prawdziwym triumfem Daisy. Dla swojej szkoły zebrała 1.900 marek.  Nie powiódł się natomiast plan nagrywania piosenek na fonograficznych płytach, noszących jej podpis, sprzedawanych po koncertach, w sklepach muzycznych i na bazarach, z których dochód miał by przeznaczony dla szkoły. Ten pomysł Daisy był zbyt nowoczesny, trudny technicznie i kosztowny. Mąż Daisy dotrzymał obietnicy i dotował utrzymanie szkoły aż do 1933 roku.

Projekt mleczny

Na początku XX wieku w głównych przemysłowych miejscowościach aglomeracji wałbrzyskiej, gdzie żyje 75 % górników, przeciętna śmiertelność dzieci (do sześciu miesięcy) wynosi 45,5 %. W niektórych miasteczkach, na przykład w Starym Zdroju, gdzie warunki są opłakane, ta śmiertelność zbliżała się do niewiarygodnej liczny 75,98 %, czyli, że więcej niż trzy czwarte niemowląt umiera w ciągu pierwszych sześciu miesięcy życia. Większość zgonów według „Raportu Schultego” następowała w wyniku „kataru jelit”. Kiedy Schulte winił matki za śmierć swych dzieci, Daisy stanowczo się z nim nie zgodziła. Podczas swych wizyt w domach robotniczych zauważyła, w jakim fatalnym stanie matki wracają po 10 godzinach pracy w fabrykach. Nie miały po prostu sił na opiekę nad niemowlętami. Po urodzeniu dziecka kobieta nie mogła pozostawać dłużej w domu, bo utrzymanie rodziny zależało od dodatkowych pieniędzy, jakie przynosiła z fabryki. Co więcej ani w Wałbrzychu, ani w okolicach nie było zorganizowanej dystrybucji mleka. Zazwyczaj było ono bardzo złej jakości, na domiar złego podawane przez młode matki bez przegotowania. Schulte dotarł do niezbędnej literatury i znalazł instrukcję systemu Gouttes de Lait (Krople mleka), który razem z podręcznikiem Consultations des Nourrissons (Poradnik żywienia) służył pracującym matkom w okręgach górniczych północnej Francji. Daisy postanowiła przenieść projekt na grunt wałbrzyski i już w ciągu pierwszego roku założyła w całym okręgu siatkę „stacji mlecznych”, w których matki za darmo otrzymywały dla swych dzieci mleko pasteryzowane. Akcję księżnej poparły kościoły katolickie i protestanckie i na prośbę Daisy przyczyniały się do rozpowszechniania tego francuskiego systemu opieki nad dzieckiem.

Koronki śląskie

Na kilka lat przed wybuchem I wojny światowej księżna Daisy zwróciła uwagę na los kobiet zatrudnionych przy produkcji sławnych śląskich koronek, skupionej wokół Jeleniej Góry. Ta wytwórczość koncentrowała się o jakieś 50 km na zachód od Wałbrzycha, na stokach i w dolinach Karkonoszy, których dzika, romantyczna przyroda przyciągała rzesze turystów. Od połowy XIX wieku rząd pruskich zachęcał prywatnych przedsiębiorców dotacjami do zorganizowania przemysłu koronczarskiego, który do tej pory był zajęcie chałupniczym. Skończyło się na tym , że przedsiębiorcy korzyści kierowali przede wszystkim do własnych kieszeni, bardzo nędznie opłacając koronczarki. Ich wynagrodzenie osiągnęło absolutne minimum. Nikomu też nie zależało na kształceniu młodych kadr do tego zwodu. Podczas wycieczki w Karkonosze wiosną 1908 Daisy miała okazję naocznie przekonać się, jak rozpaczliwy był stan koronczarek. Już w czerwcu tego samego roku interweniowała w sprawie ich losu u cesarzowej, choć jej próby „uwolnienia” koronczarek napotkały się z dużym oporem pośredników. W pierwszych miesiącach 1909 roku Daisy objęła opieką Niemieckie Stowarzyszenie na rzecz śląskiej sztuki koronczarskiej, początkowo wspólnie z zoną następcy tronu, księżniczką Cecylią. Licząc na pomoc ze strony cesarzowej Daisy postanowiła otworzyć własną szkołę koronczarstwa i  w ten sposób podnieś prestiż tego zawodu. Nawiązała współpracę z panią Bardt i baronową von Dobeneck, które podobną szkołę założyły już w 1906 roku. Rychło zaczęły się konflikty pomiędzy damami, b o Daisy miała daleko idące cele socjalne i handlowe, podczas gdy tamtym paniom chodziło przede wszystkim o podniesienie jakości wyrobów. W końcu, w 1911 roku, Daisy zakupiła konkurencyjna szkołę i pozostawiła w niej obie panie jako nauczycielki. Szkoły otrzymały imię księżnej von Pless, pod następującym szyldem: „ Są to dobroczynne instytucje przeznaczone dla koronczarek śląskich, dostarczające im najlepszych wzorów i dla nich kierujące cały dochód”.

W 1912 działało już 14 Szkół Koronczarskich Księżnej von Pless, a koronki z naszego regionu sprzedawane były w całych Niemczech, m.in. we Wrocławiu, Berlinie, Baden-Baden, Monachium i Królewcu.  Pierwsze spółdzielnie socjalne, bo nimi były w istocie szkoły księżnej odniosły ogromny sukces oraz spotkały się z licznymi pochwałami ze strony kościoła luterańskiego i w końcu akceptacją dworu berlińskiego. Cesarzowa sponsorowała wystawę śląskich koronek , urządzoną w berlińskim hotelu Esplanade przy Placu Poczdamskim. Prasa zauważyła, że po raz pierwszy uchylony został protokół zakazujący członkom dworu cesarskiego uczestniczenia w imprezach o charakterze komercyjnym. Tuż przed wybuchem wojny moda na śląskie koronki była już faktem. Daisy rozpoczęła negocjacje z zagranicznymi producentami podobnych ozdób we Włoszech i na Azorach. Miałą nadzieję na sprowadzenie obcych nauczycieli tego zawodu i rozszerzenie asortymentu wyrobów. Wielka wojna pokrzyżowała te plany.

 

Berlin jaki widziała Daisy

Zapraszam dziś do sentymentalnej podróży po Berlinie pierwszych dekad XX wieku. Stolica Cesarstwa Niemeickiego była bardzo częstym celem wypraw Daisy, jej męża Jana Henryka XV oraz pozostałych członków rodziny Hochbergów. Swoją podróż zaczynali zazwyczaj na dworcu w Świebodzicach, z których podróżowali prywtaną salonką. Fotografie starego, niestniejącego już dziś w tym kształcie Berlina przeplatane są fragmentemi pamiętników Daisy w tłumaczeniu Marioli Palcewicz.

Plac Poczdamski w 1923 roku

W owych  czasach nie było przyjęte, aby dama pokazywała się na ulicy w innym kolorze niż czarny. Nigdy nie pozwolono też, abym w domu mojego teścia w Berlinie pozostała sama na sam z mężczyzną. Tak naprawdę nie można nawet było rozmawiać sam na sam z mężczyzną. W Berlinie nie wolno mi było nawet  jeździć otwartym powozem. Ponieważ dom był nadmiernie ogrzewany, tęskniłam za świeżym powietrzem.

Chodzi o Palais Pless. Z racji pełnionych funkcji na dworze cesarskim Hans Heinrich XI (teśc Daisy) często bywał w Berlinie, zmuszony był wynajmować apartamenty, które pochłaniały spore sumy. Zdecydował się zatem na wybudowanie pałacu. Wybrano bardzo reprezentacyjne miejsce, bowiem przy Wilhelmstrasse nr 64. Budowę rozpoczęto w 1872 r. według projektów Hipolita Alexandra Destailleura, tego samego francuskiego architekta, który projektował przebudowę rezydencji w Pszczynie. Po 1919 roku berliński pałac Hochbergów stał się siedzibą prezydenta Rzeszy.

Berlińska rezydencja Hochbergów. Oraz kilka innych ujęc tego nieistniejącego dziś pałacu

Mój teść prezentował się  w Berlinie wyjątkowo dobrze – w jedwabnym kapeluszu i czarnym płaszczu, bardzo wysoki o pięknej figurze. Codziennie rano zwykł był spacerować ze mną po Wilhelmstrasse, berlińskim Whitehallu, gdzie każdy mógł nas widzieć.

 

Kaiser Wilhelmsstrasse w 1910 roku– jedna z głównych ulic Berlina. Przy niej mieściły się urzędy państwowe, m.in. Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Kancelarii Rzeszy.

Księstwo von Pless bywali regularnymi gościmi w berlińskim Pałacu Cesarskim, po którym dziś również nie ma już śladu, choc od jakiegoś czasu pojawiają się głosy o jego możliwej odbudowie.

Zamek Cesarski w 1900 roku

Berlińskie społeczeństwo było i nadal jest bardzo nudne. Czasami nawet wydawało mi się, że nie wytrzymam kolejnej minuty. Niemcy posiedli sztukę kojarzenia gości. Wszystko odbywało się wedle klasy społecznej i pierwszeństwa, a niewątpliwym rezultatem tego była niszczycielska nuda. Nikt nie chce siedzieć stale obok tym samych osób.

Główna klatka schodowa 

Niełatwo jest opisać, w jaki sposób usadawiano nas na dworze. Po prawej stronie tronu cesarza i cesarzowej był krąg dyplomatyczny, po lewej kolejno zarezerwowane miejsca dla księżniczek, księżnych, dalej hrabin i baronowych.

Jedynymi tańcami dozwolonymi na dworskich balach były gawot i menuet i jedynie tym, którzy ćwiczyli je razem wcześniej, wolno było w tych imprezach uczestniczyć. Uważałam za śmieszne tańczyć je z mężczyzną w nowoczesnym, niemieckim mundurze…

Sala biała 

Na dworskich balach nie nosiło się długich trenów, lecz zwykłe suknie balowe, a kolacja była podawana na małych stolikach o 10:30.

W czasie pewnej uroczystości siedziałam pomiędzy znakomitymi dżentelmenami. Jeden z nich zapytał mnie, dlaczego mieszkamy w hotelu, a nie w naszym własnym, dużym, brzydkim pałacu przy Wilhelmstrasse. Powiedziałam, że mąż wolał hotel, gdyż w naszym domu nie ma łazienek. „Mein Got”, powiedział jeden ze starszych dżentelmenów, „czy on absolutnie musi się kąpać codziennie?”

 

 

 

Why does Walbrzych need Daisy by Mateusz Mykytyszyn

Princess Daisy of Pless is ours, Walbrzych heritage. It is a beautiful symbol of the city’s history, next to abandoned mines practically the only one. Turn of the century Englishwoman is also the only historical figure from times before 1945, which survived in the minds and memory of locals. Not only survived as the first Wałbrzych “celebrity”, whose pearls and charity became legendary, but still very much alive as  loving pacifist, social reformer and an angel of the poor. We are starting Foundation named after Princess.

Walbrzych is a city whose former inhabitants roots  were violently pulled out and those belonged to present ones, are left somewhere else, often in waterfalls of tears.  For almost 50 years (from 1945 until 1989), history of Walbrzych, town that started in Duchy of ŒŚwidnica and through the next 600 years was changing its provenance for the benefit of Czechs, Austrians, Prussian, Germans and finally Poles, was treated with neglect. Residents from the generations of my grandparents (quite often parents), in many cases do not identify with their city and region, and a sense of temporariness was in their lives ubiquitous. But times are changing and today in united Europe, generation that turn 30thies (and for sure those in their  20thies ) is quite different. Young generation doesn’t have a problem with former German history of their hometown.  Actually  very often is fascinated by it. The people of Walbrzych each decade identify more with their land and are interested in its history (check postcard craze on the Internet and at auctions ), and the character of Princess Daisy is not unfamiliar to them. Evidence for that is  survey, coordinated by dr Monica Bisek – Grąz, and carried out among students of the State Higher Vocational School (PWSZ). This local  university today owns a villa at Moniuszko 43 Street, where Daisy von Pless died in 1943. PWSZ them. Angelus Silesius in addition to the castle Książ, is practically the only place in Walbrzych where Daisy was commemorated. The only monument, or rather obelisk with a relief depicting the bust, is located in front of the old seat of Wałbrzyskie mines board (also known as a Czettrit’z Palace), formerly belonged to Princes of Hochberg. Today an example of revitalization in the strict sense, the object to which the careful restoration has bring back its Renaissance beauty and new feature in this part of the revived old city center. Pszczyna as a shining example for Walbrzych The potential of Princess Daisy von Pless memory as tourist attraction was professionally and elegantly used and is still  conducted by Castle Pless Museum in Pszczyna (Upper Silesia). Museum housed in the former residence of Hochbergs is a magnet for tourists from Poland and Europe, but also an institution which cooperates with the Victoria and Albert Museum in London and is regularly winning in international rankings. Paradoxically, the princess did not like Pszczyna that much, and for  most of her adult life treated Książ as her main residence, about which she spoke and wrote with great sensitivity. Her life ended in Walbrzych, town whose inhabitants still remembered about her fate and fame. The idea of a foundation named Princess Daisy of Pless was born in the minds of myself and Michał Wyszowski, because it is about the time. We have historical and cultural value in Walbrzych, which we practically do not use, or do it in a little, often unconsidered and haphazard manner. The figure of „Daisy from Książ” is now experiencing a renaissance, both in Poland and Europe. Undoubtedly contributed to the activities of the Castle Museum in Pszczyna, the authorities of this Silesian city, and in our area of the European Centre located in Castle Książ and countless fans, which even at the premiere of the film in Ksišż attended number of over  500. Exhibition „Daisy of Pless: The Happy Years” (by Rusell Harris) defenitely helped in carrying Princess legacy. Today it can be seen not only in Książ, but also in the Czech Republic, Austria, Germany and Great Britain. Also a documental film was made last year by the Polish Television. They are good biographies of Daisy published in polish, but still for their  Polish edition are waiting memoirs, rich with the information about our town and region,-in the 30s of last century a very popular throughout Europe and even America. Today, when the inhabitants of our city is less and less, attempts to bind people of Walbrzych with their native land should be more frequent, and related activities even more intensified. We decided mainly on cultural and educational activities, because even though my words will sound like a truism, the future not only of nations, but also and especially local communities in united Europe are indeed culture and education. We are a non-profit organization and our mission is primarily to organize, promote and participate in activities for development of regional identity, knowledge of the history and culture of Walbrzych and Lower Silesia (especially before 1945), and boost trade and strengthing intimate relations of residents with the city and region. Another element of our mission is to popularize the idea of Walbrzych and Walbrzych Agglomeration as a city and the region in which the Princess Daisy von Pless and family of  Hochberg conducted an extensive business, charitable, and contributing to its development, as well as the development of the whole of the Lower and Upper Silesia
Support from the start We are very  glad that Walbrzych’’s authorities have responded enthusiastically to the idea of the Foundation. Without the cooperation of the municipality it would not be possible to realize our strategic objectives, the organization of the celebration of 2013 as the Year of Princess Daisy (140 year anniversary of her birth and the 70th anniversary of death) and to create a multimedia museum of  Princess Daisy and the Hochberg family at villa where she died. Those are the priorities of the Foundation. We are also glad, that castle Książ decided to join us as the founder, and thus our main partner decided to be castle Książ.  At the end we are happy, that our idea was approved by the Director of the Castle Museum in Pszczyna and His Serene Highness, Bolko, Count von Hochberg, VI Prince von Pless and Baron of Książ. Notable historical figures  are very often “business cards” of cities and regions. For example,  from the many centuries crowds are visiting Orleans in search of traces of the famous Virgin, Mozart is Salzburg, and Salzburg is Mozart. Janosik in Slovakia’s Orava is still a ruler of the undivided mass imagination, and Toruń was, is and will be the city of Copernicus, but fights for famous astronomer with Olsztyn.  All of Romania attracts the tourists as the country of Dracula. Let Walbrzych become a „city of Princess Daisy” in which tourists in addition to castle Książ , will find, such an activities as multimedia museum in now dilapidated villa in Moniuszko, or an elegant statue in the center, perhaps on a revitalized Magistracki Square. Tourists coming to Książ, did not have to stop on the outskirts of Walbrzych and come back to Wroclaw. Let them continue their journey to the village that exist since the fourteenth century, town that’s stunning location and architectural monuments are now unjustly forgotten  not only by tourists but also residents. Let the visitors go further, and after visiting the complex at Moniuszki and Zamkowa streets in Walbrzych and quiet night in a comfortable bed in the Sobięcin’s Holiday Inn (this is no joke, as everyone knows the passing gallery of Victoria), visit the magnificent Castle Pless in Pszczyna to return next summer to Walbrzych and Książ. Traces of Daisy.

Matthew Mykytyszyn

Dlaczego Wałbrzych potrzebuje Daisy

Dziś w „Tygodniku Wałbrzyskim” opublikowano manifest w słusznej sprawie. Zapraszam do poparcia inicjatywy! Mateusz Mykytyszyn

 Księżna Daisy von Pless to nasze, wałbrzyskie dziedzictwo. To  piękny symbol historii miasta, obok zlikwidowanych kopalni praktycznie jedyny. Angielka z przełomu wieków to również jedyna postać historyczna sprzed 1945, która przetrwała w świadomości mieszkańców. Przetrwała  nie tylko jako pierwsza wałbrzyska celebrytka, której perły i działalność charytatywna przeszły do legendy, ale jako kochająca życie pacyfistka, reformatorka społeczna i anioł ubogich. Właśnie powstaje w Wałbrzychu Fundacja jej imienia.

 Księżna Daisy von Pless – najsłynniejsza w historii mieszkanka Wałbrzycha oraz nieoficjalna patronka miasta

Wałbrzych to miasto, którego byli mieszkańcy z korzeniami zostali wyrwani, a obecni zostawili swoje gdzieś indziej. Przez prawie 50 lat historia Wałbrzycha świdnicko-jaworskiego, czeskiego, austriackiego, pruskiego, a potem niemieckiego była traktowana po macoszemu. Mieszkańcy nie identyfikowali się ze swoim miastem i regionem, a  poczucie tymczasowości było wszechobecne. Pokolenie dzisiejszych 30, a szczególnie urodzonych już po 89 roku 20-latków jest  zgoła inne. Z Wałbrzychem się identyfikuje, jest zainteresowane jego historią (szał pocztówkowy w internecie i na aukcjach), a postać księżnej Daisy nie jest mu obca. Świadczą o tym badania koordynowane przez dr Monikę Bisek – Grąz, a przeprowadzone wśród studentów Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, uczelni która dziś jest właścicielem willi przy ul. Moniuszki 43 w której Daisy von Pless zmarła w 1943 roku. PWSZ im. Angelusa Silesiusa to oprócz zamku Książ praktycznie jedyne miejsce Wałbrzychu, gdzie Daisy została upamiętniona. Jedyny pomnik, a raczej obelisk z reliefem przedstawiającym  popiersie, znajduje się przed siedzibą dawnego zarządu wałbrzyskich kopalń Hochbergów, dziś przykładu rewitalizacji sensu stricto, obiektu, któremu restauracja przywróciła renesansowe piękno, a nowa funkcja ożywiła tę część starego Śródmieścia.

Śladami Pszczyny dla Wałbrzycha

Potencjał księżnej Daisy von Pless jako atrakcji turystycznej wykorzystała doskonale górnośląska Pszczyna, której Muzeum Zamkowe mieszczące się w dawnej rezydencji Hochbergów jest magnesem na turystów z Polski i Europy, instytucją współpracującą z Victoria i Albert Museum w Londynie i nagradzaną w międzynarodowych rankingach. Paradoksalnie księżna nie przepadała za Pszczyną, a za swój dom uważała przede wszystkim Książ, o którym mówiła i pisała z wielką czułością. Swojego żywota dokonała w Wałbrzychu, którego mieszkańców los leżał jej przez całe życie na sercu, Wałbrzychu  który nigdy o niej nie zapomniał.

Pomysł utworzenia Fundacji imienia księżnej Daisy von Pless narodził się w głowach mojej i Michała Wyszowskiego, bo  najwyższy już na to czas. Mamy w Wałbrzychu wartość historyczną, kulturową, miastotwórczą, której praktycznie nie wykorzystujemy, albo robimy to w znikomy, często nieprzemyślany i chaotyczny sposób. Postać „stokrotki z Książa” przeżywa dziś swój renesans zarówno w Polsce, jak Europie. Niewątpliwie przyczyniła się do tego działalność Muzeum Zamkowego w Pszczynie, władz tego górnośląskiego miasta, a na naszym terenie Centrum Europejskiego mieszczącego się w Zamku Książ oraz niezliczonych pasjonatów, których chociażby na premierę filmu w Książu przybyło ponad 500. Pamięci Daisy pomogła niewątpliwie wystawa „ Daisy,Księżna von Pless: Szczęśliwe lata” (ang: Daisy of Pless: The Happy Years by Russel Harris), którą można oglądać w Czechach, Austrii, Niemczech i Wielkiej Brytanii czy film paradokumentalny wyprodukowany w ubiegłym roku przez Telewizję Polską. Ukazują się jej biografie, a na polskie wydanie ciągle czekają pamiętniki, bogate z resztą w informacje  o naszym mieście i regionie- w latach 30-tych ubiegłego stulecia bardzo poczytne w całej Europie, a nawet Ameryce.

Dziś kiedy mieszkańców naszego miasta ubywa próby przywiązania wałbrzyszan do rodzimej ziemi powinny być coraz częstsze, a związane z nimi działania jeszcze bardziej zintensyfikowane. Zdecydowaliśmy się głównie na działalność kulturalną i edukacyjną, bo choć słowa moje zabrzmią jak truizm, to właśnie kultura i edukacja są w zjednoczonej Europie nie tylko przyszłością narodów, ale także, a może przede wszystkim lokalnych społeczności. Jesteśmy organizacją non-profit, a  nasza misja to przede wszystkim organizowanie, wspieranie i  uczestniczenie w działaniach na rzecz rozwoju tożsamości regionalnej, wiedzy o historii i kulturze Wałbrzycha i Dolnego Śląska, (szczególnie przed 1945 rokiem), a także pobudzenie związków i ugruntowanie zażyłości mieszkańców z miastem i regionem. Kolejnym elementem naszej misji jest popularyzacja idei Wałbrzycha oraz Aglomeracji Wałbrzyskiej jako miasta oraz regionu w których księżna Daisy von Pless oraz rodzina Hochbergów prowadziła rozległą działalność gospodarczą, charytatywną oraz przyczyniającą się do jego rozwoju, a także rozwoju całego Dolnego i Górnego Śląska

 

Wsparcie na starcie

Cieszy, że władze Wałbrzycha entuzjastycznie zareagowały na pomysł utworzenia Fundacji. Bez współpracy z gminą nie byłoby możliwe zrealizowanie naszych celów strategicznych, Organizacja obchodów 2013 roku jako Roku Księżnej Daisy (140 rocznica jej urodzin i 70 rocznica śmierci) oraz stworzenie multimedialnego Muzeum Księżnej Daisy i rodziny Hochbergów w willi przy Moniuszki 43 to priorytety fundacji. Cieszy także, że na bycie fundatorem, a tym samym naszym głównym partnerem zdecydowały się rada nadzorcza i zarząd spółki Zamek Książ. Cieszy na koniec, że nasza idea spotkała się z aprobatą dyrektora Muzeum Zamkowego w Pszczynie oraz Jego Książęcej Wysokości, Bolka, hrabiego von Hochberga, VI Księcia von Pless i barona na Książu. Postaci historyczne od wieków stają się wizytówkami miast i regionów. Do Orleanu ciągną tłumy w poszukiwaniu śladów po słynnej Dziewicy, Mozart to Salzburg, a Salzburg to Mozart. Janosik na słowackiej Orawie jest dziś niepodzielnym królem i władcą masowej wyobraźni, a Toruń był jest i będzie miastem Kopernika, choć walczy o niego z Olsztynem. Cała Rumunia przyciąga zaś turystów jako kraj Draculi. Niech Wałbrzych stanie się „miastem księżnej Daisy”, w którym oprócz Książa znajda się właśnie takie atrakcje, jak  multimedialne muzeum w niszczejącej dziś willi przy Moniuszki, czy elegancka statua w samym centrum, może na zrewitalizowanym Placu Magistrackim. Turyści przyjeżdzający do Książa, nie muszą zatrzymywać się na rogatkach Wałbrzycha i wracać do Wrocławia. Niech kontynuują swoją podróż do miejscowości istniejącej od XIV wieku, której zachwycające położenie i zabytki architektury są dziś niesprawiedliwie zapomniane i obojętnie mijane nie tylko przez turystów, ale także mieszkańców. Niech turyści jadą dalej i po zwiedzeniu kompleksu przy Zamkowej, spokojnej nocy w wygodnym łóżku w Holiday’u na Sobięcinie (to nie żart, o czym wiedzą wszyscy mijający galerię Victoria),  odwiedzą zachwycający zamek pszczyński, aby następnego lata wrócić do Wałbrzycha i Książa. Śladami Daisy.

Mateusz Mykytyszyn

Fundacja imienia Księżnej Daisy von Pless w organizacji

 

Daisy von Pless – potomkini królów – wywód przodków księżnej

Zanim Jan Henryk XV von Hochberg, baron na Książu i Książę Pszczyński pojął 8 grudnia 1891 za żonę angielską piękność Daisy Cornwallis-West, dokładnie „prześwietlono” jej drzewo genealogiczne. Przywiązani do tytułów i form Hochbergowie musieli sprawdzić jak głęboko sięgają tradycje heraldyczne zubożałych Westów. Kolegium Heraldyczne przysłało potrzebne dokumenty, w której udowodniono pochodzenie narzeczonej m.in. od króla Anglii Henryka III z średniowiecznej dynastii Plantagenetów, a także króla Francji Filipa III z dynastii Kapetyngów. W willi przy Moniuszki 43 w Wałbrzychu zmarła więc w 1943 roku potomkini królów, której korzenie giną dziś w mrokach historii. Pokusiłem się o przetłumaczenie wywodu przodków Daisy przygotowanego przez Edwina Archdale Whitby w 1891 roku.

Henryk III, urodzony 10 października 1206 roku, zmarł 16 listopada 1272 roku, poślubił 14 stycznia 1236 roku Eleonorę, drugą córkę Raymonda Berengera, hrabiego Prowansji.

Ich czwarty syn Edmund, ustanowiony Earlem Lancaster, urodził się w 1245 roku, pojął za swoją drugą żonę Blanche, królową -matkę Nawarry, córkę hrabiego d’Artois.

Ich drugi syn Henryk (który zmarł w 1345 roku), poślubił Maud, córkę Sir Roberta Chaworth, rycerza; ich piąta córka Joanna wyszła za mąż za Johna, Lorda Mowbray z Axholme.

Ich syn i dziedzic, John, II Lord Mowbray został ścięty podczas swojej drogi do Ziemi Świętej w 1368, poślubił Elżbietę, córkę Lorda Johna Seagrave z jego małżeństwa z Małgorzatą, córką Thomasa de Brotherton, Earla Norfolk, syna Edwarda I, króla Anglii z jego drugiego małżeństwa z Małgorzatą, córka Filipa III, króla Francji.

Ich córka Eleonora, poślubiła Rogera De La Warr, który odziedziczył sukcesję po swoim dziadku sir Johnie De la Warr i stał się baronem De la Warr, który był w prostej linii potomkiem Jordana De la Warr z Warre Wike w Hrabstwie Gloucester (współczesnego królowi Henrykowi II).

Ich jedyna córka Joanna wyszła za mąż za sir Thomasa Westa (potomka sir Thomasa de West, współczesnego Edwardowi II), ich drugi syn sir Reginald West, odziedziczył tytuł barona De la Warr w 1427 roku i zmarł w 1450 roku, poślubił Eleonorę, córkę Henry’ego Percy, Earla Northumberland, pozostawił jednego syna.

Sir Richard West, II baron De la Warr, zmarł w 1476 roku, poślubił Katarzynę, córkę Roberta, Lorda Hungeford, z która miał pięciu synów i dwie córki.

Jego najstarszy syn, sir Thomas West rycerz Orderu Podwiązki, III baron De la Warr, za swoją pierwszą żonę pojął Elżbietę, córka sir Hugha Mortimera z Mortimer Hall w Hrabstwie Worcester. Z tego małżeństwa pochodził syn, sir Thomas West oraz trzy córki. Drugie małżeństwo zawarł z Eleonorą, córką sir Rogera Copley i z nią miał trzech synów oraz jedną córkę, zmarł w 1526 roku.

Jego sukcesorem był pierwszy syn, sir Thomas, który zmarł jednak w 1554.

Jego drugi syn z drugiego małżeństwa (z Eleonorą Copley), sir George West, poślubił Elżbietę, córkę sir Thomasa Mortona z Letchelade, z którą miał dwóch synów i jedną córkę.

Jego najstarszy syn, sir William West, został wydziedziczony Aktem Parlamentu za panowania Edwarda VI, ale potem przywróconym do dziedziczenia (również Aktem Parlamentu) z panowania Elżbiety i otrzymał potwierdzony patentem (z 5 lutego 1570) tytuł Barona De la Warr. Poślubił  Elżbietę, córkę sir Anthony’ego Strange z Chesterton w Hrabstwie Gloucester z którą miał jednego syna i trzy córki. Zmarł w 1595 roku, a sukcesje objął jego syn.

Sir Thomas West, baron De la Warr, któremu przywrócono tytuł i ziemie jego przodków w 1597 roku, zmarł w 1602 roku. Poślubił Annę, córkę sir Francisa Knowles, rycerza Orderu Podwiązki, z którą miał czterech synów i siedem córek.

Jego  najstarszy syn, sir Thomas West, baron De la Warr, był kapitanem-gubernatorem wszystkich zamorskich kolonii w Virginii, zmarł w 1628 roku. Poślubił Cecylię, córkę sir Thomasa Shirley’a z Wiston w Hrabstwie Sussex.

Jego pierwszy syn Henry, baron De la Warr, poślubił Isabellę, córkę sir Thomasa Edmundsa i mieli tylko jednego syna Charlesa.

Charles, baron De la Warr, zmarł w 1688 roku, poślubił Annę, córkę sir Johna Wylde, Wielmożnego Pana na Droitwich, z którą miał trzech synów i trzy córki.

Jego trzeci syn John odziedziczył tytuł barona De la Warr, zmarł w 1723 roku.  Poślubił Margaret, córkę Wielmożnego Johna Freemana, z która miał tylko jednego syna Johna.

John otrzymał 18 marca 1768 roku tytuł Earla De la Warr i wicehrabiego Cantalupe. Z pierwszego małżeństwa z Charlottą, córką Donagha Macarty, Earla Clancarty w Irlandii, miał dwóch synów i dwie córki.

Jego najstarszy syn, John, II Earl De la Warr, urodził się w 1729 roku i zmarł 22 listopada 1777 roku. Poślubił 8 sierpnia 1756 toku, Mary córkę generała Winyarda, z którą miał trzech synów i dwie córki.

Jego trzeci syn Frederick West, urodził się w 1767 roku, zmarł 22 marca 1852 roku. Poślubił (jako swoją drugą żonę) 31 maja 1798 roku Mary, córkę sir Richarda Myddletona, Wielmożnego Pana na Zamku Chirk, w Hrabstwie Denbigh, z nią miał tylko jednego syna.

Frederick Richard West, Pan na zamku Ruthin w Hrabstwie Denbigh, urodził się w 1799 roku, zmarł 1 maja 1862 roku. Poślubił 11 września 1827 roku (jako swoją drugą żonę) Theresę, jedyne dziecko Wielmożnego Johna Whitby, kapitana Royal Navy z którą miał dwóch synów.

Ich drugi syn, sir William Cornwallis-West, Pan na Zamku Ruthin w Hrabstwie Denbigh i posiadłości Newlands w Hrabstwie Hants, przyjął dodatkowe nazwisko Cornwallis przed nazwiskiem West. Urodził się 20 marca 1835 roku. Poślubił 3 października 1872 roku Mary, córkę pastora Fredericka FitzPatricka z Cloone w Hrabstwie Leitrim z jego małżeństwa z Lady Olivią, córką sir Thomasa, II markiza Headford i posiada oprócz pozostałego potomstwa córkę Mary Theresę Olivię, która 8 grudnia 1891 roku poślubiła księcia Hansa Heinricha von Pless.

Hochbergowie między Polską, a Niemcami

Podczas gdy księżna Daisy przebywała na francuskiej Riwierze i w Monachium, gdzie poświęcała się pisaniu pamiętników i lizaniu ran po nieudanym małżeństwie, jej mąż Jan Henryk XH von Hochberg oraz trzech ich synów, niespodziewanie zdali sobie sprawę, że ich rodzinne majątki w Książu i Pszczynie znajdują się już w dwóch innych krajach. Zapraszam do poznania historii ich przepraw  z polskim rządem oraz niemieckim biznesem. Oto opowieśc o upadku potęgi finasowej Hochbergów i jego przyczynach.

 

 

Na zdjęciu Jan Henryk XV von Hochberg, zmarł 1938 w Paryżu

Opr. Mateusz Mykytyszyn

 Po I wojnie światowej Jan Henryk XV, baron na Książu i książę Pszczyński opowiedział się przeciwko powrotowi Górnego Śląska do Polski. Obawiając się jednak trwającej w Niemczech rewolucji zmian demokratycznych, którego mogłyby doprowadzić do wywłaszczenia jego majątków poparł koncepcję utworzenia Wolnego Państwa Śląskiego. Podobno miał ambicje stanąć na jego czele i marzył o tytule arcyksięcia.  Książę był właścicielem dwóch kompleksów włości uważanych za największe w Rzeszy. Były to dwa odrębne w administrowaniu tzw.  fidelkomisy – dobra niepodzielne i niesprzedawalne, zagwarantowane konstytucyjnie i przechodzące wyłącznie z ojca na najstarszego syna lub stryja. Fidelkomis dolnośląski z zamkami w Książu i Wałbrzychu (dzisiejsza Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa) obejmował prawie 13 tys. ha, 3 kopalnie węgla kamiennego, zakłady przemysłowe i uzdrowisko Bad Salzbrunn (Szczawno Zdrój). W końcu lat 20-tych ubiegłego stulecia fidelkomis wałbrzyski popadł w ruinę i groziło mu przejęcie przez wierzycieli. Cała nadzieja rodziny leżała wiec w fidelkomisie pszczyńskim, w skład którego oprócz ziemi uprawnej i lasów wchodziło 10 kopalń, 2 elektrownie, cegielnie, kamieniołomy, browary – w tym Browar Książęcy w Tychach, największy w II Rzeczypospolitej.

Jan Henryk XV oraz jego synowie zabezpieczając się przed ewentualnym wywłaszczeniem ich przez władze polskie przyjęli obywatelstwo polskie. Najstarszy z nich Jan Henryk XVII, zwany w rodzinie Hanselem, miał ambicję dokonania wielkich przedsięwzięć gospodarczych i zamieszkał w Pszczynie, jego ojciec wraz z nową, hiszpańską żoną Klotyldą pozostawał w rodzinnym gnieździe czyli Książu.

Polonizacja i Volksbund

Zarówno książęta pszczyńscy, jak i zarządcy ich dóbr działali na korzyść kapitału niemieckiego, dążyli do zachowania marki na Górnym Śląsku oraz ustanowienia granicy celnej z Polską. Prestiżowe stanowiska w ich przedsiębiorstwach zarezerwowane były prawie wyłącznie dla Niemców, choć wśród górników znajdowali się zarówno Niemcy, jak i Polacy.

Te działania wywołały bardzo ostrą reakcję wojewody śląskiego Michała Grażyńskiego, który podjął walkę o polonizację przedsiębiorstw książąt pszczyńskich. Gdy zawiodły pertraktacje administracja polska wymierzyła im ogromne podatki dochodowe. Na tym tle wybuchł w 1930 roku wielki spór, który toczył się przez pięć lat. Trzeba przyznać, ze obie strony popełniły nadużycia: właściciele dóbr pszczyńskich rzeczywiście zaniżali dochody, zaś władze wymierzały podatki arbitralnie wbrew przepisom, które mówiły o konieczności uzgodnienia wysokości należności z podatnikiem. Jan Henryk XVII złożył w Lidze Narodów petycję, w której opisywał własną wersje konfliktu podatkowego. Uznał się za prześladowanego politycznie, stwierdził, że władze polskie mszczą się za jego działalność w Volksbundzie (był honorowym prezesem tej nacjonalistycznej organizacji Niemców zamieszkujących na Śląsku). Petycja nabrała rozgłosu. Poparł ją rząd niemiecki, który wniósł w tej sprawie oficjalną skargę na rząd polski do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze.

Dopiero dojście do władzy Adolfa Hitlera, jego początkowo ugodowa postawa wobec Polski, dążenie do wyciszenia konfliktów na pograniczu spowodowały wycofanie poparcia Niemców dla książąt pszczyńskich.

Hansel na cenzurowanym

Jan Henryk XVII von Hochberg, zmarł w 1984 w Londynie

Coraz bardziej palił się grunt pod stopami von Plessów. Wystawny tryb życia, utrzymywanie rodowych zamków w Książu i Pszczynie, a także willi i pałaców we Wrocławiu, Berlinie, Saksonii, Monachium i na francuskiej riwierze pochłaniało miliony. Natomiast zyski fidelkomisu malały. Kopalnie i majątki ziemskie Hochbergów przynosiły straty. Próbując ratować się przed ruiną, Jan Henryk XVII wpada na pomysł wybudowania dwóch wielkich fabryk nawozów sztucznych, na które pod koniec lat 20-tych było ogromne zapotrzebowanie. Brakowało mu jednak pieniędzy na przeprowadzenie inwestycji. Wraz ze wspólnikami założył pięć fikcyjnych spółek akcyjnych, z których żadna nie miała kapitału, ale które nawzajem żyrowały sobie kredyty zaciągane w bankach szwajcarskich, niemieckich i polskich. W 1931 roku wybuchła z tego powodu wielka afera, a sprawy sądowe toczyły się do wybuchu II wojny światowej…

W tej sytuacji władze polskie podjęły w 1934 roku decyzję o ustanowieniu przymusowego zarządu komisarycznego nad dobrami pszczyńskimi. Jan Henryk XVII nie mogąc się pogodzić z tą decyzją skierował do londyńskiego „Times’a” bardzo ostry w tonie list otwarty. Publikacja wywołał w Polsce ogromne poruszenie, oskarżono księcia o zdradę, nawoływano nawet do umieszczenia go w Berezie Kartuskiej. W konsekwencji zabroniono mu przyjazdu do Polski. Przebywał odtąd na przemian w Książu i w Londynie zasypując Ligę narodów petycjami. Tymczasem zarząd przymusowy doprowadził do prawie całkowitej polonizacji fidelkomisu. W 1939 roku w dobrach von Plessów na 442 urzędników tylko 25 było narodowości niemieckiej (wcześniej Niemcy stanowili przeszło 90 proc urzędników). Był to jeden z największych sukcesów wojewody Grażyńskiego.

Koniec śląskiej potęgi

Aleksander von Hochberg, zmarł w 1984 na Majorce

Po serii skandali związanych z osobą Jana Henryka XVII wystąpili przeciwko niemu młodsi braci, Aleksander i Bolko. W 1936 roku majątek pszczyński przejął de facto  Aleksander, zwany w rodzinie Lexelem. Chociaż niemal całe dorosłe życie spędził w Książu i Monachium kreował się na Polaka, przyjął polskie obywatelstwo. Rzecz o tyle pikantna, że wcześniej był członkiem SA.  6 sierpnia tego roku stary Jan Henryk XV w liście do prezydenta Ignacego Mościckiego prosi o rozwiązanie fidelkomisu pszczyńskiego z uwagi na „rezultaty niefortunnej gospodarki poprzednich plenipotentów i ogólnie ciężką sytuacje finansową moich dóbr”. Fidelkomis został rozwiązany na mocy ustawy Sejmu z 7 lipca 1937 roku. Własność von Plessów skurczyła się do jednej czwartej stanu z 1932 roku.

W styczniu 1938 roku umarł w paryskim Hotelu „Ritz” 77-letni Jan Henryk XV. Tytuł książęcy odziedziczył najstarszy syn Hansel, natomiast dobrami w sposób zresztą bardzo nieudolny zarządzał w dalszym ciągu niepoprawny homoseksualista i utracjusz, Aleksander.

Po wybuchu wojny, 3 września 1939 roku Jan Henryk XVII zostaje internowany w Wielkiej Brytanii, prawdopodobnie na wniosek polskiej ambasady w Londynie. W czasie internowania przyjął obywatelstwo angielskie, a pod koniec wojny służył już w armii brytyjskiej. Po wojnie pozostał w Anglii, gdzie zmarł bezpotomnie w 1984 roku.

Aleksander w 1941 roku wstąpił jako ochotnik do armii polskiej w Wielkiej Brytanii, walczył we Włoszech w składzie II korpusu generała Władysława Andersa. Otrzymał stopień podporucznika. Po wojnie starał się o powrót do Polski i odzyskanie majątku, lecz został on upaństwowiony już w 1945 roku. Zmarł w miesiąc po starszym bracie w swojej posiadłości na Majorce.

Podczas opracowywania artykułu korzystałem z cyklu  tekstów „Saga Rodu Hochbergów”, autorstwa Krzysztofa Pilawskiego, publikowanych w „Sztandarze Młodych” w 1988 roku.

 

 

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.